"Jednak wielu innych lekarzy z chęcią i zapałem powiększa tę listę nowych chorób. Dzięki temu ich nazwiska są publikowane w czasopismach medycznych, których obecnie wychodzi coraz więcej. jeśli opisana przez nich nowa choroba jest dostatecznie straszna-lub seksowna-nazwiska lekarzy znajdą się nawet w popularnych gazetach. A jeśli wyspecjalizują się oni w leczeniu danej choroby, zarobią fortunę.
Znany od dawna demon pieniądza ('gorączka złota'?:) czai się u podstaw ogromnej części hipochondrii. Przemysł farmaceutyczny potrzebuje nowych zagrożeń w podobnym stopniu jak my sami. GDYBY WYLECZONO WSZYSTKIE CHOROBY, WZROST TEJ GAłęZI BIZNESU ZATRZYMAłBY SIę, PRZYPRAWIAJąC O MDŁOśCI WSZYSTKICH UDZIAłOWCóW (to wtedy oni by chorowali-przyp.Red in Blue:)
Przemysł farmaceutyczny rozwija się, produkując lekarstwa, choć korporacjom udało się już opanować nowy chwyt polegający na wymyślaniu lekarstw na choroby, których właściwie jeszcze nie ma. Łatwiej przecież nad czymś takim pracować. Dzięki dobrze opłacalnym działom PR zwyczajne stany stają się chorobami, a rzadkie choroby wydają
się coraz powszechniej występować w społeczeństwie).
Cechy, z którymi zmagamy się na co dzień, jak na przykład nieśmiałość, są podnoszone do rangi choroby. Kilka lat temu firma Roche opracowała lekarstwo o nazwie Manerix, mające leczyć fobię społeczną. Pomysł na lek zrodził się po badaniach przeprowadzonych przez koncern, które wykazały, że cierpi na nią milion Australijczyków. Jednak firma miała kłopoty ze znalezieniem wystarczająco dużej grupy pacjentów do testów klinicznych. Teraz fobia społeczna jest jednym z powszechnie znanych zaburzeń. Firma Pfizer wprowadziła na amerykański rynek specyfik o nazwie Zoloft-lekarstwo na zespół niepokoju społecznego. Taak...
Rozwój nowych technologii napędza potrzebę zdobywania koszmarnych informacji dotyczących chorób. Zdrowie jest w tej chwili drugim najpopularniejszym tematem wyszukiwanym w Internecie-ustępuje miejsca tylko pornografii. Lekarze nazywają to zjawisko cyberchondrią. Polega ono na tym, że ludzie odczuwający nieznaczny dyskomfort w życiu codziennym szukają w Google danych objawów i zaczynają się sami wpędzać w coraz to nowe choroby. Według informacji zamieszczanych na stronach internetowych niestrawność może oznaczać raka żołądka, bóle głowy zwiastują guza mózgu, a uczucie odrętwienia to z pewnością objaw stwardnienia rozsianego."
(...)
"Współwinowajcami napędzania współczesnej hipochondrii są wreszcie ludzie tacy jak ja,zatrudnieni w przemyśle informacyjnym. Czytelnicy chcą się zapoznać z nowo odkrytymi zagrożeniami dla zdrowia fizycznego i psychicznego, a dziennikarze są gotowi zaspokoić tę potrzebę, z cynicznym brakiem krytycyzmu przepisując wyszukane doniesienia prasowe koncernów farmaceutycznych."
(...)
"Mimo wszystko nie powinniśmy się zadręczać naszą współczesną masową nerwicą. Dodatkowa frustracja mogłaby wśród milionów przewrażliwionych osób ogarniętych obsesją na tle zdrowotnym doprowadzić do epidemii zespołu zaprzeczenia hiperchondrii.
Powinniśmy za to skorzystać z okazji i oddać cześć mistrzostwu ludzkiej kreatywności, którym bez wątpienia jest hipochondria. Ta książka to również hołd złożony ciężkiej pracy-szaleństwu farmaceutów, kreatywności konowałów, pomysłowości badaczy, tchórzliwości dziennikarzy poszukujących sensacji-oraz, rzecz jasna, czysta szalona przyjemność, jaką wszyscy czerpiemy z regularnego czytania takich wiadomości."
(jak oglądanie mniej groźnych wypadków/upadków w programach w stylu "Ukryta kamera")
Chusteczka żalu
Czy na opakowaniach chusteczek do nosa powinno się umieszczać ostrzeżenia? Energiczne dmuchanie nosa może w niektórych przypadkach tworzyć potężne ciśnienie wewnętrzne, które rozsadza oczodół, czyli jamę kostną, w której osadzone jest oko. A to z kolei – jak ostrzegają lekarze – prowadzi do poważnych problemów.
Zbyt silne dmuchanie nosa zasysa powietrze przez pęknięty oczodół do czaszki, gdzie może dojść do odmy. Oznacza to, że powietrze jest uwięzione w tkankach, w których nie powinno go być, mówią lekarze ze Szpitala Miejskiego w Birmingham. W „Journal of Laryngology & Otology” (2003, 117; 2: 141) opisują również przypadek pewnej 20-letniej kobiety, u której przez pęknięty oczodół dostała się taka ilość powietrza, że znalazło się ono nawet w jamie klatki piersiowej, wywołując silny ból.
Nadmierny entuzjazm przy oczyszczaniu nosa, ze względu na możliwe skutki ciśnienia powietrza, może także prowadzić do ślepoty oraz powodować infekcje, ostrzegają w tej samej publikacji (2001, 115; 4: 319) lekarze ze Szpitala Okręgowego w Craigavon w Irlandii Północnej. Na pocieszenie dodają jednak, że pęknięcie zagoi się samoistnie w ciągu mniej więcej dwóch tygodni.
Demencja szczękowa
Być może ryzyko Alzheimera ma coś wspólnego ze stomatologią?
Naukowcy publikujący w „Psychiatric Bulletin” (1992, 16: 227) zbadali 159 pacjentów cierpiących na chorobę Alzheimera i odkryli, że połowa z nich miała sztuczne szczęki – stanowi to większy odsetek niż zwykle wśród ludzi w tym wieku.
Badacze z Instytutu Psychiatrii w Londynie odkryli, że w rodzinach pacjentów ze sztucznymi szczękami występowało wiele przypadków demencji, co ich zdaniem „wskazuje na genetyczną predyspozycję zarówno w kwestii sztucznych zębów, jak i w kwestii demencji”. Powiązanie może jednak mieć więcej wspólnego z zębami niż z genami.
Doktor Alistair Burns oraz członkowie jego zespołu odkryli również przy pomocy skanów mózgu, że istnieje powiązanie między sztuczną szczęką a obumierającymi komórkami mózgowymi w płacie skroniowym. Może to być „wynikiem ograniczonego przeżuwania, co z kolei prowadzi do atrofii układu limbicznego”, jak donosi Burns.
Katar sienny? To jeszcze nic…
Alergie stały się ostatnio bardzo modne. Jednak wygląda na to, że może z nich wyniknąć coś znacznie groźniejszego niż tylko kichanie. Weźmy na przykład Jenny Watt z Richmond w hrabstwie Surrey. Jenny twierdzi, że jest uczulona na prąd.
– Wszystko zaczęło się w 1999 roku, kiedy to dostałam od rodziny lodówkę z zamrażalnikiem. Wkrótce potem zaczęłam odczuwać dziwne objawy. Gdy wchodziłam do kuchni, po kilku minutach kręciło mi się w głowie i miałam huśtawki nastrojów – wybuchałam płaczem i wpadałam w przygnębienie.
Jenny mówi, że zaczęła cierpieć na zespół przewlekłego zmęczenia po grypie, którą przeszła w 1995 roku, a kilka lat później dołączyły dolegliwości związane z układem pokarmowym i uczulenie na chemikalia. Wydawało się już, że sytuacja się ustabilizowała, kiedy nagle pojawiły się nowe objawy. W wywiadzie dla „Independent on Sunday” (2 września 2001) Jenny powiedziała, że nosi magnetyczne wkładki do butów, gotuje na butli gazowej, a stać może tylko w przyćmionym świetle, więc często używa świeczek.
69-letnia Ena Bowles z Tonyrefail w Mid-Glamorgan powiedziała tej samej gazecie, że jest uczulona na chemikalia.
– Cierpię na jedną z najostrzejszych postaci alergii na chemikalia w kraju. Ciągle jestem zmęczona, miewam bóle głowy i nudności. Obok drogerii dostałabym ataku astmy. Jestem uczulona na każdy rodzaj inhalatora, więc w przypadku takiego ataku nie byłoby dla mnie ratunku.
Ena twierdzi, że po serii szczepionek jej stan się poprawił, ale dodaje:
– Wszystko, co dotyka mojej twarzy, musi być zrobione z naturalnych włókien. Gazety też sprawiają kłopot – żeby je czytać, muszę zakładać maseczkę.
79-letnia Joan Stock twierdzi, że jest do tego stopnia uczulona na mikrochipy, że żyje w swego rodzaju pętli czasowej, gdyż nie może korzystać z większości sprzętu elektronicznego, ze środków transportu publicznego ani podróżować nowoczesnymi samochodami. W „The Bath Chronicle” (15 sierpnia 2001) napisano, że Joan w swoim domu w Bristolu ogląda czarno-biały telewizor, a jeździ starym fordem. Silne bóle głowy zaczęły ją nękać dwadzieścia minut po tym, jak do jej biura w 1975 roku wprowadzono elektroniczne maszyny do pisania.
Tony’emu Doherty udało się uniknąć wyroku skazującego w 1986 roku, kiedy to sąd dał wiarę jego twierdzeniu, że jest silnie uczulony na ziemniaki. Rzeczywista siła jego alergii stała się jasna dopiero, kiedy po zjedzeniu dwóch paczek chipsów ziemniaczanych próbował udusić swojego ojca krawatem. Problem ten został zidentyfikowany dopiero podczas rozprawy sądowej. 21-letni mieszkaniec County Antrim został pouczony, by na przyszłość unikać ziemniaków, jak donosi „Courier Mail” (22 września 1986).
Donna Robertson zaś jest uczulona na XXI wiek. 55-letnia gospodyni domowa powiedziała w wywiadzie dla „Glasgow Evening Times” (16 listopada 2002), że stała się więźniem we własnym domu. Na podłogach nie ma żadnych dywanów ani wykładzin, a posadzki pani Robertson trzy razy dziennie przeciera bezzapachowym płynem do czyszczenia. Donna nie może używać perfum – nikt z jej rodziny również nie może niczym pachnieć, jeśli znajduje się w pobliżu pani domu.
Rodzina pani Robertson wystawia dezodoranty i płyny po goleniu przed drzwi wejściowe. Jeśli znajdą się zbyt blisko, Donna odczuwa zmęczenie i bóle w klatce piersiowej, dostaje mdłości lub wymiotuje, a jej oczy zaczynają łzawić. Pani Robertson twierdzi, że cierpi na wieloczynnikową nadwrażliwość chemiczną, dolegliwość, którą po raz pierwszy zaobserwowano w Ameryce. Donna mówi, że zna kogoś, kto również cierpi na ten rodzaj alergii, z tym że reaguje on na resztki betonu na podeszwach butów. Słyszano o kolejnej uczulonej osobie, która zapadła w śpiączkę.
Kreskówkowe szaleństwo
Tajemnicze zmiany w mózgu mogą sprawić, że pogrążysz się w dziwacznym bajkowym świecie, jeśli nagle wystąpi u ciebie zespół pendukularny Lhermitte’a.
W 1922 roku francuski neurolog Jean Lhermitte leczył 72-letnią kobietę, którą nękały dziwaczne halucynacje – widziała w nich zwierzęta, na przykład dziwnie wyglądające kurczaki, ludzi w niespotykanych strojach i bawiące się dzieci. Choć pacjentka zdawała sobie sprawę, że są to zwidy, czasami próbowała ich dotknąć. Gdy zmarła, Lhermitte odkrył prawdopodobną przyczynę omamów: zmiany w śródmózgowiu.
Przypadek ten został opisany przez dwóch neurologów: Anthony’ego Rissera i Franka Powella w 1993 roku podczas 45. Dorocznego Spotkania Amerykańskiej Akademii Neurologii w Nowym Jorku. Lekarze przytoczyli również przypadek pacjentki, która często widywała głowę psa lub kształt ciała zwierzęcia na ścianie swego domu, oraz ciekawą historię pewnego mężczyzny – widywał on na ścianie podobiznę swej babki, jak gdyby wyświetlano mu film z rzutnika. Opisano również chorego, który obserwował poruszającego się potwora-zabawkę – obraz podobno był „wyraźny, kolorowy i całkowicie niegroźny”.
Wśród innych odnotowanych omamów należy wymienić lwy wskakujące przez okno do pokoju, srebrne i złote rybki pływające pod łóżkiem oraz Azjatów spacerujących korytarzem w szeregu z rękami złożonymi jak do modlitwy.
Wygląda na to, że największym problemem osób cierpiących na to zaburzenie jest prawidłowa wymowa nazwy dolegliwości. Okazało się, że prawie wszyscy pacjenci uznali swój stan za raczej zabawny.
Mowa ciała na pogotowiu
Chcesz, żeby cię natychmiast zbadano na izbie przyjęć? Nie zakładaj nogi na nogę, radzi Micha Rapaport oraz jego współpracownicy z Centrum Medycznego Assaf Harofeb w Zerifin w Izraelu („Lancet”, 1995, 345; 8956: 1060).
Naukowcy mówią, że ich doświadczenie w pracy na izbach przyjęć nauczyło ich, że kiedy pacjent przybywa na noszach ze skrzyżowanymi kończynami – jak na przykład założone na siebie kostki, ręce splecione na karku lub dłonie złożone na brzuchu – „to prawdopodobnie jego stan nie jest zbyt poważny, więc jest mnóstwo czasu na badania i obserwacje”. Jeśli usiądziesz z prostymi nogami, lekarz przyjmie cię o wiele szybciej.
O mały włos
Mężczyźni, którzy wcześnie łysieją, nie powinni się martwić uciekającą młodością, lecz raczej zwiększonym ryzykiem ataku serca.
Długotrwałe badanie przeprowadzone wśród mężczyzn we Framingham w stanie Massachusetts dowiodło, że faceci, u których pojawia się łysina niczym mnisia tonsura – kiedy włosy wychodzą na czubku głowy oraz nad linią czoła – są bardziej narażeni na problemy z sercem przed 55. rokiem życia.
Naukowcy podejrzewają, że może to być związane z poziomem dihydrotestosteronu, czyli DHT („Journal of the American Medical Association” 1993, 269; 8: 1035). Ludzie z wysokim poziomem receptorów DHT w skórze głowy zwykle wcześnie łysieją. Dihydrotestosteron występuje również w innych organach, między innymi w sercu i wątrobie, gdzie może także powodować problemy, jeśli receptory ulegną zbytniemu pobudzeniu. Naukowcy z Uniwersytetu w Bostonie mówią, że mężczyźni, którzy tracą włosy na czubku głowy i nad linią czoła przed 55. rokiem życia, są szczególnie narażeni na problemy zdrowotne.
Zawsze można próbować zapobiec kłopotom, pijąc do nieprzytomności (darmowa porada prawnika – lepiej nie!). Dr Hugh Rushton, członek Brytyjskiego Instytutu Trychologii oraz autorytet w temacie utraty włosów, twierdzi, że upijanie się chroni przez łysieniem. Osoby, które spożywają dużo alkoholu, mają już tak zniszczone wątroby, że organ nie da rady prawidłowo przetwarzać testosteronu, który jest przyczyną zarówno łysienia, jak i problemów z sercem.
– Jeśli zmusisz kogoś, żeby pił spore ilości alkoholu, najprawdopodobniej nie wyłysieje – mówi doktor Rushton. – Wystarczy się przejść ulicami Londynu – ilu znajdziesz łysych pijaków?
Podstępne opakowanie
Zawijanie się w różne rzeczy, które następnie okazują się pułapką, stało się nieprawdopodobnym udziałem pewnego onanisty – jego przypadek opisano w „American Journal of Forensic Medical Pathology” (1985, 6; 2: 151). Według raportu ofiara zmarła, owinąwszy ciało plastikową folią do żywności, wystawiając ze swego kokonu tylko rurkę, przez którą miała oddychać. Mężczyzna najwyraźniej oddawał się masturbacji, kiedy rurka wypadła mu z ust. Próbował przeciąć folię nożem, aby wydostać się z pułapki, ale bez skutku. Znaleziono go uduszonego.
Strach przed rybim zapachem
Czujesz? To ty? Naukowcy z kolegium medycznego St Mary’s Hospital Medical School w Londynie uważają, że kobietom częściej się wydaje, że dziwnie pachną („Lancet” 1995, 345; 869: 1308). Po publikacji artykułu o dziwnych zapachach ludzkich 187 osób próbowało skontaktować się z naukowcami, przyznając się, że sami wydają brzydką woń. Większość z nich miała wrażenie, że śmierdzi rybą. Inni martwili się, że czuć od nich ser, a kilku nawet wierzyło, że unosi się nad nimi smród zepsutego jedzenia.
Kiedy wieści się rozniosły, siedem razy więcej kobiet niż mężczyzn skontaktowało się z redakcją gazety, mówiąc, że czują coś podejrzanego lub „trochę jakby nieprzyjemnego”. Jednak w trakcie dokładniejszego wywiadu przyznały się, że tylko one odczuwają ten zapach – rodzina, przyjaciele i znajomi z pracy nie zauważyli, żeby coś było nie tak.
Naukowcy nazwali opisany wyżej problem zespołem śmierdzącego ciała i twierdzą, że osoby nim dotknięte mogą cierpieć na kakosmię, czyli postrzeganie całkowicie nieszkodliwych zapachów jako odrażających. No chyba że osoby cierpiące na tę dolegliwość są po prostu otoczone przez ludzi wyjątkowo uprzejmych.
Tarcie na starcie
Jeśli nie wykończy cię natrysk na basenie, to miej się na baczności przed zjeżdżalnią. Eksperci z wydziału dermatologii w kolegium medycznym przy Uniwersytecie w Cincinatti donoszą, że poproszono ich o leczenie 29-letniego mężczyzny, który uskarżał się na tajemnicze symetryczne plamy na tyłach łydek. Podrażniona skóra przywodziła na myśl łysienie plackowate.
Po rozmowie z mężczyzną lekarze odkryli, że spędził sporo czasu na zjeżdżalniach w parku wodnym. Stąd właśnie wzięły się spore otarcia na łydkach.
Nasze wyrośnięte wodne dziecko prawdopodobnie nie potrafiło samo dostrzec powiązania – ale przynajmniej umożliwił lekarzom zarejestrowanie pierwszego na świecie przypadku łysienia zjeżdżalnianego, które specjaliści następnie opisali w czasopiśmie chorób skórnych „Cutis” (2001, 67; 5: 399), dołączając rozważne ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem wynikającym z tarcia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
SKOMENTUJ PROSZĘ!:)