Moja przyjaciółka jest psychologiem i robi dla swojej pacjentki sondę pod tytułem:
"co oznacza dla Ciebie poczucie bezpieczeństwa w związku z inną osobą i czy musisz je mieć?"
Gdyby się ktoś pokusił o odpowiedź, to miałaby więcej perspektyw...
Ja się pokuszę:)
Otóż, nie widzę większego sensu związku z drugim człowiekiem jak poczucie bezpieczeństwa właśnie, ale nie ma to dla mnie wiele wspólnego z zaufaniem
Zaufanie mam ograniczone i tylko się staram nie podejrzewać tak samo jak staram się sprostać temu, żeby nie stwarzać do podejrzeń pretekstu:)
Najlepiej ujął to Balzac w stwierdzeniu, które wynotowała moja mama ze "Straconych złudzeń" że 'przyjaźń tym jednym właśnie różni się od miłości: zufaniem'
I wcale nie chodzi o to, że nie ufam temu mężczyźnie!
Nie, nie, ależ skąd, ufam... jak jest blisko i patrzy mi w oczy:)))
Natomiast na odległość to ja jemu też ufam, ja tylko tym wszystkim kobietom, co się dookoła niego kręcą nie ufam za żaden złamany grosz!:)
I żadne sms-y nie dają mi poczucia bezpieczeństwa, sorry...
Poczucie bezpieczeństwa to wrażenie, czyli uczucie ulotne i trochę złudne, ale to jest właśnie to złudzenie, bez którego po pewnym czasie 'wolności' czyli 'samotności' kompletnie się wariuje i wszystko traci znaczenie... tak jak traci kolor, zapach i smak
i tego nie można zbyt długo "mieć"
jak się trwa w tym złudzeniu zbyt długo, to przestaje się czuć tak jak kolor, zapach i smak przy bezustannej konsumpcji-wszystko staje się mdłe i nie odróżnia się tego od niczego
warto walczyć o poczucie bezpieczeństwa, żeby na chwilę poczuć się bezpiecznie, warto o nie zabiegać ale żeby czuć, że warto, trzeba je też stracić i poczuć jak smakuje różnica... warto je komuś dać, kto nie ma i być może nigdy nie miał, ale za tym ciągnie się odpowiedzialność, której nie można cały czas czuć, więc trzeba sobie czasami pozwalać o niej zapomnieć, żeby głęboko beztrosko pooddychać z poczuciem, że prócz ciążenia nic nam 'tu i teraz' nie ciąży:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Istnieje stereotyp tego czego kobieta poszukuje w związku. Ma to być poczucie bezpieczeństwa. Przede wszystkim chodzi o bezpieczeństwo czysto materialne. Ważna jest umiejętność podejmowania trudnych decyzji. Nieustępliwość i brak śladu wahania czy samokrytyki, podważającej nieomylność i tym samym wprowadzając element niepewności, są jak najbardziej pożądane. Wierność wydaje się mieć znaczenie drugorzędne. Miłość w ogóle nie ma znaczenia, bo to przecież pojęcie czysto abstrakcyjne. Istnieje tylko krótkotrwałe pożądanie. Ja w ten stereotyp nie chcę wierzyć, ale piszę o nim, bo mnie wkurza jego rozpowszechnienie.
OdpowiedzUsuńInny powszechnie funkcjonujący sąd każe nam wierzyć, że mężczyzna jest tylko marionetką w rękach kobiet sterujących nim za pomocą jego libido. Testosteron ma mieć na mężczyznę tak silny wpływ, że to nie jego wina, że zdradza. Zaspokaja przecież tylko swoje potrzeby. Cielesne żądze są silniejsze od niego. Dla mnie to też kompletna bzdura.
Obie te wizje zdają się zaprzeczać istnieniu wolnej woli. Odbierają mężczyznom i kobietom władzę nad własnym życiem dając jednocześnie wolność od odpowiedzialności.
Brak zaufania dla otaczających mężczyznę kobiet wydaje się więc być gorszy nawet od braku zaufania do niego. To jest niewiara w zdolność kontrolowania własnego życia. Odbiera się tym odpowiedzialność, która nie jest ciężarem lecz jednym z atrybutów wolności.
Przyjaciółka terapeutka dziękuje bardzo za odpowiedzi!w imieniu pacjentki również:)liczę, że następnym razem też pomożecie.
OdpowiedzUsuńTak, tak, to wszystko bardzo piękne i idealistyczne i gdyby tak było, pewnie byłoby tu nam jak w raju, ale był już taki jeden, co wierzył, że stworzy świat wolny od tych innych, co nie wierzą a właściwie to właśnie bardzo wierzą ale w Coś innego a na dodatek mają inny kolor oczu i piastując najwyższe stanowiska w dziedzinach ekonomii, są odpowiedzialni za pewien 'EKONOMICZNY KRYZYS'
OdpowiedzUsuńBył też inny taki pan, co chciał dla wszystkich dobrze i rzekł 'wszystkim według ich potrzeb'
i rozbudził takie oczekiwania społeczne, że nie można im było sprostać...
Ludzie nie są idealni ani nie są bezproblemowi, inaczej nie byłaby potrzebna medycyna i można byłoby powrócić do korzeni europejskiej kultury Starożytnej Grecji niosąc kaganek oświaty myśli Hipokratesa: 'najlepszym lekarzem jest Czas'
'po pierwsze nie szkodzić sobie'
'niech wasze jedzenie będzie waszym lekarstwem a lekarstwo jedzeniem' oraz 'choruje ten, kto unika miłości'
czy to nie jest piękne i prawdziwe?
Ale szkoda, że tak nie wystarczy, nie 'tu i teraz'
Nie wydaje mi się, żeby 'gdzieś kiedykolwiek'
Ależ kobiety są przepiękne!!!!!!!!
Są urocze, olśniewające i zniewalające... i nigdy nie były odpowiedzialne, bo to 'piękności szkodzi' na dłuższą metę, no naprawdę!
A poza tym przecież sam fakt, że można się jednak zakochać kilka razy, jest wystarczającym dowodem na to, że TO MOŻLIWE!!!:)
I nie chodzi o to, czy ktoś chce czy nie chce i sobie myśli, że ma wolną wolę, bo to z myśleniem nie ma nic wspólnego i jak się zakochasz to i tak zrobisz dla 'Niej' wszystko, a jak ona się zakocha, to zrobi wszystko dla 'Ciebie' i tego po prostu nie da się przewidzieć... nie da się zaplanować, ale da się mimo tej możliwości wierzyć, że to się nie zdarzy, ponieważ zdrady się zdarzają najczęściej z jakiegoś braku, braku poczucia spełnienia w tym związku i jakiegoś podświadomego poszukiwania go gdzie indziej... dlatego trzeba być raczej czujnym i ostrożnym i takim na siebie otwartym, żeby czegoś nie przegapić i nie zgubić tego... a miłość to proces i wyraża się w czasownikach:) i wierszach:) i piosenkach:) zapachach, smakach i kolorach-wszystkich barwach tęczy i tych pasmach promieniowania niewidzialnego, którego zakres jest przecież większy:)
Tak jest towarzyszko, pomożemy, pomożemy!:))
OdpowiedzUsuńpoczucie bezpieczeństwa to jeden z filarów związku i moim zdaniewm to pomoc a raczej współodpowiedzialność w rozwiązywaniu codziennych problemów; to może być herbata z cytryną zaserwowana gdy kogoś łamie w kościach, telefon do spółdzielni, gdy dostajemy tajemniczy list o jakimś nie zapłaconym rachunku czy zwykła gotowość wysłuchania gdy mamy chęć zwierzenia się. Ważne, że ta druga osoba jest z nami, nie wazne czy jest w tym sa mym pokoju czy dzieli nas 1000 km i rozumie, albo stara się zrozumieć dlaczego akurat ta sprawa zatruwa nam myśli. A ufać trzeba i tyle, bo jak ostatnio się dowiedziałam faceci i tak "patrzą", zawsze patrzyli i patrzeć będą, ważne żeby wiedzieli, że na patrzeniu musi się skończyć ;) pozdrowionka
OdpowiedzUsuńS
A my to nie patrzymy???:))
OdpowiedzUsuńNieee... my jesteśmy z Wenus i w ogóle nie zauważamy Marsjan nawet jak mają magnetycznie świecące oczy i wpatrują się...prosto w nasze lub nieco poniżej:)
I to w ogóle nas nie obchodzi, ponieważ najważniejsze jest współodczuwanie i stany zjednoczone dusz:)))
Ach, no właśnie-chodzi o to, że wszyscy możemy patrzeć i się zachwycać i uśmiechać do siebie, zresztą przecież wtedy jesteśmy najpiękniejsi, ale każdy czuje, że są granice, których przekroczenie jest już pewnym zamachem na ten nasz osobisty związek i nawet jeśli ta druga strona się o tym nigdy nie dowie, to nam zwyczajnie będzie z tym źle i głupio, ale być może niektórzy musieli tego doświadczyć, żeby sobie zdać sprawę... Ja nie wiem dlaczego ja się tak na błędach innych to kompletnie nie uczę-wciąż muszę popełniać swoje własne i wyciągać wnioski z pełną świadomością, że przede mną jeszcze cała masa błędów do popełnienia (za to nigdy nie popełniłam dwa razy tego samego:))
Zgadzam się, że to o to zrozumienie chodzi najbardziej i że nieważne, że ktoś jest daleko... byle nie za długo:))
Pozdrawiam S!:)