środa, 3 marca 2010

'wszyscy biorą'

nie, ja nie o łapówkach, ciągle się waham pomiędzy tym, czy za 'branie' odpowiedzialny jest 'dawca' czy 'biorca' nie umiem tego rozwikłać...
Jestem po dyżurze i mam narastające wrażenie, że głównym problemem pacjentów poza nimi samymi w 'domu i pracy jako środowisku życia' są powikłania polekowe...
Ja mam na pewno strasznie zaburzone proporcje
Dyżurując kiedyś na 'pomocy doraźnej' a teraz na 'szpitalnym oddziale ratunkowym' nie mogę mieć 'przekroju społeczeństwa' nie wypowiem się nigdy jako socjolog ani polityk
Jednak wypadki chodzą po ludziach albo ludzie w nie wpadają i tak się spotykamy
I naprawdę w moim subiektywnym odczuciu statystycznym zaledwie jakiś ułamek procenta tej spotykanej przeze mnie społeczności nie bierze żadnych lekarstw
A zdecydowana większość bierze tyle, że nikt tego nie ogarnia
No dobra, nie wiem czy nikt, ja nie i nikt, kogo znam i pytałam...
Mam wątpliwości co do zasadności przewlekłego leczenia czegokolwiek, ale jak komuś mówię, żeby zmienił tryb swojego życia, to się na mnie spogląda jakbym spadła z planety Westa i zaczyna mi tłumaczyć, dlaczego jest to absolutnie niemożliwe i ja rozumiem.
Na tym się kończy, ponieważ pogotowia przyjeżdżają zbyt często a sporo ludzi ma wrażenie, że właśnie ma zawał serca, którego nie ma, ale wrażenie jest zbyt silne, żeby je bagatelizować i nie zweryfikować...
Pacjentom pomaga EKG, czują się lepiej po kroplówce, bo wierzą, że to 'na wzmocnienie' a to jest tylko płyn wieloelektrolitowy i działa tak samo jak butelka wody mineralnej...
Ja bym wszystko leczyła jakimś placebo najpierw, po prostu po to, żeby kogoś nie kłuć niepotrzebnie, ale opinia publiczna zaraz zareaguje, że to nieetyczne cokolwiek tzn.
No trudno ale wolałabym się urodzić w indiańskiej wiosce, zostać szamanem i leczyć ziołami, trudno, nie wyszło, może następnym razem:)
Głównym problemem są leki uspokajająco-nasenne (jak wracam z pracy i jadę pociągiem, to próbuję zgadnąć, kto jeszcze się utrzymuje na poziomie 'jasności świadomości' a kto jest 'przymglony' czyli znajduje się 'pod wpływem' czegoś jeszcze hmmm...)

Na to Szymborska wkracza z wierszem "PROSPEKT":

Jestem pastylka na uspokojenie.
Działam w mieszkaniu,
skutkuje w urzędzie,
siadam do egzaminów,
staję na rozprawie,
starannie sklejam rozbite garnuszki-
tylko mnie zażyj,
rozpuść pod językiem,
tylko mnie połkij,
tylko popij wodą.

Wiem, co robić z nieszczęściem,
jak znieść złą nowinę,
zmniejszyć niesprawiedliwość,
rozjaśnić brak Boga,
dobrać do twarzy kapelusz żałobny.
Na co czekasz-
zaufaj chemicznej litości.

Jesteś jeszcze młody (młoda),
powinieneś (powinnaś) urządzić się jakoś.
Kto powiedział,
że życie ma być odważnie przeżyte?

Oddaj mi swoją przepaść-
wymoszczę ją snem,
będziesz mi wdzięczny (wdzięczna)
za cztery łapy spadania.

Sprzedaj mi swoją duszę.
Inny się kupiec nie trafi.

Innego diabła już nie ma.

8 komentarzy:

  1. Często mówi się, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Wymaga to zdrowego trybu życia. Dużo ludzi woli jednak nie myśleć w ogóle o zdrowiu i zgłaszać się kiedy pojawi się problem. Wtedy modyfikacja stylu życia może już nie wystarczyć. Stosowania leku możnaby uniknąć, ale w chwili zgłoszenia się do lekarza jest już za późno. Czasami lekarz przepisuje lek biorąc też pod uwagę fakt, że pacjent swojego trybu życia nie zmieni. Trzeba realnie ocenić szansę na przestrzeganie zaleceń.

    Bywają chorzy za wszelką cenę unikający lekarzy. Trafiają do szpitala dopiero gdy stracą przytomność lub objawy staną się nie do zniesienia. Wtedy może już nie być szans na wyleczenie. Ale leki, chociażby te przeciwbólowe, mogą na tyle zmniejszyć dolegliwości by pacjent mógł godnie przeżyć swoje ostatnie dni.

    Nawet zupełnie zdrowy styl życia nie może nas uchronić przed każdą chorobą. Odpowiednie leczenie, w tym tabletki i zastrzyki, często ratuje życie. Przykładem są nowotwory, choroby zakaźne i niektóre zaburzenia psychiczne.

    Tabletki nie są lekiem na całe zło. Nie ma sensu łykać suplementów diety jeśli można dietę wzbogacić w naturalne źródła witamin i mikroelementów. Czasami jednak nie ma lepszego sposobu, by komuś pomóc niż odpowiednia farmakoterapia.

    OdpowiedzUsuń
  2. mój dziadek tak unikał lekarzy, że nigdy, przenigdy nie poszedł...
    przeżył wojnę i był strasznie spięty, moja mama się go bała, a ja to czułam, więc go straszyłam z zaskoczenia, żeby rozładować atmosferę (taki głupi dzieciak urodzony w czasie strajków, co nie wie, co to wojna, a stan wojenny przeszedł mu koło nosa i też bezstresowo:)
    kompletnie się go nie bałam mimo że czasem na mnie wrzeszczał, bo przeginałam we wszystkie strony...
    nie wyobrażam sobie możliwości wychowania mnie bezstresowo:)))
    dziadek umarł pewnego letniego popołudnia na własnym podwórku, gdzie siedział wśród przyjaciół i rozmawiali sobie...nagle wstał, upadł i już nie wstał więcej.
    Miałam 11 lat i nic z tego nie rozumiałam, tylko mamy nie mogłam pocieszyć, a normalnie zawsze mogłam i to było najbardziej przerażające, poza tym nic...
    Wszyscy mówili, że o takiej śmierci się marzy, a ja nie wiedziałam o co chodzi...
    Jeszcze mówili, że to pewnie zawał serca i to też brzmiało enigmatycznie...
    Nigdy nie był u lekarza, pewnie miał nadciśnienie i miażdżycę jak każdy w jego wieku, ale bał się tylko szpitali i odziedziczyłam ten lęk... Lęki się dziedziczy i to się są żadne geny ani memy ani bozony Higgsa w sieci zależności rodzinnych...
    Nie wiem czy czuł ból, ale nie sądzę, żeby był na niego znieczulony, po prostu sobie z nim jakoś radził, był twardy, zaciskał zęby, wychodził na spacer i przechodziło-mój tato robi tak samo, nie weźmie tabletki przeciwbólowej, moja mama uważa, że to bezsensu, ale to ma bardzo głęboki sens właśnie...
    Po prostu nie każdy ma siłę i ochotę 'przeczekać'...
    Tak naprawdę wszystko samo przechodzi...
    Tylko lekarze chcą, żeby wszyscy myśleli, że to dzięki ich interwencji:)
    I myślą...
    A tak się tylko zdarza...
    I teraz w czasach 'pokoju' i 'wolności' większość medycznych interwencji jest po prostu niepotrzebnych, tylko ludzie się przyzwyczaili i zachowują się tak, jakby szukali pretekstu...
    Więc kto nakręca ten społeczny stres i powszechną frustrację, że życie bez alkoholu wydaje się nie do zniesienia a potem czasem się wsiada do samochodu i jedzie jeszcze szybciej niż zwykle???
    Żeby mieć pretekst do wizyty na SOR przecież nikt tego nie przewiduje...
    Bezpiecznie się czuję po tej stronie-SOR zapewnia mi poczucie bezpieczeństwa, takie dyżurne złudzenie, że mi nic podczas takiego dyżuru nie może się stać... w końcu muszę być 'na chodzie'
    co za głupota!
    Wojna trwa 'tu i teraz' na naszych drogach... Jakieś ujście dla zalegających emocji musi przecież być... "Co się dziwisz?" (Jasminum)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak naprawdę wszystko samo przechodzi...
    Szczególnie szybko przechodzą nowotwory złośliwe...
    Samoistne "przechodzenie" wad wrodzonych serca u dziecie jest także spektakularne...
    Zawał nieleczony także nie pozostawia następstw, ale święta racja, przechodzi...
    Nadciśnienie jest, a potem znika. Nie boli, po co się przejmować...
    Schizofrenia to już w ogóle taka efemeryda, śmiało można powiedzieć, że przechodzi...
    RZS przejdzie! Trzeba być twardym i je "przechodzić", nic to, że boli. Bierzmy przykład z dziadka i taty...
    SM? To można przeleżeć bardziej niż przejść...
    Zaćmę się przesiedzi przy radio...
    Cukrzycę przesikamy, prześpimy i przejdzie...
    Wszelkie ciężkie urazy także zalecamy przeleżeć...
    HIV, HCV? Chodzić, biegać, niczym się nie przejmować...
    Powyższe skromne przykłady pokazują, że współczesna medycyna nie potrafi pomóc człowiekowi, tylko przeszkadza mu przejść przez życie.
    Gdzie ty Klameczko konczyłaś studia??

    OdpowiedzUsuń
  4. otóż, studia kończyłam w Polsce w pięknym Poznaniu i nie podobały mi się, choć nie ma to znaczenia...
    to były studia przede wszystkim ścisłe, myślenie analityczne w kierunku diagnostyczno-rozpoznawczym i natychmiast ukierunkowane na postępowanie wytyczone przez międzynarodowe wytyczne, którym ma się pomóc międzynarodowemu przedstawicielowi rasy ludzkiej, niezależnie od tej rasy, płci, orientacji i wyznania czegokolwiek...
    Myślenie humanistyczne czy holistyczne spojrzenie na człowieka występującego w pewnym kontekście rodzinnym, kulturowym i cywilizacyjnym nie jest przedmiotem tych studiów...
    Według medycyny konwencjonalnej człowiek to kwas nukleinowy wyrażający się w białku, trochę lipidów i węglowodanów, za upośledzenie odporności oraz wady odpowiada spieprzony genom, a wyleczyć można się tylko chemią, w końcu wszystko co nas otacza jest chemią...
    Nie wydaje mi się:)
    Oczywiście, że podaję morfinę, tlen, aspirynę, klopidogrel i heparynę oraz wysyłam do hemodynamiki wszystkich, u których stwierdzam STEMI...
    A nadciśnienie obniżam ale nie leczyłabym go przewlekle... u mojego taty przeszło 'samo' (jasne że nie 'samo' tylko [rzy jego czynnym udziale!!!) jak schudł i zmienił sposób odżywiania, to samo z podwyższonym poziomem cholesterolu-zresztą u mojej mamy tak samo... najważniejsza była dieta, a poza tym każdy ma inny metabolizm i normy u jednych nie muszą być wcale zgodne z granicami norm wyznaczonymi przez WHO bo WHO nie przebadała 100% populacji, bo nikt jej nigdy nie przebadał i nie przebada (oby!:)) więc do tego podchodzę z dystansem i mam swoje zdanie, choć nie narzucam i nie oddałabym za to życia, nie dałabym głowy ani ręki sobie uciąć także...
    Serce to nie jest tylko pompa ssąco-tłocząca a życie to nie kreska na dłoni, ja myślę o tym, co do tych zaburzeń doprowadza i co odporność obniża a potem jak się taka choroba przewleka i jak nie pomaga wiele leków, natomiast daje bardzo spektakularne powikłania i wszystko się potem pieprzy naraz i już kompletnie nie wiadomo, czy to ten człowiek taki 'ułomny' i 'wadliwy' czy to wszystko, czym się 'karmił' tak długo połykając jakieś garście tabletek mieszających się u niego nie wiadomo jak i nie wiadomo w jakie związki...
    Medycyna konwencjonalna jest przekonana o swojej słuszności, bo teraz najbardziej trendy jest Evidence Based Medicine-ale pomyśl, jakie to dowody...
    Pomyśl co to jest dowód.
    I pomyśl ile są warte statystyki biorąc pod uwagę pojedynczego człowieka, który może się wpisać zawsze po jednej albo po drugiej stronie takiej statystyki i żadne 'rokowania' go nie powinny obchodzić ani dotyczyć...
    Rokowania powinny być zawsze dobre, żeby nikogo nie załamywać, bo ludzie z diagnozą jak wracają od lekarza, to zaraz wpisują hasło w wyszukiwarce google i tak się utożsamiają z tymi objawami, że nagle wszystko odczuwają (dokładnie tak samo, jak wielu studentów medycyny ucząc się o tych wszystkich chorobach...)
    Szansa każdego człowieka w każdej chorobie wynosi dokładnie 50% ani mniej ani więcej
    Znaczenie ma wszystko, co działo się z nim wcześniej i co doprowadziło do tego stanu, który teraz widzimy i to co było wcześniej też ma największe znaczenie dla tego, jak on sobie poradzi z naszym dalszym 'postępowaniem' i czy czasem tym 'postępowaniem' nie zaszkodzimy mu bardziej niż nie robiąc kompletnie nic, mimo że to niezgodne z żadnymi standardami ani zasadami etyki ani niczym prócz tego, że czujesz inaczej...
    I to nie jest do udowodnienia i na pewno nikt z umysłem ścisłym czyt.ograniczonym do wiedzy i danych statystycznych tego nie zrozumie, bo to nie jest kwestia dla Logos.

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoja odpowiedź jest jak cały ten blog. Chaos, intelektualna niemoc, odpowiedzi poza płaszczyzną pytania, mieszanie pojęć, ogólny bezsens. Szkoda gadać... Śledzę blogi, bo siedzę w domu z racji choroby i ogólnej starości, i nie mam co robić, a ludzie czasami fajnie piszą, i bywają to mądre rzeczy. Twój blog do takich nie należy. Jak już decydujesz się na publikowanie swoich tekstów to musisz być przygotowana na krytykę, dlatego to piszę. Każdy ma prawo do własnego zdania i odbioru rzeczywistości, ty także. Twój odbiór jest dziwny. Niby jesteś inteligentna i oczytana, a piszesz straszne głupoty i nie rozumiesz o co chodzi innym ludziom, nie wiem nawet, czy wiesz, o co chodzi tobie samej. Jesteś kompletnie zamknięta na innych ludzi, na ich spojrzenie na świat, tylko UDAJESZ, że masz szerokie horyzonty i otwarty umysł. Jeśli ten blog odzwierciedla twoje życie, to znaczy, że wokół ciebie są tylko klakierzy, a ludzie, którzy mają swoje zdanie znikają, albo odechciewa im się z tobą gadać i tylko udają z politowaniem, że Cię słuchają, albo traktują jak ciekawy przypadek. Patrz i słuchaj uważnie, ale innych, nie swojego wewnętrznego bełkotu. Znam trochę środowisko lekarzy i współczesną medycynę. Twój ogląd opiera się na pojedyńczych przypadkach, które uogólniasz na wszystkich. To krzywdzące i świadczy o twoich wewnętrznych kłopotach, a nie o obiektywnej prawdzie o środowisku lekarskim.
    Spojrzenie holistyczne to nie spojrzenie chaotyczne.
    Lekarze i leki ratują ludziom zdrowie, a często życie. Jeśli nie radzisz sobie emocjonalnie z pracą z chorymi, to wiedz, że nie ma w tym nic złego, ale nie atakuj z tego powodu całego środowiska, tylko po prostu daj sobie z tym spokój.
    Mieszkałem dawno temu w Poznaniu. To miasto solidnych, pracowitych i dzielnych ludzi. Nie przynoś im wstydu.

    OdpowiedzUsuń
  6. POzdrawiam serdecznie i życzę zdrowia:)
    Nie radzę sobie emocjonalnie i nie jest mi wstyd.
    To co piszę odzwierciedla moje spojrzenie i jest moim punktem widzenia, subiektywnym i ograniczonym... zdaję sobie z tego sprawę i często zmieniam zdanie pod wpływem kolejnych doświadczeń, które sprawdzam sama...
    Nie narzucam tego zdania, piszę przede wszystkim dla przyjaciół i nie mam żadnych złych zamiarów!
    Myślę, że internet to wolna przestrzeń, korzystam z niej, żeby wyrazić swoje myśli i powymieniać się nimi z innymi, o to mi chodzi, ale nie mam aspiracji, żeby się spierać i walczyć, szanuję Pana opinię i naprawdę polecam mnie więcej nie czytać, po co się denerwować? Złość piękności szkodzi i to jest udowodnione naukowo- statystycznie i empirycznie:)
    Przecież jest tyle innych miejsc, blogów, książek, gazet, czasopism, filmów, poezji...
    Proszę korzystać, wszak to już prawie za darmo:)
    Naprawdę jednego jestem pewna- najbardziej nie warto sobie szkodzić i tracić czas i energię na coś, co wydaje się głupie i bezwartościowe, a każdy ma własną miarę oceny tego i prawo do wyboru... To prawo do wykorzystania:)
    Cheerio...

    OdpowiedzUsuń
  7. STRACHY NA LACHY:
    Bywasz piekącym jadem trollów
    na internetowym forum
    Wiwat Polonia, frustrata,
    wiwat dom psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć
    Tylko tu możesz być Bogiem, na wszystkich podnosisz nogę
    I załatwiasz te sprawę jak pies

    Kto z tego napięcia pierdolnie ze szczęścia?


    Żyję w kraju, w którym...

    Kiedy ja mówię 'wolność'
    Zaraz grozisz mi wojną
    Kiedy drugą stroną drogi chcę przejść
    Więc kiedy ja mówię 'wolność',
    nie mów mi, że nie wolno
    Moja wolność to żaden Twój grzech

    OdpowiedzUsuń
  8. Pozdrawiam w imieniu swoim i Narodowego Funduszu Zdrowia!;)

    OdpowiedzUsuń

SKOMENTUJ PROSZĘ!:)