chociaż po siedmiu już prawie miesiącach odkąd zamieszkal u mnie pan Kot z Krzaklandii, mogę już z pelnym przekonaniem stwierdzić, że 'nie pasujemy do siebie'
to spod wrażenia jego strategii-nie wychodzę i z podziwu też rzadko:)
Pamiętam taki cytat z 'Folwarku Zwierzęcego' Orwella, że "za każdym razem, gdy trzeba bylo cos zrobić, okazywalo się, że kota nie bylo"
Ja mam przewrotnie inną obserwację i wyrazilabym ją tak, że "za każdym razem, kiedy cos się spieprzylo, spadlo, roztrzaskalo lub rozsypalo-okazuje sie, ze kota ABSOLUTNIE PRZENIGDY TAM NIE BYLO, JEST JAK ZWYKLE ZUPELNIE GDZIE INDZIEJ Z MINĄ BRAKU POCZUCIA JAKIEJKOLWIEK PRZYZWOITOSCI, BRAKU NAWET PRZELOTNEJ MYSLI, ZE BYĆ MOŻE ON MIAL COKOLWIEK Z TYM WSPÓLNEGO"
Zupelnie jak tata dealera z piosenki Kazika "Wysoki Sądzie, ja z narkotykami mialem tyle wspólnego co z samochodami drogimi-czyli nic i nigdy nie uwierzę, żeby moje dziecko mialo cokolwiek z tym bliżej... od niedawna chodzil ubrany lepiej, niż jego rówiesnicy ze szkoly sredniej, ale ja go nie pytalem, ja czasu nie mialem pytac-na trzy zmiany tyralem!"
Strategia kocia polega też na tym, żeby nikt nigdy nie wiedzial, co się mysli i jakie się ma zamiary...
Pokerowa twarz i potencjal CALEJ PALETY BARW MOZLIWOSCI
Niby tu się lasimy wokól każdej nogi jakbymy mieli kręgoslup z gumy, robimy oczy w stylu "jestem takim slicznym, mięciutkim kociakiem i można mnie glaskac absolutnie wszędzie" i liżemy po rękach, żeby po kilku minutach na te same ręce się rzucić z zębami i pazurkami oraz szaleństwem w oczach w stylu "to ty jestes moim niewolnikiem i teraz musisz cierpieć!!!"
Oto portret mojego kota.
Budzi we mnie skrajne emocje od miloci i czulosci, że zaglaskalabym go na smierc po wcieklosć i nienawisc oraz chęć natychmiastowego wyrzucenia przez okno bez otwierania i wyobrażam sobie wtedy taki slad wyciętego kota w szybie jak w bajkach Disneya-smiech to czasem jednak rozbraja zlosc...
Ale takie strategie wygrywają, bo uzależniają uczuciowo...
Tak jak strategia narkotyku i nieregularnych wzmocnień.
Strategia szantażu emocjonalnego malych dzieci.
NLP w biznesie.
Hipnoza
Wplyw Sekt Tych Malych i Tych Duzych;)
Psychoterapia
Farmakoterapia
Elektroterapia
Magnetoterapia
Fizjoterapia
Naturoterapia
Bioterapia
Dogoterapia
Hipoterapia
Kototerapia
Ukrytotygrysoterapia (każdy ma w sobie ukrytego tygrysa lub przyczajonego smoka, tylko nikt nie wie, kogo ma kto:)
Kryptoterapia incognito:)
No dobra, bredzę, przyznaję;)
wtorek, 30 marca 2010
poniedziałek, 29 marca 2010
zawsze ta sama populistyczna strategia świata:(
jesli dochodzi do jakiejs zbrodni, to w każdym normalnym czlowieku budzi to sprzeciw i najczęsciej niestety na dodatek oczekuje on, że 'sprawiedliwosci stanie się zadosc'
więc zbrodniarz zostanie ukarany i zbrodnia się nie powtórzy
czy tak się dzieje?
nie
dlaczego nie?
ponieważ pamięć historii traumatycznych zdarzeń nikogo przed niczym nie ratuje,
przeciwnie wprost
czasem "zbrodniarz" zostanie zlapany i ukarany i odizolowany od spoleczeństwa, więc więcej nikomu nie zrobi krzywdy, ale w jego slady mogą pójsć inni i wszystko się dzieje od nowa (zresztą "zbrodniarz" jest zbrodniarzem z perspektywy "rodzin ofiar", z którymi najbardziej lubimy się solidaryzować, natomiast z perspektywy "rodzin odpowiedzialnych" może być postrzegany jako "Bohater Narodu" i wiersze o nim będą pisać w stylu "Reduty Ordona" by A.M. i swieczki Mu palić...)
czasem zbrodniarz sam się przyzna, odda w ręce 'sprawiedliwosci' i sam ulegnie przerażeniu na wspomnienie swojej zbrodni i wtedy ma szansę na katharsis jak Raskolnikow u Fiodora D. i ma wtedy jako jednostka szansę na dobre życie gdzie indziej (no bo w miejscu zbrodni nikt mu tego nie zapomni przecież, o nie i trudno się temu dziwić!)
czasem zbrodniarz nie zostaje zlapany, ucieka i straszy, że to jeszcze nie koniec i tym samym wodzi 'wymiar sprawiedliwosc' za nos i dyktuje swoje warunki a wszyscy tańczą do jego gry...
[nawiasem,dzis wszyscy tancza do gry nakreconych gdzies przez kogos filmow o czyms lub o kims]
a co robi swiat, jak zbrodniarz popelnia zbrodnie i ginie na miejscu, bo to samobójczy atak terrorystyczny???
Swiat jednoznacznie ocenia taki atak jako zly
Ofiary sa zawsze w 100% niewinne (przede wszystkim 'kobiety i dzieci' bo to najbardziej niewinne istoty "ex definitione"-oczy-wiscie)
Kat jest w 100% winny i jest przez kogos wyslany
Racjonalnemu swiatu nie miesci sie bowiem w glowie, ze ktos sam z siebie moglby wybrac taki akt przemocy i autoagresji 2w1 (bo to NIEPOJĘTE, fakt!)
Ktos mu musial kazac, ktos mu wkrecil jakas religie, ze to 'swieta wojna' i za zabicie innowiercow idzie sie prosto do nieba, a bog jest zawsze po naszej stronie i takie inne przerażająco-wielkosciowe przekonania...
Tak się oczywiscie też dzieje, ale to nie wszystko, to nie tylko to, nie w tym rzecz!
Amnesty International, której obserwatorzy docierają do czeczeńskich wiosek, rozmawiają z ludźmi w ich srodowisku i widzą, jak są traktowani przez rosyjskie wladze, nie będzie miala najmniejszych wątpliwosci, co do PRAWDZIWYCH MOTYWÓW tych zamachów w moskiewskim metrze
Tu nie potrzeba żadnej religijnej ideologii, żeby tego fizycznie i psychicznie nie wytrzymać! Nie wytrzymać narastającej w czlowieku agresji wobec lamania praw czlowieka, ktore dotyczy najblizszej rodziny, przyjaciol, którzy nagle znikają bez sladu, torturowani w innym miejscu... Ta agresja tam rosnie we wszystkich, ale niektore jednostki na bol innych jednostek sa jakby nadwrazliwe-i u nich agresja osiaga poziom NIE DO WYTRZYMANIA i ona musi wybuchnąć
A jak ma wybuchnąć, to niech to cos zmieni, niech na kims wrażenie wywola
Niech 'caly swiat' zobaczy i poczuje
Niech sie przestraszy i przestanie wciaz tylko gapic, jesc i bawic
Oczywiscie z zazdrosci, ze sie samemu nie mialo szansy na swiat piekny pogapic, pobawic w nim i poznac smaki kuchni z innych, mniej brutalnych stron swiata
Nie mialo sie szansy ani nikt dookola takiej nie dostal, bociany przylecialy w zlym miejscu i czasie, geny byly odksztalcane przemoca od urodzenia, neuromediatory odcisnely zbyt duzo zbyt przykrych sytuacji, ktorych sie bylo bezposrednim swiadkiem, chemicznie odmalowaly swoje w zakretach hipokampa, ta pamiec sie nie zaciera, ta pamiec sie gromadzi i jest najbardziej obciazajaca, jedyne co mozna z nia zrobic, to 'usunac', 'wypalic', 'zabic', 'spalic'
Czeczeńskie ofiary przemocy nie zglaszają się na elektrowstrząsy, jeszcze nie ma takich gabinetów, jeszcze nikt nie wykorzystal moze tam pomyslu z krzeslem elektrycznym w mniejszym natężeniu i horyzontalnej pozycji...
Nie maja refundowanych lekow przeciwdepresyjnych, które pozwolilyby im się 'latwiej zaadaptować' do panujących od lat 'bezwzględnych warunków otoczenia'
A co na to wladze Matki Rosji?
Matka Rosja niewątpliwie zapewnia via media obywateli, że 'winni tej strasznej zbrodni zostaną odszukani i ukarani'
I obywatele oddychaja z ulga, choc rodziny ofiar niepocieszone pozostana, bo zadna kara im bliskich nie zwroci, podobnie jak nie zwroci nikt nikomu tych dwóch kobiet, a może gdzies komus na nich też zależalo, a może wlasnie nie i to dlatego tak?
W demokracji ex definitione beda zawsze takie populistyczne strategie wygrywac, one nakręcają spiralę nienawisci i wzajemnych ataków i wojen, ale srednia Gaussa zawsze wybierze rozwiązania najprostsze i przede wszystkim-bezporednio nie angażujące nikogo z 'większosci obywateli' , zawsze 'inni się wszystkim zajmą'
'niech ktos cos z tym zrobi' najczęciej z użyciem jeszcze lepszej broni...
mamy coraz więcej technologicznych możliwosci...
a Prosiaczek kiedys nie zrobil nic w jakiejs kluczowej sytuacji
i Sowa Przemądrzala mu powiedziala:
"swietnie Prosiaczku! Bo to jest wlasnie to, co należalo bylo wtedy uczynic."
bo czasem 'robiąc' można bardziej 'zaszkodzić' niż 'wycofując się'
A wycofania się z podniesioną glową to być może nikt nie potrafi, zwlaszcza w obliczu możliwosci strzalu w tyl glowy, ktorej nigdy na 100% wykluczyć nie można...
więc zbrodniarz zostanie ukarany i zbrodnia się nie powtórzy
czy tak się dzieje?
nie
dlaczego nie?
ponieważ pamięć historii traumatycznych zdarzeń nikogo przed niczym nie ratuje,
przeciwnie wprost
czasem "zbrodniarz" zostanie zlapany i ukarany i odizolowany od spoleczeństwa, więc więcej nikomu nie zrobi krzywdy, ale w jego slady mogą pójsć inni i wszystko się dzieje od nowa (zresztą "zbrodniarz" jest zbrodniarzem z perspektywy "rodzin ofiar", z którymi najbardziej lubimy się solidaryzować, natomiast z perspektywy "rodzin odpowiedzialnych" może być postrzegany jako "Bohater Narodu" i wiersze o nim będą pisać w stylu "Reduty Ordona" by A.M. i swieczki Mu palić...)
czasem zbrodniarz sam się przyzna, odda w ręce 'sprawiedliwosci' i sam ulegnie przerażeniu na wspomnienie swojej zbrodni i wtedy ma szansę na katharsis jak Raskolnikow u Fiodora D. i ma wtedy jako jednostka szansę na dobre życie gdzie indziej (no bo w miejscu zbrodni nikt mu tego nie zapomni przecież, o nie i trudno się temu dziwić!)
czasem zbrodniarz nie zostaje zlapany, ucieka i straszy, że to jeszcze nie koniec i tym samym wodzi 'wymiar sprawiedliwosc' za nos i dyktuje swoje warunki a wszyscy tańczą do jego gry...
[nawiasem,dzis wszyscy tancza do gry nakreconych gdzies przez kogos filmow o czyms lub o kims]
a co robi swiat, jak zbrodniarz popelnia zbrodnie i ginie na miejscu, bo to samobójczy atak terrorystyczny???
Swiat jednoznacznie ocenia taki atak jako zly
Ofiary sa zawsze w 100% niewinne (przede wszystkim 'kobiety i dzieci' bo to najbardziej niewinne istoty "ex definitione"-oczy-wiscie)
Kat jest w 100% winny i jest przez kogos wyslany
Racjonalnemu swiatu nie miesci sie bowiem w glowie, ze ktos sam z siebie moglby wybrac taki akt przemocy i autoagresji 2w1 (bo to NIEPOJĘTE, fakt!)
Ktos mu musial kazac, ktos mu wkrecil jakas religie, ze to 'swieta wojna' i za zabicie innowiercow idzie sie prosto do nieba, a bog jest zawsze po naszej stronie i takie inne przerażająco-wielkosciowe przekonania...
Tak się oczywiscie też dzieje, ale to nie wszystko, to nie tylko to, nie w tym rzecz!
Amnesty International, której obserwatorzy docierają do czeczeńskich wiosek, rozmawiają z ludźmi w ich srodowisku i widzą, jak są traktowani przez rosyjskie wladze, nie będzie miala najmniejszych wątpliwosci, co do PRAWDZIWYCH MOTYWÓW tych zamachów w moskiewskim metrze
Tu nie potrzeba żadnej religijnej ideologii, żeby tego fizycznie i psychicznie nie wytrzymać! Nie wytrzymać narastającej w czlowieku agresji wobec lamania praw czlowieka, ktore dotyczy najblizszej rodziny, przyjaciol, którzy nagle znikają bez sladu, torturowani w innym miejscu... Ta agresja tam rosnie we wszystkich, ale niektore jednostki na bol innych jednostek sa jakby nadwrazliwe-i u nich agresja osiaga poziom NIE DO WYTRZYMANIA i ona musi wybuchnąć
A jak ma wybuchnąć, to niech to cos zmieni, niech na kims wrażenie wywola
Niech 'caly swiat' zobaczy i poczuje
Niech sie przestraszy i przestanie wciaz tylko gapic, jesc i bawic
Oczywiscie z zazdrosci, ze sie samemu nie mialo szansy na swiat piekny pogapic, pobawic w nim i poznac smaki kuchni z innych, mniej brutalnych stron swiata
Nie mialo sie szansy ani nikt dookola takiej nie dostal, bociany przylecialy w zlym miejscu i czasie, geny byly odksztalcane przemoca od urodzenia, neuromediatory odcisnely zbyt duzo zbyt przykrych sytuacji, ktorych sie bylo bezposrednim swiadkiem, chemicznie odmalowaly swoje w zakretach hipokampa, ta pamiec sie nie zaciera, ta pamiec sie gromadzi i jest najbardziej obciazajaca, jedyne co mozna z nia zrobic, to 'usunac', 'wypalic', 'zabic', 'spalic'
Czeczeńskie ofiary przemocy nie zglaszają się na elektrowstrząsy, jeszcze nie ma takich gabinetów, jeszcze nikt nie wykorzystal moze tam pomyslu z krzeslem elektrycznym w mniejszym natężeniu i horyzontalnej pozycji...
Nie maja refundowanych lekow przeciwdepresyjnych, które pozwolilyby im się 'latwiej zaadaptować' do panujących od lat 'bezwzględnych warunków otoczenia'
A co na to wladze Matki Rosji?
Matka Rosja niewątpliwie zapewnia via media obywateli, że 'winni tej strasznej zbrodni zostaną odszukani i ukarani'
I obywatele oddychaja z ulga, choc rodziny ofiar niepocieszone pozostana, bo zadna kara im bliskich nie zwroci, podobnie jak nie zwroci nikt nikomu tych dwóch kobiet, a może gdzies komus na nich też zależalo, a może wlasnie nie i to dlatego tak?
W demokracji ex definitione beda zawsze takie populistyczne strategie wygrywac, one nakręcają spiralę nienawisci i wzajemnych ataków i wojen, ale srednia Gaussa zawsze wybierze rozwiązania najprostsze i przede wszystkim-bezporednio nie angażujące nikogo z 'większosci obywateli' , zawsze 'inni się wszystkim zajmą'
'niech ktos cos z tym zrobi' najczęciej z użyciem jeszcze lepszej broni...
mamy coraz więcej technologicznych możliwosci...
a Prosiaczek kiedys nie zrobil nic w jakiejs kluczowej sytuacji
i Sowa Przemądrzala mu powiedziala:
"swietnie Prosiaczku! Bo to jest wlasnie to, co należalo bylo wtedy uczynic."
bo czasem 'robiąc' można bardziej 'zaszkodzić' niż 'wycofując się'
A wycofania się z podniesioną glową to być może nikt nie potrafi, zwlaszcza w obliczu możliwosci strzalu w tyl glowy, ktorej nigdy na 100% wykluczyć nie można...
wtorek, 23 marca 2010
(NIE)ZBĘDNIK(?)INTELIGENTA:)
Kupilam sobie najnowsze wydanie tego dodatku 'POLITYKI' bardziej z rozpędzonego przyzwyczajenia niż realnej potrzeby, no może trochę też z zainteresowania i czystej ciekawosci, co pierwszym stopniem wiadomo dokąd jest;)
"Skąd przybyl, tego nie wiem, ale mogę panu powiedzieć dokąd zmierza: z calą pewnoscią do piekla."-A.Dumas, 'Hrabia Monte Christo'
Zgodnie z obietnica na okladce powinnam w tym stu trzydziestu stronicowym czasopismie odnaleźć próby odpowiedzi na '10 najważniejszych pytań swiata'.
Przedstawionych na dodatek przez największych znawców wyspecjalizowanych w swoich dziedzinach, wiem że tak będzie, mam zaufanie do tej gazety (sprawdzone i potwierdzone empirycznie:) rzadko odczuwam zawód, jednak pozwolę sobie popolemizować tak nieodpowiedzialnie jak to tylko na blogu można:)
Po pierwsze- czy swiat stawia jakies pytania, komu i co to jest swiat i czy jesli, to czy to nie jest jakas psychoza, ze on gada?:)
Jezeli natomiast pytania zadaja ludzie-a tu konkretnie redaktorzy tego wydania specjalnego 'Polityki' to dlaczego te pytania maja byc najwazniejsze dla kogos innego i dlaczego oni sie nie chca przyznac do tego, ze te pytania sa po prostu najwazniejsze wedlug nich (czy chodzi o prawa autorskie do pytan???)
Czy samo zadawanie pytan i szukanie uniwersalnych rozwiazan oprocz filozoficznej zabawy i naukowego pędu do udowadniania co chwilę innych prawidlowych odpowiedzi (za które można zawsze dostać nagrodę po tym facecie od prochu, gdy ktos tak jak w piosence Grabaz 'cierpi na syndrom sztokholmski') ma jakiekolwiek znaczenie 'dla swiata' ktory rzekomo te pytania zadaje?
Nooo, takie mam dylematy, niektórymi zarazilam się od Lema, ale przynajmniej mam na kogo zwalić;)
Ponieważ pytania są już na okladce, to ja zanim zajrzę do srodka sprobuje sie odniesc, zeby sobie porownac wlasne dywagacje do 'odpowiedzi' specjalistów... taka zabawa jak w szkole przed testem;)
1.CO SIĘ DZIEJE Z KLIMATEM?
Mnie się wydaje, że jest cieplej niż bylo jak bylam mala (ale moze znieksztalcam wspomnienia:) ze zimy sa krotsze i mniej mrozne, nie ma wiosny, bo od razu sie robi za cieplo i juz szybko lato, ktore jest zbyt gorace, zeby dlugo bylo zielono i juz w sierpniu wszystko jest popalone a ziemia wyschnieta i taka jakas jalowa i biedna... Nie przypominam sobie tak spektakularnych powodzi (ze niby propaganda w telewizji i nie mówili???) ani wiatrow przechodzacych w tornada... Na moich oczach w ciągu 30lat klimat się zmienil na jakis taki bardziej agresywny, zmienny i mniej przyjazny. Jak sie uczylam o ekologii w trakcie biologii, to się wkręcilam w temat i myslę, ze dosc dobrze zrozumialam te lekcje, dlatego nie miesci mi sie w glowie, ze jacys prawnicy i ekonomisci oraz politycy czy dziennikarze, co stanowia 'grupe trzymajaca wladze' wypowiadaja sie tonem 'znawcy' na ten temat bez zrozumienia podstaw... Jak sie nie mysli systemowo o funkcjonowaniu ekosystemu jakim jest Ziemia od jądra ziemi po atmosferę i stratosferę i promieniowanie sloneczne, kosmiczne-także to odbite i rozproszone oraz grawitację ziemi, ksiezyca, slonca i innych planet czyli tu wchodzi fizyczny magnetyzm, to naprawde mozna sie pogubic w systemie ludzkich interesow i pienieznych wplywow na uklady (rowniez uklady w tak zwanym swiecie nauki, ktory niekiedy malo ma ponowoczesnie wspolnego z filozofia-ergo: phileo sophia!) Oczywicie można z siebie zrzucać odpowiedzialnosć za wplyw na ekosystem, można smialo powiedzieć, że dinozaury też opanowaly cala ziemie i ocieplily klimat przez sama swoja ekspansje, a teraz jest nasz czas i wygralismy wyscig szczurow, wiec zbieramy laury (i filony;) ale my dodatkowo poruszylismy depozyty energii zgromadzone od niejakiego karbonu i nadal produkujemy oprocz spalin gory plastikowych i metalowych rzeczy, ktore beda sie rozkladac dluzej niz wiele kolejnych pokolen jest w stanie w ogóle istnieć (a-to-my?)
I możemy robić zaklady, czy stopnieja wszystkie lodowce i zgina wzystkie misie polarne*** (komus oprocz nawiedzonych ekologow szkoda jeszcze misiaczkow???) i jak tak, to Nobla dostana ci od rozszerzenia globalnego ocieplenia, czy może ziemia się jednak w pewnym sensie 'obroni' przez tak zwane plamy na sloncu i klimat się z odbicia oziębi i do Sztokholmu pojadą w garniturach z niedźwiedzich futer ci od teorii globalnego zlodowacenia, ale przynajmniej powodzi wtedy nie będzie, we'll see...
Będzie za to więcej dziewczynek z zapalkami, a to zawsze jakas szansa na samotnosc w wigilie w przeciwienstwie do samotnosci w sieci...
***Nota bene: Niedzwiedzie polarne żyjące z dala od cywilizacji są najbardziej zatrute toksycznymi chemikaliami, tak bardzo, że zagrożony jest ich uklad immunologiczny i rozrodczy. Te potężne ssaki żywią się fokami i dużymi rybami zjadającymi mniejsze ryby, które jedzą jeszcze mniejsze rybki, żywiące się zooplanktonem i fitoplanktonem... Zanieczyszczenia, które wylewamy do rzek i strumieni (a wczesniej do zlewu, wanny i toalety-no cóż, nie wszędzie dzialaja oczyszczalnie, nie wszystko też da się oczyscic:( trafiają następnie do mórz i oceanów i są asymilowane przez wszystkie organizmy po drodze... (a jak parują w jednym miejscu z pól pelnych nawozow sztucznych, to w innym spadaja w postaci kwasnych deszczów na kurczace sie przeciez i tak lasy i niszcza w nich zycie- to jest system, my jestesmy tylko jego czescia, najwczesniej na drugim miejscu lancucha pokarmowego, a najczesciej na ostatnim i jeszcze dalej, bo żadne zwierze by chyba nie wypilo tego odrdzewiacza pod tytulem cola, pepsi, fanta, sprite i nie zjadlo wielu innych smakolykow w stylu gumy guar i jakichs innych tajemniczych EEEE;)
2.NA CO CHORUJE KAPITALIZM?
Wprawdzie jestem lekarzem, ale takiego pacjenta nigdy nie widzialam, widuję za to jego ofiary, które mogą mieć nadwagę, nadcisnienie, cukrzycę, podwyższony poziom cholesterolu i pogotowie przywozi ich po udarach, zatorach plucnych i zawalach serca (niestety taka często nieodwracalna 'reakcja' jest zawsze poprzedzona 'akcja' która trwala zbyt dlugo, polegajac na przewleklym ignorowaniu swojego zdrowia, żeby jakikolwiek lekarz potrafil zniweczyc tego konsekwencje jakimikolwiek lekami i najbardziej spektakularną rehabilitacją)
Dzieci tych prędkich ludzi (niby będących razem a jednak w separacji, która nazywa się DEPRESJĄ) też widzialam- chorują na alergie, atopowe zapalenia skóry, autyzm, ADHD, anoreksję i bulimię... fobie i obsesje, napady lękowe i syndrom kompletnego braku poczucia bezpieczeństwa w zetknięciu z zalewem informacji o 'globalnej wiosce' via net, których nikt im nie tlumaczy, nie wyjasnia i nie bagatelizuje ich znaczenia:(
Rodzice natomiast cierpią na bezsennosć i różne postacie otępień, czasem związane z wiekiem a czasem z samotnocią i brakiem ochoty na swiadome przypominanie sobie, kim sa ci ludzie ze zdjec, bo z tzw. rodzina wychodzi sie tylko od swieta, a umiera sie w samotnosci, zreszta sa do tego 'specjalne instytucje' oraz 'przeszkolony personel' w gumowych rękawiczkach, więc nie warto sobie zaprzątać glowy tym, że kiedystam ktos być może zmienial pieluchy bez rękawiczek, calowal i wycieral sline i resztki jedzenia z buzi.
Jesli rewolucja zjada wlasne dzieci, to ewolucja-rodzicow!
Być może kapitalizm choruje na krótkowzrocznosć, co sprawia, że nie dostrzega problemu? A może kapitalizm tworzą ludzie, których 'potrzeby' przerastaja PKB...
"Zaplaciles stary już wszystkie raty
i wysiadles na końcowej stacji
Zostales czlowiekowrakiem-znak, że byles w Korporacji
Biją się Wielkie Nieba i jest dużo czerwonych kartek w tym meczu
Choć i tak tu nikt nie wyjdzie na swoje
I tak niczyje nie będzie na wierzchu." (STRACHY NA LACHY)
3.CZEGO POWINNIMY SIĘ BAĆ?
Glupoty i ignorancji. Ale od tego trzeba po prostu uciekać, bo lęki i stresy niszczą nas od srodka, a zaprzeczenie temu sprawia, że się konformistycznie przystosowujemy i wtapiamy w tlo... ("I albo zapisujesz się do swiń albo giń-decyduj sam!"- Piotr Bukartyk)
Wolnosć osobista to jednak odpowiedzialnosć i wrażliwosć, również na siebie i swoje reakcje... więc nieobojętnosć i wyczucie-a nie jakies 'co wolno wojewodzie...' wojewoda obawia się z reguly bardziej, że być może znajdzie się w końcu ktos, kto się nie podporządkuje i zbuntuje:) Ale odwaga jest wartoscią w morzu tchórzostwa...
4.JAK INTERNET ZMIENIA NASZE ŻYCIE?
O kurde, no zależy... To tak jak z nożem- można posmarować chleb maslem, obrać pomarańcze, można się skaleczyć przypadkiem, celowo lub komus zrobić 'kuku'
Jesli mądrzy Indianie mieli teorię, ze 'dzieci wychowuje cala wioska', to w tej chwili jest tak, ze dzieci wychowuje globalna wioska i wszyscy mają dostęp do wszystkiego także do woli i zgodnie z najbardziej perwersyjnymi zapędami czy popędami...
Internet zmienil swiat na NIE DO POZNANIA przy stworzeniu wrażenia ŻE TO JEST W OGÓLE MOŻLIWE
A nie jest i nigdy nie bylo i nigdy nie bedzie, choc wielu ludziom (i coraz mlodszym dzieciom tych zblazowanych doroslych) coraz bardziej sie to 'niby wszystko' nudzi...
5.KTO BĘDZIE RZĄDZIĆ SWIATEM?
Przyczajony tygrys:) W końcu mamy rok tygrysa wg chińskiego horoskopu!:)
Szukajcie odpowiedzi w astrologii....azjatyckich tygrysów rzecz jasna;)
A ani bogate Chiny ani Indie nie przestrzegają praw czlowieka, wykorzystuja do ciezkiej pracy dzieci i maja w dupie jakiekolwiek konwencje prawne czy klimatyczne, jednak 'z naszą protekcją' bo wszyscy mamy dookola siebie wszystko 'made in China' lub 'made in India' wiec większosć swiata rzeczy jest produktem tego wyzysku ('the world product of China'-sami sie weń winkorporowalismy i to też wydaje się nieodwracalne...)
6.CZY DEMOKRACJA MOŻE ZAGROZIĆ WOLNOSCI?
KAZIK: "Wolnosć, po co wam wolnosć, macie przecież telewizję!"
Demokracja zostala podporzadkowana ekonomicznym prawom 'wolnego rynku'
To są prawa popytu i podaży (podaż pod popyt zgodnie z ideą marksistowską akurat czyli 'każdemu wedlug jego potrzeb')
Prawo stoi niżej niż ekonomia i konformistycznie jej się poddaje...
Może zawsze tak bylo, tylko nigdy tak oficjalnie?
W nomenklaturze psychopatologicznej rozwijający się w tej chwili absurdalnie system prawny jest wg mnie schizofrenogenny a rynek ekonomiczny maniakalno-depresyjny!
Wykresy tabelek WIG20 przypominają wahania nastroju i być może nawet je powodują u akcjonariuszy doprowadzając niektórych nawet do samobójstwa (jak w "Ziemi obiecanej" choć to wczesny okres rewolucji przemyslowej akurat)
Podobno codziennie w Japonii ok.100 mlodych mężczyzn popelnia samobojstwo z przyczyn ekonomicznych (kodeks Samuraja??? no sorry...)
Wolnosć nie jest wartoscia sama w sobie, wolnosc bywa wartoscią w obliczu jej braku!
Uwalniać kogos na silę jest równie glupie jak na sile uszczesliwiac
Zwlaszcza ze wolnosc to tez niezaleznosc myslenia czyli jednak samotnosc w tej sferze i niepodatnosć na manipulacje znikąd, to bywa przykre i obciążające, jak w tekstach Grabaża, Kazika czy Kaczmarskiego, felietonach Lema i innych takich autsajderów...
AUTOPORTRET WITKACEGO:
"Dosyć sztywną mam szyję, i dlatego wciąż żyję,
że polityka dla mnie to w krysztale pomyje;
Umysl mam twardy jak lokcie, więc mnie za to nie kopcie,
że rewolucja dla mnie to czerwone paznokcie(...)" (sl.Jacek Kaczmarski)
7.CZY DOBRZE SIĘ DZIS BAWIMY?
Od koncertu do festiwalu, od meczu do igrzysk olimpijskich, od wojny do manifestacji 'wartoci deklaratywnych', od telewizji do internetu, od gier planszowych do RPG= tak, swietnie; a jak bylo w szkole? a jak bylo w pracy?
8.CZY BĘDZIE WOJNA?
Przecież jest. Wystarczy wlączyc NAJNOWSZE Wiadomosci na BBC, CNN, Sky-News, poszukać w internecie, w tekstach wielu piosenek, grach Playstation, isć do kina na film lub taki wypożyczyć do pooglądania na wlasnym sprzęcie DVD... Można pooglądać najnowsze zdjęcia aktualnych konfliktów, archiwalne zdjęcia konfliktów minionych oraz wymyslone zdjecia konfliktow realnych lub wymyslonych, na szczescie dziennikarze nam zawsze powiedza gdzie jest granica pomiedzy 'science' a 'fiction' bo jest to zawod zaufania publicznego, uff...
W Polsce tocza sie natomiast takie walki partyzanckie na drogach, w szkolach, w pracy, na uczelniach, w sporcie, na arenie politycznej, religijnej, medialnej- wszystko o 'rząd dusz' i wladzę nad ludzkimi poglądami (bo my jestesmy tacy niepoprawnie romantyczni!:)
"My Polacy jestesmy niezrównani w tym jednym-potrafimy swietnie organizować powstania oraz wyglaszać Wielkie i Male Improwizacje" (A.M.J.S.)
9.CZY WYGRAMY Z RAKIEM?
Rak jest też reakcją... Jak próba nuklearna-nie do końca wiadomo, czy będą konsekwencje i kiedy. Reakcja AUTOAGRESJI wlasnego ustroju... WYCZERPANIE MECHANIZMÓW OBRONNYCH I NAPRAWCZYCH... Jak choroby autoimmunologiczne.
Nie zawsze organizm ma sile i ochote walczyc bez wzgledu na zewnetrzne bodzce i motywacje i homeopatyczne proby zniszczenia wszelkich sil immunologicznych, zeby je od nowa wskrzesić...
Wydaje się, że wszyscy chcą walczyć ze skutkami, a czasem zupelnie nieinwazyjnie udaje się wtedy psychoterapeutom ('rak pokonany sila woli'-neuropsychiatria metoda Simontona, wyjasniono jak mózg wplywa na odpornosc i vice versa; zainteresowanych odsylam na strony: www.simonton.pl ; www.simontoncenter.com )
Ksiazka 'Antyrak' dr Davida Servan-Schreibera tez jest odpowiedzia...
Stamtąd cytat: "Po 20 latach pracy w onkologii, Michael Lerner mial dosć oglądania ludzi w wieku 30-40 lat, którzy nigdy nie powinni trafić do jego programu. Poswięcil się ochronie srodowiska, chce zapobiegać chorobie, dotrzeć do podloża problemu. Ma silne przekonanie, iż nie da się żyć zdrowo na chorej planecie."
Z tej pozycji także fragment wypowiedzi wodza Indian pólnocno-zachodnich, przekazującego swoje terytorium 'pod zwierzchnictwo' Stanów Zjednoczonych-do 'potomków bialych osadników':
"UCZCIE SWOJE DZIECI TEGO, CZEGO MYSMY NAUCZYLI SWOJE, ŻE ZIEMIA JEST NASZĄ MATKĄ. TO,CO SPADA NA ZIEMIĘ, SPADA TEŻ NA SYNÓW ZIEMI. JESLI LUDZIE PLUJĄ NA ZIEMIĘ, PLUJĄ NA SIEBIE. WIEMY JEDNO: TO NIE ZIEMIA NALEŻY DO LUDZI, ALE CZLOWIEK NALEŻY DO ZIEMI. TO WIEMY. WSZYSTKIE RZECZY SĄ ZE SOBĄ POLĄCZONE..."
Z przyczynami nowotworów i alergii walczy zatem cala rzesza pelnych pasji i zaangażowania ludzi z GREENPEACE, WWF czy AMNESTY INTERNATIONAL ale wszyscy zdobywacze Nobla mogą się z nich oficjalnie podsmiewac, bo inaczej podwazyliby swoj wlasny autorytet, a to przeciez... niemożliwe? A te organizacje nie mają szans bez politycznego czyli spolecznego poparcia, za którym stoją korzysci ekonomiczne (jednak pro bono publico a nie privato!!!)
10. CO JEST W ŻYCIU WAŻNE?
a co to 'ważne' ???????????????????????
czy to uniwersalne czy przeciwnie wprost?:)
jak Ważniak w Smurfach za dużo gadal, to ladowal po drugiej stronie wioski na glowie i mial pogiete okulary, lepiej uważać co się komu gada;)))
Ale jak Leszek Kolakowski mowil o przyjazni i zyciu wsrod przyjaciol, to ja sie z nim zgadzalam... chociaz troche sie obawiam tego 'wsród przyjaciól wielu, psy zająca zjadly' i tak gubię się w tym, gubię...
To ja się już może zamknę i zajrzę do klucza specjalistycznych odpowiedzi...
Z pewnym dystansem aczkolwiek...
Bo na przyklad Andrzej Poniedzielski powiedzial kiedys takie cudowne cos:
"A W BEZMIARZE NIEPEWNOSCI,
MYSL RODZI SIĘ UPARTA...
PODEJRZENIE...
JUŻ PEWNOSĆ PRAWIE...
ŻE JEDYNY KLUCZ
W JEDYNIE SLUSZNEJ SPRAWIE
TWORZĄ...
ŻURAWIE!!!" :)))))
i ja też tak przypuszczam;) choć żurawia zapuszczam:)
"Skąd przybyl, tego nie wiem, ale mogę panu powiedzieć dokąd zmierza: z calą pewnoscią do piekla."-A.Dumas, 'Hrabia Monte Christo'
Zgodnie z obietnica na okladce powinnam w tym stu trzydziestu stronicowym czasopismie odnaleźć próby odpowiedzi na '10 najważniejszych pytań swiata'.
Przedstawionych na dodatek przez największych znawców wyspecjalizowanych w swoich dziedzinach, wiem że tak będzie, mam zaufanie do tej gazety (sprawdzone i potwierdzone empirycznie:) rzadko odczuwam zawód, jednak pozwolę sobie popolemizować tak nieodpowiedzialnie jak to tylko na blogu można:)
Po pierwsze- czy swiat stawia jakies pytania, komu i co to jest swiat i czy jesli, to czy to nie jest jakas psychoza, ze on gada?:)
Jezeli natomiast pytania zadaja ludzie-a tu konkretnie redaktorzy tego wydania specjalnego 'Polityki' to dlaczego te pytania maja byc najwazniejsze dla kogos innego i dlaczego oni sie nie chca przyznac do tego, ze te pytania sa po prostu najwazniejsze wedlug nich (czy chodzi o prawa autorskie do pytan???)
Czy samo zadawanie pytan i szukanie uniwersalnych rozwiazan oprocz filozoficznej zabawy i naukowego pędu do udowadniania co chwilę innych prawidlowych odpowiedzi (za które można zawsze dostać nagrodę po tym facecie od prochu, gdy ktos tak jak w piosence Grabaz 'cierpi na syndrom sztokholmski') ma jakiekolwiek znaczenie 'dla swiata' ktory rzekomo te pytania zadaje?
Nooo, takie mam dylematy, niektórymi zarazilam się od Lema, ale przynajmniej mam na kogo zwalić;)
Ponieważ pytania są już na okladce, to ja zanim zajrzę do srodka sprobuje sie odniesc, zeby sobie porownac wlasne dywagacje do 'odpowiedzi' specjalistów... taka zabawa jak w szkole przed testem;)
1.CO SIĘ DZIEJE Z KLIMATEM?
Mnie się wydaje, że jest cieplej niż bylo jak bylam mala (ale moze znieksztalcam wspomnienia:) ze zimy sa krotsze i mniej mrozne, nie ma wiosny, bo od razu sie robi za cieplo i juz szybko lato, ktore jest zbyt gorace, zeby dlugo bylo zielono i juz w sierpniu wszystko jest popalone a ziemia wyschnieta i taka jakas jalowa i biedna... Nie przypominam sobie tak spektakularnych powodzi (ze niby propaganda w telewizji i nie mówili???) ani wiatrow przechodzacych w tornada... Na moich oczach w ciągu 30lat klimat się zmienil na jakis taki bardziej agresywny, zmienny i mniej przyjazny. Jak sie uczylam o ekologii w trakcie biologii, to się wkręcilam w temat i myslę, ze dosc dobrze zrozumialam te lekcje, dlatego nie miesci mi sie w glowie, ze jacys prawnicy i ekonomisci oraz politycy czy dziennikarze, co stanowia 'grupe trzymajaca wladze' wypowiadaja sie tonem 'znawcy' na ten temat bez zrozumienia podstaw... Jak sie nie mysli systemowo o funkcjonowaniu ekosystemu jakim jest Ziemia od jądra ziemi po atmosferę i stratosferę i promieniowanie sloneczne, kosmiczne-także to odbite i rozproszone oraz grawitację ziemi, ksiezyca, slonca i innych planet czyli tu wchodzi fizyczny magnetyzm, to naprawde mozna sie pogubic w systemie ludzkich interesow i pienieznych wplywow na uklady (rowniez uklady w tak zwanym swiecie nauki, ktory niekiedy malo ma ponowoczesnie wspolnego z filozofia-ergo: phileo sophia!) Oczywicie można z siebie zrzucać odpowiedzialnosć za wplyw na ekosystem, można smialo powiedzieć, że dinozaury też opanowaly cala ziemie i ocieplily klimat przez sama swoja ekspansje, a teraz jest nasz czas i wygralismy wyscig szczurow, wiec zbieramy laury (i filony;) ale my dodatkowo poruszylismy depozyty energii zgromadzone od niejakiego karbonu i nadal produkujemy oprocz spalin gory plastikowych i metalowych rzeczy, ktore beda sie rozkladac dluzej niz wiele kolejnych pokolen jest w stanie w ogóle istnieć (a-to-my?)
I możemy robić zaklady, czy stopnieja wszystkie lodowce i zgina wzystkie misie polarne*** (komus oprocz nawiedzonych ekologow szkoda jeszcze misiaczkow???) i jak tak, to Nobla dostana ci od rozszerzenia globalnego ocieplenia, czy może ziemia się jednak w pewnym sensie 'obroni' przez tak zwane plamy na sloncu i klimat się z odbicia oziębi i do Sztokholmu pojadą w garniturach z niedźwiedzich futer ci od teorii globalnego zlodowacenia, ale przynajmniej powodzi wtedy nie będzie, we'll see...
Będzie za to więcej dziewczynek z zapalkami, a to zawsze jakas szansa na samotnosc w wigilie w przeciwienstwie do samotnosci w sieci...
***Nota bene: Niedzwiedzie polarne żyjące z dala od cywilizacji są najbardziej zatrute toksycznymi chemikaliami, tak bardzo, że zagrożony jest ich uklad immunologiczny i rozrodczy. Te potężne ssaki żywią się fokami i dużymi rybami zjadającymi mniejsze ryby, które jedzą jeszcze mniejsze rybki, żywiące się zooplanktonem i fitoplanktonem... Zanieczyszczenia, które wylewamy do rzek i strumieni (a wczesniej do zlewu, wanny i toalety-no cóż, nie wszędzie dzialaja oczyszczalnie, nie wszystko też da się oczyscic:( trafiają następnie do mórz i oceanów i są asymilowane przez wszystkie organizmy po drodze... (a jak parują w jednym miejscu z pól pelnych nawozow sztucznych, to w innym spadaja w postaci kwasnych deszczów na kurczace sie przeciez i tak lasy i niszcza w nich zycie- to jest system, my jestesmy tylko jego czescia, najwczesniej na drugim miejscu lancucha pokarmowego, a najczesciej na ostatnim i jeszcze dalej, bo żadne zwierze by chyba nie wypilo tego odrdzewiacza pod tytulem cola, pepsi, fanta, sprite i nie zjadlo wielu innych smakolykow w stylu gumy guar i jakichs innych tajemniczych EEEE;)
2.NA CO CHORUJE KAPITALIZM?
Wprawdzie jestem lekarzem, ale takiego pacjenta nigdy nie widzialam, widuję za to jego ofiary, które mogą mieć nadwagę, nadcisnienie, cukrzycę, podwyższony poziom cholesterolu i pogotowie przywozi ich po udarach, zatorach plucnych i zawalach serca (niestety taka często nieodwracalna 'reakcja' jest zawsze poprzedzona 'akcja' która trwala zbyt dlugo, polegajac na przewleklym ignorowaniu swojego zdrowia, żeby jakikolwiek lekarz potrafil zniweczyc tego konsekwencje jakimikolwiek lekami i najbardziej spektakularną rehabilitacją)
Dzieci tych prędkich ludzi (niby będących razem a jednak w separacji, która nazywa się DEPRESJĄ) też widzialam- chorują na alergie, atopowe zapalenia skóry, autyzm, ADHD, anoreksję i bulimię... fobie i obsesje, napady lękowe i syndrom kompletnego braku poczucia bezpieczeństwa w zetknięciu z zalewem informacji o 'globalnej wiosce' via net, których nikt im nie tlumaczy, nie wyjasnia i nie bagatelizuje ich znaczenia:(
Rodzice natomiast cierpią na bezsennosć i różne postacie otępień, czasem związane z wiekiem a czasem z samotnocią i brakiem ochoty na swiadome przypominanie sobie, kim sa ci ludzie ze zdjec, bo z tzw. rodzina wychodzi sie tylko od swieta, a umiera sie w samotnosci, zreszta sa do tego 'specjalne instytucje' oraz 'przeszkolony personel' w gumowych rękawiczkach, więc nie warto sobie zaprzątać glowy tym, że kiedystam ktos być może zmienial pieluchy bez rękawiczek, calowal i wycieral sline i resztki jedzenia z buzi.
Jesli rewolucja zjada wlasne dzieci, to ewolucja-rodzicow!
Być może kapitalizm choruje na krótkowzrocznosć, co sprawia, że nie dostrzega problemu? A może kapitalizm tworzą ludzie, których 'potrzeby' przerastaja PKB...
"Zaplaciles stary już wszystkie raty
i wysiadles na końcowej stacji
Zostales czlowiekowrakiem-znak, że byles w Korporacji
Biją się Wielkie Nieba i jest dużo czerwonych kartek w tym meczu
Choć i tak tu nikt nie wyjdzie na swoje
I tak niczyje nie będzie na wierzchu." (STRACHY NA LACHY)
3.CZEGO POWINNIMY SIĘ BAĆ?
Glupoty i ignorancji. Ale od tego trzeba po prostu uciekać, bo lęki i stresy niszczą nas od srodka, a zaprzeczenie temu sprawia, że się konformistycznie przystosowujemy i wtapiamy w tlo... ("I albo zapisujesz się do swiń albo giń-decyduj sam!"- Piotr Bukartyk)
Wolnosć osobista to jednak odpowiedzialnosć i wrażliwosć, również na siebie i swoje reakcje... więc nieobojętnosć i wyczucie-a nie jakies 'co wolno wojewodzie...' wojewoda obawia się z reguly bardziej, że być może znajdzie się w końcu ktos, kto się nie podporządkuje i zbuntuje:) Ale odwaga jest wartoscią w morzu tchórzostwa...
4.JAK INTERNET ZMIENIA NASZE ŻYCIE?
O kurde, no zależy... To tak jak z nożem- można posmarować chleb maslem, obrać pomarańcze, można się skaleczyć przypadkiem, celowo lub komus zrobić 'kuku'
Jesli mądrzy Indianie mieli teorię, ze 'dzieci wychowuje cala wioska', to w tej chwili jest tak, ze dzieci wychowuje globalna wioska i wszyscy mają dostęp do wszystkiego także do woli i zgodnie z najbardziej perwersyjnymi zapędami czy popędami...
Internet zmienil swiat na NIE DO POZNANIA przy stworzeniu wrażenia ŻE TO JEST W OGÓLE MOŻLIWE
A nie jest i nigdy nie bylo i nigdy nie bedzie, choc wielu ludziom (i coraz mlodszym dzieciom tych zblazowanych doroslych) coraz bardziej sie to 'niby wszystko' nudzi...
5.KTO BĘDZIE RZĄDZIĆ SWIATEM?
Przyczajony tygrys:) W końcu mamy rok tygrysa wg chińskiego horoskopu!:)
Szukajcie odpowiedzi w astrologii....azjatyckich tygrysów rzecz jasna;)
A ani bogate Chiny ani Indie nie przestrzegają praw czlowieka, wykorzystuja do ciezkiej pracy dzieci i maja w dupie jakiekolwiek konwencje prawne czy klimatyczne, jednak 'z naszą protekcją' bo wszyscy mamy dookola siebie wszystko 'made in China' lub 'made in India' wiec większosć swiata rzeczy jest produktem tego wyzysku ('the world product of China'-sami sie weń winkorporowalismy i to też wydaje się nieodwracalne...)
6.CZY DEMOKRACJA MOŻE ZAGROZIĆ WOLNOSCI?
KAZIK: "Wolnosć, po co wam wolnosć, macie przecież telewizję!"
Demokracja zostala podporzadkowana ekonomicznym prawom 'wolnego rynku'
To są prawa popytu i podaży (podaż pod popyt zgodnie z ideą marksistowską akurat czyli 'każdemu wedlug jego potrzeb')
Prawo stoi niżej niż ekonomia i konformistycznie jej się poddaje...
Może zawsze tak bylo, tylko nigdy tak oficjalnie?
W nomenklaturze psychopatologicznej rozwijający się w tej chwili absurdalnie system prawny jest wg mnie schizofrenogenny a rynek ekonomiczny maniakalno-depresyjny!
Wykresy tabelek WIG20 przypominają wahania nastroju i być może nawet je powodują u akcjonariuszy doprowadzając niektórych nawet do samobójstwa (jak w "Ziemi obiecanej" choć to wczesny okres rewolucji przemyslowej akurat)
Podobno codziennie w Japonii ok.100 mlodych mężczyzn popelnia samobojstwo z przyczyn ekonomicznych (kodeks Samuraja??? no sorry...)
Wolnosć nie jest wartoscia sama w sobie, wolnosc bywa wartoscią w obliczu jej braku!
Uwalniać kogos na silę jest równie glupie jak na sile uszczesliwiac
Zwlaszcza ze wolnosc to tez niezaleznosc myslenia czyli jednak samotnosc w tej sferze i niepodatnosć na manipulacje znikąd, to bywa przykre i obciążające, jak w tekstach Grabaża, Kazika czy Kaczmarskiego, felietonach Lema i innych takich autsajderów...
AUTOPORTRET WITKACEGO:
"Dosyć sztywną mam szyję, i dlatego wciąż żyję,
że polityka dla mnie to w krysztale pomyje;
Umysl mam twardy jak lokcie, więc mnie za to nie kopcie,
że rewolucja dla mnie to czerwone paznokcie(...)" (sl.Jacek Kaczmarski)
7.CZY DOBRZE SIĘ DZIS BAWIMY?
Od koncertu do festiwalu, od meczu do igrzysk olimpijskich, od wojny do manifestacji 'wartoci deklaratywnych', od telewizji do internetu, od gier planszowych do RPG= tak, swietnie; a jak bylo w szkole? a jak bylo w pracy?
8.CZY BĘDZIE WOJNA?
Przecież jest. Wystarczy wlączyc NAJNOWSZE Wiadomosci na BBC, CNN, Sky-News, poszukać w internecie, w tekstach wielu piosenek, grach Playstation, isć do kina na film lub taki wypożyczyć do pooglądania na wlasnym sprzęcie DVD... Można pooglądać najnowsze zdjęcia aktualnych konfliktów, archiwalne zdjęcia konfliktów minionych oraz wymyslone zdjecia konfliktow realnych lub wymyslonych, na szczescie dziennikarze nam zawsze powiedza gdzie jest granica pomiedzy 'science' a 'fiction' bo jest to zawod zaufania publicznego, uff...
W Polsce tocza sie natomiast takie walki partyzanckie na drogach, w szkolach, w pracy, na uczelniach, w sporcie, na arenie politycznej, religijnej, medialnej- wszystko o 'rząd dusz' i wladzę nad ludzkimi poglądami (bo my jestesmy tacy niepoprawnie romantyczni!:)
"My Polacy jestesmy niezrównani w tym jednym-potrafimy swietnie organizować powstania oraz wyglaszać Wielkie i Male Improwizacje" (A.M.J.S.)
9.CZY WYGRAMY Z RAKIEM?
Rak jest też reakcją... Jak próba nuklearna-nie do końca wiadomo, czy będą konsekwencje i kiedy. Reakcja AUTOAGRESJI wlasnego ustroju... WYCZERPANIE MECHANIZMÓW OBRONNYCH I NAPRAWCZYCH... Jak choroby autoimmunologiczne.
Nie zawsze organizm ma sile i ochote walczyc bez wzgledu na zewnetrzne bodzce i motywacje i homeopatyczne proby zniszczenia wszelkich sil immunologicznych, zeby je od nowa wskrzesić...
Wydaje się, że wszyscy chcą walczyć ze skutkami, a czasem zupelnie nieinwazyjnie udaje się wtedy psychoterapeutom ('rak pokonany sila woli'-neuropsychiatria metoda Simontona, wyjasniono jak mózg wplywa na odpornosc i vice versa; zainteresowanych odsylam na strony: www.simonton.pl ; www.simontoncenter.com )
Ksiazka 'Antyrak' dr Davida Servan-Schreibera tez jest odpowiedzia...
Stamtąd cytat: "Po 20 latach pracy w onkologii, Michael Lerner mial dosć oglądania ludzi w wieku 30-40 lat, którzy nigdy nie powinni trafić do jego programu. Poswięcil się ochronie srodowiska, chce zapobiegać chorobie, dotrzeć do podloża problemu. Ma silne przekonanie, iż nie da się żyć zdrowo na chorej planecie."
Z tej pozycji także fragment wypowiedzi wodza Indian pólnocno-zachodnich, przekazującego swoje terytorium 'pod zwierzchnictwo' Stanów Zjednoczonych-do 'potomków bialych osadników':
"UCZCIE SWOJE DZIECI TEGO, CZEGO MYSMY NAUCZYLI SWOJE, ŻE ZIEMIA JEST NASZĄ MATKĄ. TO,CO SPADA NA ZIEMIĘ, SPADA TEŻ NA SYNÓW ZIEMI. JESLI LUDZIE PLUJĄ NA ZIEMIĘ, PLUJĄ NA SIEBIE. WIEMY JEDNO: TO NIE ZIEMIA NALEŻY DO LUDZI, ALE CZLOWIEK NALEŻY DO ZIEMI. TO WIEMY. WSZYSTKIE RZECZY SĄ ZE SOBĄ POLĄCZONE..."
Z przyczynami nowotworów i alergii walczy zatem cala rzesza pelnych pasji i zaangażowania ludzi z GREENPEACE, WWF czy AMNESTY INTERNATIONAL ale wszyscy zdobywacze Nobla mogą się z nich oficjalnie podsmiewac, bo inaczej podwazyliby swoj wlasny autorytet, a to przeciez... niemożliwe? A te organizacje nie mają szans bez politycznego czyli spolecznego poparcia, za którym stoją korzysci ekonomiczne (jednak pro bono publico a nie privato!!!)
10. CO JEST W ŻYCIU WAŻNE?
a co to 'ważne' ???????????????????????
czy to uniwersalne czy przeciwnie wprost?:)
jak Ważniak w Smurfach za dużo gadal, to ladowal po drugiej stronie wioski na glowie i mial pogiete okulary, lepiej uważać co się komu gada;)))
Ale jak Leszek Kolakowski mowil o przyjazni i zyciu wsrod przyjaciol, to ja sie z nim zgadzalam... chociaz troche sie obawiam tego 'wsród przyjaciól wielu, psy zająca zjadly' i tak gubię się w tym, gubię...
To ja się już może zamknę i zajrzę do klucza specjalistycznych odpowiedzi...
Z pewnym dystansem aczkolwiek...
Bo na przyklad Andrzej Poniedzielski powiedzial kiedys takie cudowne cos:
"A W BEZMIARZE NIEPEWNOSCI,
MYSL RODZI SIĘ UPARTA...
PODEJRZENIE...
JUŻ PEWNOSĆ PRAWIE...
ŻE JEDYNY KLUCZ
W JEDYNIE SLUSZNEJ SPRAWIE
TWORZĄ...
ŻURAWIE!!!" :)))))
i ja też tak przypuszczam;) choć żurawia zapuszczam:)
niedziela, 21 marca 2010
CO MNIE (NIE) RUSZA
Krzysztof Varga:
"Sonda kosmiczna NASA zarejestrowała najstarsze światło, jakie istnieje i jakie może dotrzeć do Ziemi. Zdjęcie wykonane przez sondę pokazuje Wszechświat w wieku 380 tyś. lat. Dziś nasz Wszechświat ma 13,7 mld lat. Dziś także zrozumieliśmy, że nasza wiedza o nim jest prawie żadna-ogarniamy może 5 procent tego Wszechświata i wiemy, że tak naprawdę nic nie wiemy. (Sokrates też myślał, że do niczego nie doszedł, taka surowa samokrytyka źle rokuje-przyp.RiB:)))
Science fiction nie zajmowała się-co oczywiste-historią, ale przyszłością Wszechświata. Kosmiczne wizje literackie i filmowe ukazywały ową przyszłość w świecie groźnej technologii albo "the day after", kiedy okazywaliśmy się ofiarami własnego pędu naukowego. Ale tak naprawdę była to wizja prostacka-sięgająca kilku wieków, czasami kilku dziesięcioleci w przód. Jakoś podświadomie baliśmy się sięgać wyobraźnią dalej. Teraz już wiemy, że przyszłości tak naprawdę nie ma, i jest to wiedza przerażająca. (taki naukowy dowód braku perspektyw na życie wieczne, dla wielu to naprawdę jednak ulga-to może być nawet 'wiedza pocieszająca' bo punkt widzenia zależy od...RiB:))) Wszechświat będzie się rozszerzał, coraz szybciej stygnąc, aż przestanie istnieć. O wiele wcześniej-za jakieś 5 mld lat-przestanie istnieć ludzkość. Ktoś może powiedzieć, że 5 mld lat to kawał czasu (szybko zleci!-przyp RiB:)), ale przecież każdy wie, że czas płynie szybko (każdy oprócz czasu i nielicznych nieliczących szczęśliwych-RiB:))
Od kiedy złagodniała moja mizantropia (dla niewtajemniczonych w to pojęcie-oznacza niechęć do gatunku ludzkiego, coraz więcej jego przedstawicieli na to choruje-ja też i można to też nazwać fobią społeczną, fobią państwowo-narodową, fobią białego koloru skóry i niebieskich oczu-taka autodiagnoza RiB:)) coraz trudniej jest mi się pogodzić z tą nieuchronnością (mi się było kiedyś trudno pogodzić z nieuchronnością pójścia do pracy, więc zmieniłam pracę i już mogę, bo jest fajna-RiB;)).
Wiem, że przez ten czas ludzkość jest w stanie zrobić imponującą masę świństw i być może unicestwić się parę razy, ale w sumie po co, skoro i tak diabli nas wezmą, wraz z całą naszą historią, pamięcią i czymś, co lubimy nazywać "spuścizną ludzkości"-kulturą, sztuką.
O wiele łatwiej było pogodzić się z wizjami Talesa z miletu i Ptolemeusza (jak komu-bo Hypatii nie bardzo, za to bardzo polecam ten film zanim go oprotestują szaleni wyznawcy ortodoksji której bądź-RiB:). Dziś trzeba pogodzić się z wizją George'a Herberta Wellsa. Nasza wiedza-dzięki której potrafimy coraz lepiej się leczyć i coraz lepiej zabijać-bywa też źródłem egzystencjalnej rozpaczy."
Moje wątpliwości co do coraz lepszego leczenia się już przedstawiłam, nie będę się powtarzać (jak pewna pani z "Allo allo":)) ale wrażenie można mieć zważając na przewagę aptek nad sklepami obuwniczymi oraz ich niebywałą inwazyjność reklamową, co dźwignią handlu jest. Natomiast dzięki temu faktycznie o wiele łatwiej, szybciej i skuteczniej jest się nieodwracalnie otruć, zwłaszcza jak się przebywa w wieku tzw.'Sturm und Drang' i przeżywa się "Cierpienia młodego Wertera", dramat "Romea i Julii" czy też czuje się równie niezrozumianym przez nikogo jak "Martin Eden"...
Rzeczywiście wiedza szkodzi (refleksja Krzysztofa Vargi zgadza się z tą Jacka Londona) ale podobno 'co nas nie zabije...' i 'nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło' a moja mama zawsze powtarzała, że 'przysłowia mądrością narodu' :)))
Hypatia była równie niesamowitą wykreowaną postacią, co sam kreujący się pan Varga, niezwykłe, że ktoś potrafi na chwilę oderwać się od swojego życia i pomyśleć 'dalej' nawet jeżeli to 'dalej' to już kompletna prahistoria, z czym musimy się zmierzyć zawsze spoglądając w gwiazdy:) niezależnie od panujących powszechnych przekonań- geocentryzm, heliocentryzm, to zawsze był przede wszystkim antropocentryzm... no a z punktu widzenia wielkich odkrywców, można powiedzieć egocentryzm, który chcieli innym 'zaszczepić' przez 'przedstawienie niezbitych dowodów'. Potem się okazywało, że nie ma takich dowodów, żeby ich nie można było zbić (to jak z gorączką:)) i się okazywało, że spłonęli na stosach w słusznej sprawie i że być może było warto?
Z punktu widzenia tych, co nie spłonęli:)
Historię piszą zawsze zwycięzcy, niezależnie od tego z której strony frontu-to mogą być przecież zawsze tylko ci, co ocaleli, bo trudno jest pisać po ciemku (mój przyjaciel Białorusin ma cudowne motto życiowe: 'wyjścia nie ma tylko z trumny!':))
A pana Krzysztofa wysłałabym do sekcji sportowej, coby nabrał jeszcze więcej optymizmu, bo bez przesady!:))
"Sonda kosmiczna NASA zarejestrowała najstarsze światło, jakie istnieje i jakie może dotrzeć do Ziemi. Zdjęcie wykonane przez sondę pokazuje Wszechświat w wieku 380 tyś. lat. Dziś nasz Wszechświat ma 13,7 mld lat. Dziś także zrozumieliśmy, że nasza wiedza o nim jest prawie żadna-ogarniamy może 5 procent tego Wszechświata i wiemy, że tak naprawdę nic nie wiemy. (Sokrates też myślał, że do niczego nie doszedł, taka surowa samokrytyka źle rokuje-przyp.RiB:)))
Science fiction nie zajmowała się-co oczywiste-historią, ale przyszłością Wszechświata. Kosmiczne wizje literackie i filmowe ukazywały ową przyszłość w świecie groźnej technologii albo "the day after", kiedy okazywaliśmy się ofiarami własnego pędu naukowego. Ale tak naprawdę była to wizja prostacka-sięgająca kilku wieków, czasami kilku dziesięcioleci w przód. Jakoś podświadomie baliśmy się sięgać wyobraźnią dalej. Teraz już wiemy, że przyszłości tak naprawdę nie ma, i jest to wiedza przerażająca. (taki naukowy dowód braku perspektyw na życie wieczne, dla wielu to naprawdę jednak ulga-to może być nawet 'wiedza pocieszająca' bo punkt widzenia zależy od...RiB:))) Wszechświat będzie się rozszerzał, coraz szybciej stygnąc, aż przestanie istnieć. O wiele wcześniej-za jakieś 5 mld lat-przestanie istnieć ludzkość. Ktoś może powiedzieć, że 5 mld lat to kawał czasu (szybko zleci!-przyp RiB:)), ale przecież każdy wie, że czas płynie szybko (każdy oprócz czasu i nielicznych nieliczących szczęśliwych-RiB:))
Od kiedy złagodniała moja mizantropia (dla niewtajemniczonych w to pojęcie-oznacza niechęć do gatunku ludzkiego, coraz więcej jego przedstawicieli na to choruje-ja też i można to też nazwać fobią społeczną, fobią państwowo-narodową, fobią białego koloru skóry i niebieskich oczu-taka autodiagnoza RiB:)) coraz trudniej jest mi się pogodzić z tą nieuchronnością (mi się było kiedyś trudno pogodzić z nieuchronnością pójścia do pracy, więc zmieniłam pracę i już mogę, bo jest fajna-RiB;)).
Wiem, że przez ten czas ludzkość jest w stanie zrobić imponującą masę świństw i być może unicestwić się parę razy, ale w sumie po co, skoro i tak diabli nas wezmą, wraz z całą naszą historią, pamięcią i czymś, co lubimy nazywać "spuścizną ludzkości"-kulturą, sztuką.
O wiele łatwiej było pogodzić się z wizjami Talesa z miletu i Ptolemeusza (jak komu-bo Hypatii nie bardzo, za to bardzo polecam ten film zanim go oprotestują szaleni wyznawcy ortodoksji której bądź-RiB:). Dziś trzeba pogodzić się z wizją George'a Herberta Wellsa. Nasza wiedza-dzięki której potrafimy coraz lepiej się leczyć i coraz lepiej zabijać-bywa też źródłem egzystencjalnej rozpaczy."
Moje wątpliwości co do coraz lepszego leczenia się już przedstawiłam, nie będę się powtarzać (jak pewna pani z "Allo allo":)) ale wrażenie można mieć zważając na przewagę aptek nad sklepami obuwniczymi oraz ich niebywałą inwazyjność reklamową, co dźwignią handlu jest. Natomiast dzięki temu faktycznie o wiele łatwiej, szybciej i skuteczniej jest się nieodwracalnie otruć, zwłaszcza jak się przebywa w wieku tzw.'Sturm und Drang' i przeżywa się "Cierpienia młodego Wertera", dramat "Romea i Julii" czy też czuje się równie niezrozumianym przez nikogo jak "Martin Eden"...
Rzeczywiście wiedza szkodzi (refleksja Krzysztofa Vargi zgadza się z tą Jacka Londona) ale podobno 'co nas nie zabije...' i 'nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło' a moja mama zawsze powtarzała, że 'przysłowia mądrością narodu' :)))
Hypatia była równie niesamowitą wykreowaną postacią, co sam kreujący się pan Varga, niezwykłe, że ktoś potrafi na chwilę oderwać się od swojego życia i pomyśleć 'dalej' nawet jeżeli to 'dalej' to już kompletna prahistoria, z czym musimy się zmierzyć zawsze spoglądając w gwiazdy:) niezależnie od panujących powszechnych przekonań- geocentryzm, heliocentryzm, to zawsze był przede wszystkim antropocentryzm... no a z punktu widzenia wielkich odkrywców, można powiedzieć egocentryzm, który chcieli innym 'zaszczepić' przez 'przedstawienie niezbitych dowodów'. Potem się okazywało, że nie ma takich dowodów, żeby ich nie można było zbić (to jak z gorączką:)) i się okazywało, że spłonęli na stosach w słusznej sprawie i że być może było warto?
Z punktu widzenia tych, co nie spłonęli:)
Historię piszą zawsze zwycięzcy, niezależnie od tego z której strony frontu-to mogą być przecież zawsze tylko ci, co ocaleli, bo trudno jest pisać po ciemku (mój przyjaciel Białorusin ma cudowne motto życiowe: 'wyjścia nie ma tylko z trumny!':))
A pana Krzysztofa wysłałabym do sekcji sportowej, coby nabrał jeszcze więcej optymizmu, bo bez przesady!:))
piątek, 19 marca 2010
"CHORY MĄŻ"-Stefania Grodzieńska:) kontra medialna paranoja pt."MIĘDZYPLANETARNA EPIDEMIA GRYPY TUDZIEŻ LEKOOPORNEJ GRUŹLICY"
ON: Wiesz, jakoś nie bardzo się czuję.
ONA: Co ci jest?
ON: Nie wiem. Źle się czuję.
ONA: Ale co czujesz?
ON: Boli mnie.
ONA: Co cię boli?
ON: Wszystko. Na pewno mam gorączkę.
ONA: To zmierz. Masz termometr. Głowa cię boli?
ON: Nie.
ONA: Gardło?
ON: Nie.
ONA: Brzuch?
ON: Nie.
ONA: No, to co cię boli?
ON: Wszystko. Na pewno mam trzydzieści osiem. (Mierzy gorączkę pojękując).
ONA: Pokaż termometr. Trzydzieści sześć i osiem.
ON: A widzisz? Czułem, że mam gorączkę.
ONA: Trzydzieści sześć i osiem to nie jest gorączka.
ON: U mnie to jest wysoka gorączka. Ja mam zawsze trzydzieści sześć i sześć. Fatalnie się czuję.
ONA: Pewnie masz katar.
ON: Tak. Możliwe. Na pewno mam katar. Nawet mi w nosie kręci. Ładna historia. Czułem, że się rozchoruję.
ONA: Nic ci nie będzie. Z kataru się nie umiera.
ON: Dziękuję ci za tę informację. Wiem, że się nie umiera. Ale przyznasz, że katar może być sygnałem, że coś się kluje. Ładny gips. W przyszłym tygodniu miałem pojechać służbowo do Warszawy i teraz kto za mnie pojedzie?
ONA: W przyszłym tygodniu sam pojedziesz. Sto razy ci przejdzie.
ON: Może przejdzie, może nie przejdzie. Z katarem nigdy nic nie wiadomo. Może by się jednak poradzić lekarza?
ONA: Po co ci lekarz na katar?
ON: Jak się zaniedba katar, to można dostać i zapalenia płuc. Kto wie, czy mi się już nie zaczyna. Czuję, że mi rzęzi. O, posłuchaj. (Rzęzi).
ONA: Przestań sobie wmawiać. Przy zapaleniu płuc ma się wysoką gorączkę.
ON: Przecież mam gorączkę. Zresztą teraz mam już wyższą. Daj termometr.
ONA: Dopiero co mierzyłeś.
ON: Ale czuję, że mi podskoczyła. Daj. (Mierzy gorączkę, jęcząc).
ONA: Pokaż. Trzydzieści sześć i osiem. Nic ci nie podskoczyło.
ON: To jeszcze gorzej. Organizm przestał walczyć.
ONA: Nie bądź hipochondrykiem. Prześpij się.
ON: Daj mi zimny okład na głowę.
ONA: Boli cię głowa?
ON: Jeszcze nie, ale zaraz będzie bolała. Daj okład.
ONA: (Daje okład).
ON: Daj mi aspirynę. Nie mogę łykać. (Łyka). Nie mogę odchrząknąć. (Chrząka). Nie mogę oddychać. (Oddycha). Ach! Ach!
ONA: Co się stało?
ON: Jest gorzej niż myślałem. Zimny pot mi ścieka z czoła.
ONA: To woda z okładu.
ON: Zabierz ten okład. Przy zapaleniu płuc nie daje się zimnych okładów. Ach, jak ja się źle czuję! Daj mi coś.
ONA: Co ci dać?
ON: Cokolwiek, tylko żeby pomogło.
ONA: Przestań nudzić. Tyle gadania z powodu kataru.
ON: Nawet nie ma kto podać mi szklanki wody. Można umrzeć w tym domu bez żadnego ratunku. Jak myślisz, czy szkarlatyna u dorosłego człowieka jest zawsze śmiertelna? Szkarlatyna zaczyna się od kataru. Wolałbym nie iść do szpitala.
ONA: Oszalałeś? Z katarem do szpitala?
ON: Tak. Dla ciebie to wszystko jest katar. Boże, jak mnie trzęsie! Mam większą gorączkę. Czekaj, zmierzę. (Mierzy, jęcząc).
ONA: Pokaż. Trzydzieści sześć i siedem.
ON: Co?! Ile?! Przed chwilą było sześć i osiem. Temperatura zaczyna skakać. Na wszelki wypadek postaraj się o penicylinę. Berdzikowskiego uratowali penicyliną.
ONA: Przestań się wygłupiać. Masz katar i wyprawiasz takie hece. Nie ma nic gorszego niż chory mężczyzna.
ON; Widzisz? Sama mówisz, że jestem chory. Bardzo po mnie widać? Czy tak źle wyglądam?
ONA: Tak. Okropnie. Jesteś strasznie zmieniony.
ON: Naprawdę? I myślisz, że jestem poważnie chory?
ONA: Trudno, powiem ci prawdę. Beznadziejnie.
ON: Ale przecież mówiłaś, że mam tylko katar...
ONA: Od kataru zaczynają się najgorsze choroby.
ON: Jakie choroby?
ONA: Wszystkie. Ślepa kiszka. Zapalenie mózgu. Złamanie nogi.
ON: Od kataru?...
ONA: Zawsze.
ON: Jesteś pewna, że mam katar?
ONA: Przecież sam mówisz.
ON: Ja? Kto pierwszy powiedział, że mam katar? Wcale nie jestem pewien, czy mam katar.
ONA: No to co ci jest?
ON: Mnie? A kto ci powiedział, że coś mi jest?
ONA: Mówiłeś, że źle się czujesz.
ON: No to co? Raz się czuję lepiej, raz gorzej. Normalnie, jak każdy. A ty mi od razu wmawiasz chorobę.
:)))
ONA: Co ci jest?
ON: Nie wiem. Źle się czuję.
ONA: Ale co czujesz?
ON: Boli mnie.
ONA: Co cię boli?
ON: Wszystko. Na pewno mam gorączkę.
ONA: To zmierz. Masz termometr. Głowa cię boli?
ON: Nie.
ONA: Gardło?
ON: Nie.
ONA: Brzuch?
ON: Nie.
ONA: No, to co cię boli?
ON: Wszystko. Na pewno mam trzydzieści osiem. (Mierzy gorączkę pojękując).
ONA: Pokaż termometr. Trzydzieści sześć i osiem.
ON: A widzisz? Czułem, że mam gorączkę.
ONA: Trzydzieści sześć i osiem to nie jest gorączka.
ON: U mnie to jest wysoka gorączka. Ja mam zawsze trzydzieści sześć i sześć. Fatalnie się czuję.
ONA: Pewnie masz katar.
ON: Tak. Możliwe. Na pewno mam katar. Nawet mi w nosie kręci. Ładna historia. Czułem, że się rozchoruję.
ONA: Nic ci nie będzie. Z kataru się nie umiera.
ON: Dziękuję ci za tę informację. Wiem, że się nie umiera. Ale przyznasz, że katar może być sygnałem, że coś się kluje. Ładny gips. W przyszłym tygodniu miałem pojechać służbowo do Warszawy i teraz kto za mnie pojedzie?
ONA: W przyszłym tygodniu sam pojedziesz. Sto razy ci przejdzie.
ON: Może przejdzie, może nie przejdzie. Z katarem nigdy nic nie wiadomo. Może by się jednak poradzić lekarza?
ONA: Po co ci lekarz na katar?
ON: Jak się zaniedba katar, to można dostać i zapalenia płuc. Kto wie, czy mi się już nie zaczyna. Czuję, że mi rzęzi. O, posłuchaj. (Rzęzi).
ONA: Przestań sobie wmawiać. Przy zapaleniu płuc ma się wysoką gorączkę.
ON: Przecież mam gorączkę. Zresztą teraz mam już wyższą. Daj termometr.
ONA: Dopiero co mierzyłeś.
ON: Ale czuję, że mi podskoczyła. Daj. (Mierzy gorączkę, jęcząc).
ONA: Pokaż. Trzydzieści sześć i osiem. Nic ci nie podskoczyło.
ON: To jeszcze gorzej. Organizm przestał walczyć.
ONA: Nie bądź hipochondrykiem. Prześpij się.
ON: Daj mi zimny okład na głowę.
ONA: Boli cię głowa?
ON: Jeszcze nie, ale zaraz będzie bolała. Daj okład.
ONA: (Daje okład).
ON: Daj mi aspirynę. Nie mogę łykać. (Łyka). Nie mogę odchrząknąć. (Chrząka). Nie mogę oddychać. (Oddycha). Ach! Ach!
ONA: Co się stało?
ON: Jest gorzej niż myślałem. Zimny pot mi ścieka z czoła.
ONA: To woda z okładu.
ON: Zabierz ten okład. Przy zapaleniu płuc nie daje się zimnych okładów. Ach, jak ja się źle czuję! Daj mi coś.
ONA: Co ci dać?
ON: Cokolwiek, tylko żeby pomogło.
ONA: Przestań nudzić. Tyle gadania z powodu kataru.
ON: Nawet nie ma kto podać mi szklanki wody. Można umrzeć w tym domu bez żadnego ratunku. Jak myślisz, czy szkarlatyna u dorosłego człowieka jest zawsze śmiertelna? Szkarlatyna zaczyna się od kataru. Wolałbym nie iść do szpitala.
ONA: Oszalałeś? Z katarem do szpitala?
ON: Tak. Dla ciebie to wszystko jest katar. Boże, jak mnie trzęsie! Mam większą gorączkę. Czekaj, zmierzę. (Mierzy, jęcząc).
ONA: Pokaż. Trzydzieści sześć i siedem.
ON: Co?! Ile?! Przed chwilą było sześć i osiem. Temperatura zaczyna skakać. Na wszelki wypadek postaraj się o penicylinę. Berdzikowskiego uratowali penicyliną.
ONA: Przestań się wygłupiać. Masz katar i wyprawiasz takie hece. Nie ma nic gorszego niż chory mężczyzna.
ON; Widzisz? Sama mówisz, że jestem chory. Bardzo po mnie widać? Czy tak źle wyglądam?
ONA: Tak. Okropnie. Jesteś strasznie zmieniony.
ON: Naprawdę? I myślisz, że jestem poważnie chory?
ONA: Trudno, powiem ci prawdę. Beznadziejnie.
ON: Ale przecież mówiłaś, że mam tylko katar...
ONA: Od kataru zaczynają się najgorsze choroby.
ON: Jakie choroby?
ONA: Wszystkie. Ślepa kiszka. Zapalenie mózgu. Złamanie nogi.
ON: Od kataru?...
ONA: Zawsze.
ON: Jesteś pewna, że mam katar?
ONA: Przecież sam mówisz.
ON: Ja? Kto pierwszy powiedział, że mam katar? Wcale nie jestem pewien, czy mam katar.
ONA: No to co ci jest?
ON: Mnie? A kto ci powiedział, że coś mi jest?
ONA: Mówiłeś, że źle się czujesz.
ON: No to co? Raz się czuję lepiej, raz gorzej. Normalnie, jak każdy. A ty mi od razu wmawiasz chorobę.
:)))
czwartek, 18 marca 2010
o wychodzeniu PROPAGANDY na zdrowie!:))
cytatus vulgaris:
"Jeśli paraliżuje cię obawa o własne zdrowie, być może masz powody do strachu-możesz paść ofiarą tak zwanego efektu nocebo.
Jest to nikczemny brat bliźniak efektu placebo. Placebo sprawia, że czujesz się lepiej, ponieważ wierzysz, że coś ci pomaga. Efekt nocebo sprawia, że ludzie, którzy obawiają się choroby, rzeczywiście chorują. To z kolei paradoksalnie wręcz dowodzi, że hipochondria nie tkwi tylko i wyłącznie w mózgu.
(czyli też nie jest genetycznie uwarunkowana-przyp.Red in Blue=RiB:)
Lekarze znają efekt placebo od tysięcy lat. Przekonaj kogoś, że jakaś substancja wyleczy go z choroby, a jest szansa, że faktycznie się to uda-nawet jeśli ta substancja nie jest aktywna z medycznego punktu widzenia. Obecnie placebo stosuje się w testach nowych leków-zwykle są to pozbawione smaku tabletki z cukru. Okazuje się, że we wszystkich przypadkach mogą one "wyleczyć" nawet 40 procent badanych osób. Może to być kłopotliwe, jeśli kosztowna nowa pigułka, która właśnie jest testowana, nie osiągnie lepszych wyników.
Przez długie lata lata lekarze spierali się, czy warto pracować nad 'ujarzmieniem efektu placebo', ale za każdym razem wycofywali się z debaty, ponieważ kwestia ta podważa wiarygodność zawodu lekarskiego i nadaje mu odium znachorstwa. Placebo polega na ujarzmieniu siły umysłu-to coś, czego nie da się zmierzyć, zapakować i sprzedać, również dlatego, że jest nieprzewidywalne. A przecież lekarze nie zajmują się praktykami voodoo, przynajmniej nie oficjalnie."
(Ależ oficjalnie też się zajmują i nazywają to akupunkturą:)) przyp.Red in Blue:)
(...)
"Nocebo (po łacinie "będę szkodzić") wydaje się okrutnym świadectwem siły ludzkiej wyobraźni.
'Ludzie są przekonani, że coś jest nie tak. Jest to samospełniająca się przepowiednia'-mówi Arthur J.Barsky, psychiatra z bostońskiego Brigham and Women's Hospital. Ostrzega, że lekarze muszą zwrócić większą uwagę na efekt nocebo ("Journal of the American Medical Association"2002)
'Z klinicznego punktu widzenia zjawisko to nie jest ani marginalne, ani pozbawione znaczenia'-twierdzi Barsky.
Podsumowanie poprzednich badań przeprowadzonych przez Barsky'ego pokazuje, że 16 lat temu naukowcy z trzech ośrodków rozpoczęli badanie aspiryny oraz innego leku rozrzedzającego krew u pacjentów z chorobami serca. Odkryli, że pacjenci przyjmujący aspirynę, których uprzedzono o możliwości wystąpienia skutków ubocznych, w istocie częściej je odczuwali.
(ach, ach, i nie oskarżono ich o łamanie praw pacjenta do rzetelnej informacji??? Niebywałe!!! -przyp. RiB:)
W dwóch ośrodkach powiedziano uczestnikom badania, że mogą wystąpić kłopoty żołądkowe, jeden z najczęstszych skutków ubocznych aspiryny. W trzecim ośrodku pacjentów o tym nie poinformowano. Osoby, które otrzymały ostrzeżenie, trzykrotnie częściej odczuwały dolegliwości żołądkowe.
(powinno się walczyć o przywrócenie TAJEMNICY LEKARSKIEJ, ale to pewnie już za późno...Rib?)
Kolejne badanie opisane w lipcu 1981 roku w "Pavlovian Journal of Biological Sciences" (wywieszka na drzwiach do redakcji: 'PROSZĘ PUKAĆ:SEKRETARKA ŚLINI SIĘ NA DŹWIĘK DZWONKA":)) wykazało, że ponad dwie trzecie losowo wybranych studentów uskarżało się na lekkie bóle głowy po tym, jak powiedziano im, że przez ich głowy przepływa nieistniejący prąd.
Barsky nakreślił profil pacjenta, który najczęściej doświadcza efektu nocebo lub gorszych skutków ubocznych oraz słabszych efektów działania danego leku. Widząc pacjenta, który ma za sobą zagadkowe, trudne do zdiagnozowania problemy i jest pewien, że cokolwiek by mu przepisano i tak nic mu nie pomoże, można założyć, że takie pesymistyczne zapatrywania PRAWIE NA PEWNO doczekają się potwierdzenia. TERAPIE FAKTYCZNIE NIE DZIAłAJą W PRZYPADKU NEGATYWNIE NASTAWIONYCH OSóB."
(...)
INWALIDZI W SĄDZIE:
eFEKT NOCEBO DOTYKA RóWNIEż OFIARY WYPADKóW UWIKłANE W DłUGOTRWAłE I SKOMPLIKOWANE POSTęPOWANIE SąDOWE MAJąCE NA CELU UZYSKANIE ODSZKODOWANIA. tEN PODTYP EFEKTU NOCEBO DOCZEKAł SIę SWOJEJ WłASNEJ NAZWY-JEST TO NERWICA KOMPENSACYJNA. nIESTETY, PROCES ORAZ ZWIąZANE Z NIM WIZYTY W SąDZIE SPRAWIAJą, żE PACJENT NIGDY NIE POCZUJE SIę LEPIEJ-A JUż NA PEWNO NIE PO WYGRANIU SPRAWY.
"Wyniki leczenia są zwykle słabe w przypadku pacjentów, których proces o odszkodowanie jest w toku"-napisano w raporcie w "Clinical Orthopedics" (1997). Artykuł podkreśla, że ludzie ci nie symulują. Sytuacja na sali sądowej tak wpływa na ich podświadomość, że nadal czują się źle.
"Systemy administracyjne i prawne działające w imieniu drugiej strony domagają się, by powód wielokrotnie udowadniał, że w istocie doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu, co umacnia tylko wewnętrzne przekonanie o chorobie"-wyjaśnia amerykański raport.
Co gorsza, nawet po otrzymaniu czeku na pokaźną sumę pacjent nie odczuwa poprawy.
ponieważ wszelka poprawa stanu zdrowia powoda może w przyszłości skutkować odebraniem statusu inwalidy, musi się on pilnować, żeby nie wyzdrowieć. Tym samym odbiera mu się wszelkie honorowe metody wyjścia z choroby.
(wszystko przez tych prawników i orzeczników, daję słowo!;)))) RiB:)))
(...)
O CUDOWNYM WPŁYWIE KULTURALNYCH KULTUR... wracamy do Starożytnej Grecji???
"Powyższa kwestia może tłumaczyć, dlaczego nie powinieneś rozbijać samochodu w Kanadzie, jeśli nie chcesz doświadczyć URAZU KRĘGOSŁUPA SZYJNEGO. Jeśli już musisz, rozwal się w Grecji. U Greków nie ma tradycji roszczeń odszkodowania po urazie kręgosłupa szyjnego, którego doznaje się podczas wypadku drogowego-Grecy nie cierpią również na przewlekłe objawy spowodowane przeciągającym się postępowaniem sądowym, jak twierdzą uczeni z Uniwersytetu Alberty w Kanadzie.
Naukowcy chcieli wyjaśnić, dlaczego urazy kręgosłupa szyjnego zdarzają się w Kanadzie, ale w Grecji prawie w ogóle o nich nie słyszano. Poproszono Kanadyjczyków i Greków, by wyobrazili sobie, jakie urazy mogliby odnieść, gdyby jadąc na motorze, gwałtownie zahamowali i uderzyli w jakąś przeszkodę. Połowa Kanadyjczyków odparła, że groziłoby im długotrwałe kalectwo, ale nie powiedział tego prawie żaden grek ("Science Monitor"2003)
Skąd bierze się tak ogromna rozbieżność w przewidywaniach? Czy chodzi o prawdopodobieństwo uzyskania wysokiego odszkodowania w lubiących się procesować kulturach zachodnich takich jak na przykład Kanada? Taką sugestię wysuwa kolejny raport naukowców z Uniwersytetu Alberty opublikowany w "Orthopade"(2001)
"W krajach, gdzie nie istnieje zespół urazu kręgosłupa szyjnego, ofiary wypadków nie są bombardowane wiadomościami o tym, że może on powodować długotrwałe kalectwo, więc nie spodziewają się, że może im się przytrafić coś tak poważnego-twierdzą naukowcy.-MIESZKAŃCY TYCH KRAJóW NIE ANGAżUJą SIę W POSTęPOWANIE SąDOWE, KTóRE WYMAGAłOBY OD NICH WYOLBRZYMIENIA WłASNYCH OBJAWóW. NIE BIORą RóWNIEż UDZIAłU W PROCESIE, KTóRY POWODUJE FRUSTRACJę, NIEPOKóJ ORAZ NIECHęć WYNIKAJąCą Z CIąGłEJ BITWY Z FIRMAMI UBEZPIECZENIOWYMI I Z KONIECZNOśCI UDOWADNIANIA, żE ODCZUWANY BóL NIE JEST UROJENIEM. NIE MUSZą ZATEM SZTUCZNIE POTęGOWAć CODZIENNIE ODCZUWANYCH BóLóW I DOLEGLIWOśCI. NIE PRZYPISUJą RóżNORODNYCH OBJAWóW CHRONICZNEMU URAZOWI ODNIESIONEMU, JAK SąDZą, W WYNIKU WYPADKU."
ja chcę do Grecji!!!!!!!!!!!!!!!:))))) RiB
ps. A jak dziecko upadnie i się rąbnie w głowę o kaloryfer, to kiedy przestaje płakać? Jak mama pocałuje i powie, że to od tego zaraz przejdzie... Czy faktycznie przechodzi czy ono o tym zapomina i już zajmuje się czymś innym, bo ma ważniejsze zabawy do roboty??? Nie wiem, ale tak się jakoś dzieje... naprawdę:)
"Jeśli paraliżuje cię obawa o własne zdrowie, być może masz powody do strachu-możesz paść ofiarą tak zwanego efektu nocebo.
Jest to nikczemny brat bliźniak efektu placebo. Placebo sprawia, że czujesz się lepiej, ponieważ wierzysz, że coś ci pomaga. Efekt nocebo sprawia, że ludzie, którzy obawiają się choroby, rzeczywiście chorują. To z kolei paradoksalnie wręcz dowodzi, że hipochondria nie tkwi tylko i wyłącznie w mózgu.
(czyli też nie jest genetycznie uwarunkowana-przyp.Red in Blue=RiB:)
Lekarze znają efekt placebo od tysięcy lat. Przekonaj kogoś, że jakaś substancja wyleczy go z choroby, a jest szansa, że faktycznie się to uda-nawet jeśli ta substancja nie jest aktywna z medycznego punktu widzenia. Obecnie placebo stosuje się w testach nowych leków-zwykle są to pozbawione smaku tabletki z cukru. Okazuje się, że we wszystkich przypadkach mogą one "wyleczyć" nawet 40 procent badanych osób. Może to być kłopotliwe, jeśli kosztowna nowa pigułka, która właśnie jest testowana, nie osiągnie lepszych wyników.
Przez długie lata lata lekarze spierali się, czy warto pracować nad 'ujarzmieniem efektu placebo', ale za każdym razem wycofywali się z debaty, ponieważ kwestia ta podważa wiarygodność zawodu lekarskiego i nadaje mu odium znachorstwa. Placebo polega na ujarzmieniu siły umysłu-to coś, czego nie da się zmierzyć, zapakować i sprzedać, również dlatego, że jest nieprzewidywalne. A przecież lekarze nie zajmują się praktykami voodoo, przynajmniej nie oficjalnie."
(Ależ oficjalnie też się zajmują i nazywają to akupunkturą:)) przyp.Red in Blue:)
(...)
"Nocebo (po łacinie "będę szkodzić") wydaje się okrutnym świadectwem siły ludzkiej wyobraźni.
'Ludzie są przekonani, że coś jest nie tak. Jest to samospełniająca się przepowiednia'-mówi Arthur J.Barsky, psychiatra z bostońskiego Brigham and Women's Hospital. Ostrzega, że lekarze muszą zwrócić większą uwagę na efekt nocebo ("Journal of the American Medical Association"2002)
'Z klinicznego punktu widzenia zjawisko to nie jest ani marginalne, ani pozbawione znaczenia'-twierdzi Barsky.
Podsumowanie poprzednich badań przeprowadzonych przez Barsky'ego pokazuje, że 16 lat temu naukowcy z trzech ośrodków rozpoczęli badanie aspiryny oraz innego leku rozrzedzającego krew u pacjentów z chorobami serca. Odkryli, że pacjenci przyjmujący aspirynę, których uprzedzono o możliwości wystąpienia skutków ubocznych, w istocie częściej je odczuwali.
(ach, ach, i nie oskarżono ich o łamanie praw pacjenta do rzetelnej informacji??? Niebywałe!!! -przyp. RiB:)
W dwóch ośrodkach powiedziano uczestnikom badania, że mogą wystąpić kłopoty żołądkowe, jeden z najczęstszych skutków ubocznych aspiryny. W trzecim ośrodku pacjentów o tym nie poinformowano. Osoby, które otrzymały ostrzeżenie, trzykrotnie częściej odczuwały dolegliwości żołądkowe.
(powinno się walczyć o przywrócenie TAJEMNICY LEKARSKIEJ, ale to pewnie już za późno...Rib?)
Kolejne badanie opisane w lipcu 1981 roku w "Pavlovian Journal of Biological Sciences" (wywieszka na drzwiach do redakcji: 'PROSZĘ PUKAĆ:SEKRETARKA ŚLINI SIĘ NA DŹWIĘK DZWONKA":)) wykazało, że ponad dwie trzecie losowo wybranych studentów uskarżało się na lekkie bóle głowy po tym, jak powiedziano im, że przez ich głowy przepływa nieistniejący prąd.
Barsky nakreślił profil pacjenta, który najczęściej doświadcza efektu nocebo lub gorszych skutków ubocznych oraz słabszych efektów działania danego leku. Widząc pacjenta, który ma za sobą zagadkowe, trudne do zdiagnozowania problemy i jest pewien, że cokolwiek by mu przepisano i tak nic mu nie pomoże, można założyć, że takie pesymistyczne zapatrywania PRAWIE NA PEWNO doczekają się potwierdzenia. TERAPIE FAKTYCZNIE NIE DZIAłAJą W PRZYPADKU NEGATYWNIE NASTAWIONYCH OSóB."
(...)
INWALIDZI W SĄDZIE:
eFEKT NOCEBO DOTYKA RóWNIEż OFIARY WYPADKóW UWIKłANE W DłUGOTRWAłE I SKOMPLIKOWANE POSTęPOWANIE SąDOWE MAJąCE NA CELU UZYSKANIE ODSZKODOWANIA. tEN PODTYP EFEKTU NOCEBO DOCZEKAł SIę SWOJEJ WłASNEJ NAZWY-JEST TO NERWICA KOMPENSACYJNA. nIESTETY, PROCES ORAZ ZWIąZANE Z NIM WIZYTY W SąDZIE SPRAWIAJą, żE PACJENT NIGDY NIE POCZUJE SIę LEPIEJ-A JUż NA PEWNO NIE PO WYGRANIU SPRAWY.
"Wyniki leczenia są zwykle słabe w przypadku pacjentów, których proces o odszkodowanie jest w toku"-napisano w raporcie w "Clinical Orthopedics" (1997). Artykuł podkreśla, że ludzie ci nie symulują. Sytuacja na sali sądowej tak wpływa na ich podświadomość, że nadal czują się źle.
"Systemy administracyjne i prawne działające w imieniu drugiej strony domagają się, by powód wielokrotnie udowadniał, że w istocie doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu, co umacnia tylko wewnętrzne przekonanie o chorobie"-wyjaśnia amerykański raport.
Co gorsza, nawet po otrzymaniu czeku na pokaźną sumę pacjent nie odczuwa poprawy.
ponieważ wszelka poprawa stanu zdrowia powoda może w przyszłości skutkować odebraniem statusu inwalidy, musi się on pilnować, żeby nie wyzdrowieć. Tym samym odbiera mu się wszelkie honorowe metody wyjścia z choroby.
(wszystko przez tych prawników i orzeczników, daję słowo!;)))) RiB:)))
(...)
O CUDOWNYM WPŁYWIE KULTURALNYCH KULTUR... wracamy do Starożytnej Grecji???
"Powyższa kwestia może tłumaczyć, dlaczego nie powinieneś rozbijać samochodu w Kanadzie, jeśli nie chcesz doświadczyć URAZU KRĘGOSŁUPA SZYJNEGO. Jeśli już musisz, rozwal się w Grecji. U Greków nie ma tradycji roszczeń odszkodowania po urazie kręgosłupa szyjnego, którego doznaje się podczas wypadku drogowego-Grecy nie cierpią również na przewlekłe objawy spowodowane przeciągającym się postępowaniem sądowym, jak twierdzą uczeni z Uniwersytetu Alberty w Kanadzie.
Naukowcy chcieli wyjaśnić, dlaczego urazy kręgosłupa szyjnego zdarzają się w Kanadzie, ale w Grecji prawie w ogóle o nich nie słyszano. Poproszono Kanadyjczyków i Greków, by wyobrazili sobie, jakie urazy mogliby odnieść, gdyby jadąc na motorze, gwałtownie zahamowali i uderzyli w jakąś przeszkodę. Połowa Kanadyjczyków odparła, że groziłoby im długotrwałe kalectwo, ale nie powiedział tego prawie żaden grek ("Science Monitor"2003)
Skąd bierze się tak ogromna rozbieżność w przewidywaniach? Czy chodzi o prawdopodobieństwo uzyskania wysokiego odszkodowania w lubiących się procesować kulturach zachodnich takich jak na przykład Kanada? Taką sugestię wysuwa kolejny raport naukowców z Uniwersytetu Alberty opublikowany w "Orthopade"(2001)
"W krajach, gdzie nie istnieje zespół urazu kręgosłupa szyjnego, ofiary wypadków nie są bombardowane wiadomościami o tym, że może on powodować długotrwałe kalectwo, więc nie spodziewają się, że może im się przytrafić coś tak poważnego-twierdzą naukowcy.-MIESZKAŃCY TYCH KRAJóW NIE ANGAżUJą SIę W POSTęPOWANIE SąDOWE, KTóRE WYMAGAłOBY OD NICH WYOLBRZYMIENIA WłASNYCH OBJAWóW. NIE BIORą RóWNIEż UDZIAłU W PROCESIE, KTóRY POWODUJE FRUSTRACJę, NIEPOKóJ ORAZ NIECHęć WYNIKAJąCą Z CIąGłEJ BITWY Z FIRMAMI UBEZPIECZENIOWYMI I Z KONIECZNOśCI UDOWADNIANIA, żE ODCZUWANY BóL NIE JEST UROJENIEM. NIE MUSZą ZATEM SZTUCZNIE POTęGOWAć CODZIENNIE ODCZUWANYCH BóLóW I DOLEGLIWOśCI. NIE PRZYPISUJą RóżNORODNYCH OBJAWóW CHRONICZNEMU URAZOWI ODNIESIONEMU, JAK SąDZą, W WYNIKU WYPADKU."
ja chcę do Grecji!!!!!!!!!!!!!!!:))))) RiB
ps. A jak dziecko upadnie i się rąbnie w głowę o kaloryfer, to kiedy przestaje płakać? Jak mama pocałuje i powie, że to od tego zaraz przejdzie... Czy faktycznie przechodzi czy ono o tym zapomina i już zajmuje się czymś innym, bo ma ważniejsze zabawy do roboty??? Nie wiem, ale tak się jakoś dzieje... naprawdę:)
środa, 17 marca 2010
cytując dalej Johna Naisha...
"Jednak wielu innych lekarzy z chęcią i zapałem powiększa tę listę nowych chorób. Dzięki temu ich nazwiska są publikowane w czasopismach medycznych, których obecnie wychodzi coraz więcej. jeśli opisana przez nich nowa choroba jest dostatecznie straszna-lub seksowna-nazwiska lekarzy znajdą się nawet w popularnych gazetach. A jeśli wyspecjalizują się oni w leczeniu danej choroby, zarobią fortunę.
Znany od dawna demon pieniądza ('gorączka złota'?:) czai się u podstaw ogromnej części hipochondrii. Przemysł farmaceutyczny potrzebuje nowych zagrożeń w podobnym stopniu jak my sami. GDYBY WYLECZONO WSZYSTKIE CHOROBY, WZROST TEJ GAłęZI BIZNESU ZATRZYMAłBY SIę, PRZYPRAWIAJąC O MDŁOśCI WSZYSTKICH UDZIAłOWCóW (to wtedy oni by chorowali-przyp.Red in Blue:)
Przemysł farmaceutyczny rozwija się, produkując lekarstwa, choć korporacjom udało się już opanować nowy chwyt polegający na wymyślaniu lekarstw na choroby, których właściwie jeszcze nie ma. Łatwiej przecież nad czymś takim pracować. Dzięki dobrze opłacalnym działom PR zwyczajne stany stają się chorobami, a rzadkie choroby wydają
się coraz powszechniej występować w społeczeństwie).
Cechy, z którymi zmagamy się na co dzień, jak na przykład nieśmiałość, są podnoszone do rangi choroby. Kilka lat temu firma Roche opracowała lekarstwo o nazwie Manerix, mające leczyć fobię społeczną. Pomysł na lek zrodził się po badaniach przeprowadzonych przez koncern, które wykazały, że cierpi na nią milion Australijczyków. Jednak firma miała kłopoty ze znalezieniem wystarczająco dużej grupy pacjentów do testów klinicznych. Teraz fobia społeczna jest jednym z powszechnie znanych zaburzeń. Firma Pfizer wprowadziła na amerykański rynek specyfik o nazwie Zoloft-lekarstwo na zespół niepokoju społecznego. Taak...
Rozwój nowych technologii napędza potrzebę zdobywania koszmarnych informacji dotyczących chorób. Zdrowie jest w tej chwili drugim najpopularniejszym tematem wyszukiwanym w Internecie-ustępuje miejsca tylko pornografii. Lekarze nazywają to zjawisko cyberchondrią. Polega ono na tym, że ludzie odczuwający nieznaczny dyskomfort w życiu codziennym szukają w Google danych objawów i zaczynają się sami wpędzać w coraz to nowe choroby. Według informacji zamieszczanych na stronach internetowych niestrawność może oznaczać raka żołądka, bóle głowy zwiastują guza mózgu, a uczucie odrętwienia to z pewnością objaw stwardnienia rozsianego."
(...)
"Współwinowajcami napędzania współczesnej hipochondrii są wreszcie ludzie tacy jak ja,zatrudnieni w przemyśle informacyjnym. Czytelnicy chcą się zapoznać z nowo odkrytymi zagrożeniami dla zdrowia fizycznego i psychicznego, a dziennikarze są gotowi zaspokoić tę potrzebę, z cynicznym brakiem krytycyzmu przepisując wyszukane doniesienia prasowe koncernów farmaceutycznych."
(...)
"Mimo wszystko nie powinniśmy się zadręczać naszą współczesną masową nerwicą. Dodatkowa frustracja mogłaby wśród milionów przewrażliwionych osób ogarniętych obsesją na tle zdrowotnym doprowadzić do epidemii zespołu zaprzeczenia hiperchondrii.
Powinniśmy za to skorzystać z okazji i oddać cześć mistrzostwu ludzkiej kreatywności, którym bez wątpienia jest hipochondria. Ta książka to również hołd złożony ciężkiej pracy-szaleństwu farmaceutów, kreatywności konowałów, pomysłowości badaczy, tchórzliwości dziennikarzy poszukujących sensacji-oraz, rzecz jasna, czysta szalona przyjemność, jaką wszyscy czerpiemy z regularnego czytania takich wiadomości."
(jak oglądanie mniej groźnych wypadków/upadków w programach w stylu "Ukryta kamera")
Chusteczka żalu
Czy na opakowaniach chusteczek do nosa powinno się umieszczać ostrzeżenia? Energiczne dmuchanie nosa może w niektórych przypadkach tworzyć potężne ciśnienie wewnętrzne, które rozsadza oczodół, czyli jamę kostną, w której osadzone jest oko. A to z kolei – jak ostrzegają lekarze – prowadzi do poważnych problemów.
Zbyt silne dmuchanie nosa zasysa powietrze przez pęknięty oczodół do czaszki, gdzie może dojść do odmy. Oznacza to, że powietrze jest uwięzione w tkankach, w których nie powinno go być, mówią lekarze ze Szpitala Miejskiego w Birmingham. W „Journal of Laryngology & Otology” (2003, 117; 2: 141) opisują również przypadek pewnej 20-letniej kobiety, u której przez pęknięty oczodół dostała się taka ilość powietrza, że znalazło się ono nawet w jamie klatki piersiowej, wywołując silny ból.
Nadmierny entuzjazm przy oczyszczaniu nosa, ze względu na możliwe skutki ciśnienia powietrza, może także prowadzić do ślepoty oraz powodować infekcje, ostrzegają w tej samej publikacji (2001, 115; 4: 319) lekarze ze Szpitala Okręgowego w Craigavon w Irlandii Północnej. Na pocieszenie dodają jednak, że pęknięcie zagoi się samoistnie w ciągu mniej więcej dwóch tygodni.
Demencja szczękowa
Być może ryzyko Alzheimera ma coś wspólnego ze stomatologią?
Naukowcy publikujący w „Psychiatric Bulletin” (1992, 16: 227) zbadali 159 pacjentów cierpiących na chorobę Alzheimera i odkryli, że połowa z nich miała sztuczne szczęki – stanowi to większy odsetek niż zwykle wśród ludzi w tym wieku.
Badacze z Instytutu Psychiatrii w Londynie odkryli, że w rodzinach pacjentów ze sztucznymi szczękami występowało wiele przypadków demencji, co ich zdaniem „wskazuje na genetyczną predyspozycję zarówno w kwestii sztucznych zębów, jak i w kwestii demencji”. Powiązanie może jednak mieć więcej wspólnego z zębami niż z genami.
Doktor Alistair Burns oraz członkowie jego zespołu odkryli również przy pomocy skanów mózgu, że istnieje powiązanie między sztuczną szczęką a obumierającymi komórkami mózgowymi w płacie skroniowym. Może to być „wynikiem ograniczonego przeżuwania, co z kolei prowadzi do atrofii układu limbicznego”, jak donosi Burns.
Katar sienny? To jeszcze nic…
Alergie stały się ostatnio bardzo modne. Jednak wygląda na to, że może z nich wyniknąć coś znacznie groźniejszego niż tylko kichanie. Weźmy na przykład Jenny Watt z Richmond w hrabstwie Surrey. Jenny twierdzi, że jest uczulona na prąd.
– Wszystko zaczęło się w 1999 roku, kiedy to dostałam od rodziny lodówkę z zamrażalnikiem. Wkrótce potem zaczęłam odczuwać dziwne objawy. Gdy wchodziłam do kuchni, po kilku minutach kręciło mi się w głowie i miałam huśtawki nastrojów – wybuchałam płaczem i wpadałam w przygnębienie.
Jenny mówi, że zaczęła cierpieć na zespół przewlekłego zmęczenia po grypie, którą przeszła w 1995 roku, a kilka lat później dołączyły dolegliwości związane z układem pokarmowym i uczulenie na chemikalia. Wydawało się już, że sytuacja się ustabilizowała, kiedy nagle pojawiły się nowe objawy. W wywiadzie dla „Independent on Sunday” (2 września 2001) Jenny powiedziała, że nosi magnetyczne wkładki do butów, gotuje na butli gazowej, a stać może tylko w przyćmionym świetle, więc często używa świeczek.
69-letnia Ena Bowles z Tonyrefail w Mid-Glamorgan powiedziała tej samej gazecie, że jest uczulona na chemikalia.
– Cierpię na jedną z najostrzejszych postaci alergii na chemikalia w kraju. Ciągle jestem zmęczona, miewam bóle głowy i nudności. Obok drogerii dostałabym ataku astmy. Jestem uczulona na każdy rodzaj inhalatora, więc w przypadku takiego ataku nie byłoby dla mnie ratunku.
Ena twierdzi, że po serii szczepionek jej stan się poprawił, ale dodaje:
– Wszystko, co dotyka mojej twarzy, musi być zrobione z naturalnych włókien. Gazety też sprawiają kłopot – żeby je czytać, muszę zakładać maseczkę.
79-letnia Joan Stock twierdzi, że jest do tego stopnia uczulona na mikrochipy, że żyje w swego rodzaju pętli czasowej, gdyż nie może korzystać z większości sprzętu elektronicznego, ze środków transportu publicznego ani podróżować nowoczesnymi samochodami. W „The Bath Chronicle” (15 sierpnia 2001) napisano, że Joan w swoim domu w Bristolu ogląda czarno-biały telewizor, a jeździ starym fordem. Silne bóle głowy zaczęły ją nękać dwadzieścia minut po tym, jak do jej biura w 1975 roku wprowadzono elektroniczne maszyny do pisania.
Tony’emu Doherty udało się uniknąć wyroku skazującego w 1986 roku, kiedy to sąd dał wiarę jego twierdzeniu, że jest silnie uczulony na ziemniaki. Rzeczywista siła jego alergii stała się jasna dopiero, kiedy po zjedzeniu dwóch paczek chipsów ziemniaczanych próbował udusić swojego ojca krawatem. Problem ten został zidentyfikowany dopiero podczas rozprawy sądowej. 21-letni mieszkaniec County Antrim został pouczony, by na przyszłość unikać ziemniaków, jak donosi „Courier Mail” (22 września 1986).
Donna Robertson zaś jest uczulona na XXI wiek. 55-letnia gospodyni domowa powiedziała w wywiadzie dla „Glasgow Evening Times” (16 listopada 2002), że stała się więźniem we własnym domu. Na podłogach nie ma żadnych dywanów ani wykładzin, a posadzki pani Robertson trzy razy dziennie przeciera bezzapachowym płynem do czyszczenia. Donna nie może używać perfum – nikt z jej rodziny również nie może niczym pachnieć, jeśli znajduje się w pobliżu pani domu.
Rodzina pani Robertson wystawia dezodoranty i płyny po goleniu przed drzwi wejściowe. Jeśli znajdą się zbyt blisko, Donna odczuwa zmęczenie i bóle w klatce piersiowej, dostaje mdłości lub wymiotuje, a jej oczy zaczynają łzawić. Pani Robertson twierdzi, że cierpi na wieloczynnikową nadwrażliwość chemiczną, dolegliwość, którą po raz pierwszy zaobserwowano w Ameryce. Donna mówi, że zna kogoś, kto również cierpi na ten rodzaj alergii, z tym że reaguje on na resztki betonu na podeszwach butów. Słyszano o kolejnej uczulonej osobie, która zapadła w śpiączkę.
Kreskówkowe szaleństwo
Tajemnicze zmiany w mózgu mogą sprawić, że pogrążysz się w dziwacznym bajkowym świecie, jeśli nagle wystąpi u ciebie zespół pendukularny Lhermitte’a.
W 1922 roku francuski neurolog Jean Lhermitte leczył 72-letnią kobietę, którą nękały dziwaczne halucynacje – widziała w nich zwierzęta, na przykład dziwnie wyglądające kurczaki, ludzi w niespotykanych strojach i bawiące się dzieci. Choć pacjentka zdawała sobie sprawę, że są to zwidy, czasami próbowała ich dotknąć. Gdy zmarła, Lhermitte odkrył prawdopodobną przyczynę omamów: zmiany w śródmózgowiu.
Przypadek ten został opisany przez dwóch neurologów: Anthony’ego Rissera i Franka Powella w 1993 roku podczas 45. Dorocznego Spotkania Amerykańskiej Akademii Neurologii w Nowym Jorku. Lekarze przytoczyli również przypadek pacjentki, która często widywała głowę psa lub kształt ciała zwierzęcia na ścianie swego domu, oraz ciekawą historię pewnego mężczyzny – widywał on na ścianie podobiznę swej babki, jak gdyby wyświetlano mu film z rzutnika. Opisano również chorego, który obserwował poruszającego się potwora-zabawkę – obraz podobno był „wyraźny, kolorowy i całkowicie niegroźny”.
Wśród innych odnotowanych omamów należy wymienić lwy wskakujące przez okno do pokoju, srebrne i złote rybki pływające pod łóżkiem oraz Azjatów spacerujących korytarzem w szeregu z rękami złożonymi jak do modlitwy.
Wygląda na to, że największym problemem osób cierpiących na to zaburzenie jest prawidłowa wymowa nazwy dolegliwości. Okazało się, że prawie wszyscy pacjenci uznali swój stan za raczej zabawny.
Mowa ciała na pogotowiu
Chcesz, żeby cię natychmiast zbadano na izbie przyjęć? Nie zakładaj nogi na nogę, radzi Micha Rapaport oraz jego współpracownicy z Centrum Medycznego Assaf Harofeb w Zerifin w Izraelu („Lancet”, 1995, 345; 8956: 1060).
Naukowcy mówią, że ich doświadczenie w pracy na izbach przyjęć nauczyło ich, że kiedy pacjent przybywa na noszach ze skrzyżowanymi kończynami – jak na przykład założone na siebie kostki, ręce splecione na karku lub dłonie złożone na brzuchu – „to prawdopodobnie jego stan nie jest zbyt poważny, więc jest mnóstwo czasu na badania i obserwacje”. Jeśli usiądziesz z prostymi nogami, lekarz przyjmie cię o wiele szybciej.
O mały włos
Mężczyźni, którzy wcześnie łysieją, nie powinni się martwić uciekającą młodością, lecz raczej zwiększonym ryzykiem ataku serca.
Długotrwałe badanie przeprowadzone wśród mężczyzn we Framingham w stanie Massachusetts dowiodło, że faceci, u których pojawia się łysina niczym mnisia tonsura – kiedy włosy wychodzą na czubku głowy oraz nad linią czoła – są bardziej narażeni na problemy z sercem przed 55. rokiem życia.
Naukowcy podejrzewają, że może to być związane z poziomem dihydrotestosteronu, czyli DHT („Journal of the American Medical Association” 1993, 269; 8: 1035). Ludzie z wysokim poziomem receptorów DHT w skórze głowy zwykle wcześnie łysieją. Dihydrotestosteron występuje również w innych organach, między innymi w sercu i wątrobie, gdzie może także powodować problemy, jeśli receptory ulegną zbytniemu pobudzeniu. Naukowcy z Uniwersytetu w Bostonie mówią, że mężczyźni, którzy tracą włosy na czubku głowy i nad linią czoła przed 55. rokiem życia, są szczególnie narażeni na problemy zdrowotne.
Zawsze można próbować zapobiec kłopotom, pijąc do nieprzytomności (darmowa porada prawnika – lepiej nie!). Dr Hugh Rushton, członek Brytyjskiego Instytutu Trychologii oraz autorytet w temacie utraty włosów, twierdzi, że upijanie się chroni przez łysieniem. Osoby, które spożywają dużo alkoholu, mają już tak zniszczone wątroby, że organ nie da rady prawidłowo przetwarzać testosteronu, który jest przyczyną zarówno łysienia, jak i problemów z sercem.
– Jeśli zmusisz kogoś, żeby pił spore ilości alkoholu, najprawdopodobniej nie wyłysieje – mówi doktor Rushton. – Wystarczy się przejść ulicami Londynu – ilu znajdziesz łysych pijaków?
Podstępne opakowanie
Zawijanie się w różne rzeczy, które następnie okazują się pułapką, stało się nieprawdopodobnym udziałem pewnego onanisty – jego przypadek opisano w „American Journal of Forensic Medical Pathology” (1985, 6; 2: 151). Według raportu ofiara zmarła, owinąwszy ciało plastikową folią do żywności, wystawiając ze swego kokonu tylko rurkę, przez którą miała oddychać. Mężczyzna najwyraźniej oddawał się masturbacji, kiedy rurka wypadła mu z ust. Próbował przeciąć folię nożem, aby wydostać się z pułapki, ale bez skutku. Znaleziono go uduszonego.
Strach przed rybim zapachem
Czujesz? To ty? Naukowcy z kolegium medycznego St Mary’s Hospital Medical School w Londynie uważają, że kobietom częściej się wydaje, że dziwnie pachną („Lancet” 1995, 345; 869: 1308). Po publikacji artykułu o dziwnych zapachach ludzkich 187 osób próbowało skontaktować się z naukowcami, przyznając się, że sami wydają brzydką woń. Większość z nich miała wrażenie, że śmierdzi rybą. Inni martwili się, że czuć od nich ser, a kilku nawet wierzyło, że unosi się nad nimi smród zepsutego jedzenia.
Kiedy wieści się rozniosły, siedem razy więcej kobiet niż mężczyzn skontaktowało się z redakcją gazety, mówiąc, że czują coś podejrzanego lub „trochę jakby nieprzyjemnego”. Jednak w trakcie dokładniejszego wywiadu przyznały się, że tylko one odczuwają ten zapach – rodzina, przyjaciele i znajomi z pracy nie zauważyli, żeby coś było nie tak.
Naukowcy nazwali opisany wyżej problem zespołem śmierdzącego ciała i twierdzą, że osoby nim dotknięte mogą cierpieć na kakosmię, czyli postrzeganie całkowicie nieszkodliwych zapachów jako odrażających. No chyba że osoby cierpiące na tę dolegliwość są po prostu otoczone przez ludzi wyjątkowo uprzejmych.
Tarcie na starcie
Jeśli nie wykończy cię natrysk na basenie, to miej się na baczności przed zjeżdżalnią. Eksperci z wydziału dermatologii w kolegium medycznym przy Uniwersytecie w Cincinatti donoszą, że poproszono ich o leczenie 29-letniego mężczyzny, który uskarżał się na tajemnicze symetryczne plamy na tyłach łydek. Podrażniona skóra przywodziła na myśl łysienie plackowate.
Po rozmowie z mężczyzną lekarze odkryli, że spędził sporo czasu na zjeżdżalniach w parku wodnym. Stąd właśnie wzięły się spore otarcia na łydkach.
Nasze wyrośnięte wodne dziecko prawdopodobnie nie potrafiło samo dostrzec powiązania – ale przynajmniej umożliwił lekarzom zarejestrowanie pierwszego na świecie przypadku łysienia zjeżdżalnianego, które specjaliści następnie opisali w czasopiśmie chorób skórnych „Cutis” (2001, 67; 5: 399), dołączając rozważne ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem wynikającym z tarcia.
Znany od dawna demon pieniądza ('gorączka złota'?:) czai się u podstaw ogromnej części hipochondrii. Przemysł farmaceutyczny potrzebuje nowych zagrożeń w podobnym stopniu jak my sami. GDYBY WYLECZONO WSZYSTKIE CHOROBY, WZROST TEJ GAłęZI BIZNESU ZATRZYMAłBY SIę, PRZYPRAWIAJąC O MDŁOśCI WSZYSTKICH UDZIAłOWCóW (to wtedy oni by chorowali-przyp.Red in Blue:)
Przemysł farmaceutyczny rozwija się, produkując lekarstwa, choć korporacjom udało się już opanować nowy chwyt polegający na wymyślaniu lekarstw na choroby, których właściwie jeszcze nie ma. Łatwiej przecież nad czymś takim pracować. Dzięki dobrze opłacalnym działom PR zwyczajne stany stają się chorobami, a rzadkie choroby wydają
się coraz powszechniej występować w społeczeństwie).
Cechy, z którymi zmagamy się na co dzień, jak na przykład nieśmiałość, są podnoszone do rangi choroby. Kilka lat temu firma Roche opracowała lekarstwo o nazwie Manerix, mające leczyć fobię społeczną. Pomysł na lek zrodził się po badaniach przeprowadzonych przez koncern, które wykazały, że cierpi na nią milion Australijczyków. Jednak firma miała kłopoty ze znalezieniem wystarczająco dużej grupy pacjentów do testów klinicznych. Teraz fobia społeczna jest jednym z powszechnie znanych zaburzeń. Firma Pfizer wprowadziła na amerykański rynek specyfik o nazwie Zoloft-lekarstwo na zespół niepokoju społecznego. Taak...
Rozwój nowych technologii napędza potrzebę zdobywania koszmarnych informacji dotyczących chorób. Zdrowie jest w tej chwili drugim najpopularniejszym tematem wyszukiwanym w Internecie-ustępuje miejsca tylko pornografii. Lekarze nazywają to zjawisko cyberchondrią. Polega ono na tym, że ludzie odczuwający nieznaczny dyskomfort w życiu codziennym szukają w Google danych objawów i zaczynają się sami wpędzać w coraz to nowe choroby. Według informacji zamieszczanych na stronach internetowych niestrawność może oznaczać raka żołądka, bóle głowy zwiastują guza mózgu, a uczucie odrętwienia to z pewnością objaw stwardnienia rozsianego."
(...)
"Współwinowajcami napędzania współczesnej hipochondrii są wreszcie ludzie tacy jak ja,zatrudnieni w przemyśle informacyjnym. Czytelnicy chcą się zapoznać z nowo odkrytymi zagrożeniami dla zdrowia fizycznego i psychicznego, a dziennikarze są gotowi zaspokoić tę potrzebę, z cynicznym brakiem krytycyzmu przepisując wyszukane doniesienia prasowe koncernów farmaceutycznych."
(...)
"Mimo wszystko nie powinniśmy się zadręczać naszą współczesną masową nerwicą. Dodatkowa frustracja mogłaby wśród milionów przewrażliwionych osób ogarniętych obsesją na tle zdrowotnym doprowadzić do epidemii zespołu zaprzeczenia hiperchondrii.
Powinniśmy za to skorzystać z okazji i oddać cześć mistrzostwu ludzkiej kreatywności, którym bez wątpienia jest hipochondria. Ta książka to również hołd złożony ciężkiej pracy-szaleństwu farmaceutów, kreatywności konowałów, pomysłowości badaczy, tchórzliwości dziennikarzy poszukujących sensacji-oraz, rzecz jasna, czysta szalona przyjemność, jaką wszyscy czerpiemy z regularnego czytania takich wiadomości."
(jak oglądanie mniej groźnych wypadków/upadków w programach w stylu "Ukryta kamera")
Chusteczka żalu
Czy na opakowaniach chusteczek do nosa powinno się umieszczać ostrzeżenia? Energiczne dmuchanie nosa może w niektórych przypadkach tworzyć potężne ciśnienie wewnętrzne, które rozsadza oczodół, czyli jamę kostną, w której osadzone jest oko. A to z kolei – jak ostrzegają lekarze – prowadzi do poważnych problemów.
Zbyt silne dmuchanie nosa zasysa powietrze przez pęknięty oczodół do czaszki, gdzie może dojść do odmy. Oznacza to, że powietrze jest uwięzione w tkankach, w których nie powinno go być, mówią lekarze ze Szpitala Miejskiego w Birmingham. W „Journal of Laryngology & Otology” (2003, 117; 2: 141) opisują również przypadek pewnej 20-letniej kobiety, u której przez pęknięty oczodół dostała się taka ilość powietrza, że znalazło się ono nawet w jamie klatki piersiowej, wywołując silny ból.
Nadmierny entuzjazm przy oczyszczaniu nosa, ze względu na możliwe skutki ciśnienia powietrza, może także prowadzić do ślepoty oraz powodować infekcje, ostrzegają w tej samej publikacji (2001, 115; 4: 319) lekarze ze Szpitala Okręgowego w Craigavon w Irlandii Północnej. Na pocieszenie dodają jednak, że pęknięcie zagoi się samoistnie w ciągu mniej więcej dwóch tygodni.
Demencja szczękowa
Być może ryzyko Alzheimera ma coś wspólnego ze stomatologią?
Naukowcy publikujący w „Psychiatric Bulletin” (1992, 16: 227) zbadali 159 pacjentów cierpiących na chorobę Alzheimera i odkryli, że połowa z nich miała sztuczne szczęki – stanowi to większy odsetek niż zwykle wśród ludzi w tym wieku.
Badacze z Instytutu Psychiatrii w Londynie odkryli, że w rodzinach pacjentów ze sztucznymi szczękami występowało wiele przypadków demencji, co ich zdaniem „wskazuje na genetyczną predyspozycję zarówno w kwestii sztucznych zębów, jak i w kwestii demencji”. Powiązanie może jednak mieć więcej wspólnego z zębami niż z genami.
Doktor Alistair Burns oraz członkowie jego zespołu odkryli również przy pomocy skanów mózgu, że istnieje powiązanie między sztuczną szczęką a obumierającymi komórkami mózgowymi w płacie skroniowym. Może to być „wynikiem ograniczonego przeżuwania, co z kolei prowadzi do atrofii układu limbicznego”, jak donosi Burns.
Katar sienny? To jeszcze nic…
Alergie stały się ostatnio bardzo modne. Jednak wygląda na to, że może z nich wyniknąć coś znacznie groźniejszego niż tylko kichanie. Weźmy na przykład Jenny Watt z Richmond w hrabstwie Surrey. Jenny twierdzi, że jest uczulona na prąd.
– Wszystko zaczęło się w 1999 roku, kiedy to dostałam od rodziny lodówkę z zamrażalnikiem. Wkrótce potem zaczęłam odczuwać dziwne objawy. Gdy wchodziłam do kuchni, po kilku minutach kręciło mi się w głowie i miałam huśtawki nastrojów – wybuchałam płaczem i wpadałam w przygnębienie.
Jenny mówi, że zaczęła cierpieć na zespół przewlekłego zmęczenia po grypie, którą przeszła w 1995 roku, a kilka lat później dołączyły dolegliwości związane z układem pokarmowym i uczulenie na chemikalia. Wydawało się już, że sytuacja się ustabilizowała, kiedy nagle pojawiły się nowe objawy. W wywiadzie dla „Independent on Sunday” (2 września 2001) Jenny powiedziała, że nosi magnetyczne wkładki do butów, gotuje na butli gazowej, a stać może tylko w przyćmionym świetle, więc często używa świeczek.
69-letnia Ena Bowles z Tonyrefail w Mid-Glamorgan powiedziała tej samej gazecie, że jest uczulona na chemikalia.
– Cierpię na jedną z najostrzejszych postaci alergii na chemikalia w kraju. Ciągle jestem zmęczona, miewam bóle głowy i nudności. Obok drogerii dostałabym ataku astmy. Jestem uczulona na każdy rodzaj inhalatora, więc w przypadku takiego ataku nie byłoby dla mnie ratunku.
Ena twierdzi, że po serii szczepionek jej stan się poprawił, ale dodaje:
– Wszystko, co dotyka mojej twarzy, musi być zrobione z naturalnych włókien. Gazety też sprawiają kłopot – żeby je czytać, muszę zakładać maseczkę.
79-letnia Joan Stock twierdzi, że jest do tego stopnia uczulona na mikrochipy, że żyje w swego rodzaju pętli czasowej, gdyż nie może korzystać z większości sprzętu elektronicznego, ze środków transportu publicznego ani podróżować nowoczesnymi samochodami. W „The Bath Chronicle” (15 sierpnia 2001) napisano, że Joan w swoim domu w Bristolu ogląda czarno-biały telewizor, a jeździ starym fordem. Silne bóle głowy zaczęły ją nękać dwadzieścia minut po tym, jak do jej biura w 1975 roku wprowadzono elektroniczne maszyny do pisania.
Tony’emu Doherty udało się uniknąć wyroku skazującego w 1986 roku, kiedy to sąd dał wiarę jego twierdzeniu, że jest silnie uczulony na ziemniaki. Rzeczywista siła jego alergii stała się jasna dopiero, kiedy po zjedzeniu dwóch paczek chipsów ziemniaczanych próbował udusić swojego ojca krawatem. Problem ten został zidentyfikowany dopiero podczas rozprawy sądowej. 21-letni mieszkaniec County Antrim został pouczony, by na przyszłość unikać ziemniaków, jak donosi „Courier Mail” (22 września 1986).
Donna Robertson zaś jest uczulona na XXI wiek. 55-letnia gospodyni domowa powiedziała w wywiadzie dla „Glasgow Evening Times” (16 listopada 2002), że stała się więźniem we własnym domu. Na podłogach nie ma żadnych dywanów ani wykładzin, a posadzki pani Robertson trzy razy dziennie przeciera bezzapachowym płynem do czyszczenia. Donna nie może używać perfum – nikt z jej rodziny również nie może niczym pachnieć, jeśli znajduje się w pobliżu pani domu.
Rodzina pani Robertson wystawia dezodoranty i płyny po goleniu przed drzwi wejściowe. Jeśli znajdą się zbyt blisko, Donna odczuwa zmęczenie i bóle w klatce piersiowej, dostaje mdłości lub wymiotuje, a jej oczy zaczynają łzawić. Pani Robertson twierdzi, że cierpi na wieloczynnikową nadwrażliwość chemiczną, dolegliwość, którą po raz pierwszy zaobserwowano w Ameryce. Donna mówi, że zna kogoś, kto również cierpi na ten rodzaj alergii, z tym że reaguje on na resztki betonu na podeszwach butów. Słyszano o kolejnej uczulonej osobie, która zapadła w śpiączkę.
Kreskówkowe szaleństwo
Tajemnicze zmiany w mózgu mogą sprawić, że pogrążysz się w dziwacznym bajkowym świecie, jeśli nagle wystąpi u ciebie zespół pendukularny Lhermitte’a.
W 1922 roku francuski neurolog Jean Lhermitte leczył 72-letnią kobietę, którą nękały dziwaczne halucynacje – widziała w nich zwierzęta, na przykład dziwnie wyglądające kurczaki, ludzi w niespotykanych strojach i bawiące się dzieci. Choć pacjentka zdawała sobie sprawę, że są to zwidy, czasami próbowała ich dotknąć. Gdy zmarła, Lhermitte odkrył prawdopodobną przyczynę omamów: zmiany w śródmózgowiu.
Przypadek ten został opisany przez dwóch neurologów: Anthony’ego Rissera i Franka Powella w 1993 roku podczas 45. Dorocznego Spotkania Amerykańskiej Akademii Neurologii w Nowym Jorku. Lekarze przytoczyli również przypadek pacjentki, która często widywała głowę psa lub kształt ciała zwierzęcia na ścianie swego domu, oraz ciekawą historię pewnego mężczyzny – widywał on na ścianie podobiznę swej babki, jak gdyby wyświetlano mu film z rzutnika. Opisano również chorego, który obserwował poruszającego się potwora-zabawkę – obraz podobno był „wyraźny, kolorowy i całkowicie niegroźny”.
Wśród innych odnotowanych omamów należy wymienić lwy wskakujące przez okno do pokoju, srebrne i złote rybki pływające pod łóżkiem oraz Azjatów spacerujących korytarzem w szeregu z rękami złożonymi jak do modlitwy.
Wygląda na to, że największym problemem osób cierpiących na to zaburzenie jest prawidłowa wymowa nazwy dolegliwości. Okazało się, że prawie wszyscy pacjenci uznali swój stan za raczej zabawny.
Mowa ciała na pogotowiu
Chcesz, żeby cię natychmiast zbadano na izbie przyjęć? Nie zakładaj nogi na nogę, radzi Micha Rapaport oraz jego współpracownicy z Centrum Medycznego Assaf Harofeb w Zerifin w Izraelu („Lancet”, 1995, 345; 8956: 1060).
Naukowcy mówią, że ich doświadczenie w pracy na izbach przyjęć nauczyło ich, że kiedy pacjent przybywa na noszach ze skrzyżowanymi kończynami – jak na przykład założone na siebie kostki, ręce splecione na karku lub dłonie złożone na brzuchu – „to prawdopodobnie jego stan nie jest zbyt poważny, więc jest mnóstwo czasu na badania i obserwacje”. Jeśli usiądziesz z prostymi nogami, lekarz przyjmie cię o wiele szybciej.
O mały włos
Mężczyźni, którzy wcześnie łysieją, nie powinni się martwić uciekającą młodością, lecz raczej zwiększonym ryzykiem ataku serca.
Długotrwałe badanie przeprowadzone wśród mężczyzn we Framingham w stanie Massachusetts dowiodło, że faceci, u których pojawia się łysina niczym mnisia tonsura – kiedy włosy wychodzą na czubku głowy oraz nad linią czoła – są bardziej narażeni na problemy z sercem przed 55. rokiem życia.
Naukowcy podejrzewają, że może to być związane z poziomem dihydrotestosteronu, czyli DHT („Journal of the American Medical Association” 1993, 269; 8: 1035). Ludzie z wysokim poziomem receptorów DHT w skórze głowy zwykle wcześnie łysieją. Dihydrotestosteron występuje również w innych organach, między innymi w sercu i wątrobie, gdzie może także powodować problemy, jeśli receptory ulegną zbytniemu pobudzeniu. Naukowcy z Uniwersytetu w Bostonie mówią, że mężczyźni, którzy tracą włosy na czubku głowy i nad linią czoła przed 55. rokiem życia, są szczególnie narażeni na problemy zdrowotne.
Zawsze można próbować zapobiec kłopotom, pijąc do nieprzytomności (darmowa porada prawnika – lepiej nie!). Dr Hugh Rushton, członek Brytyjskiego Instytutu Trychologii oraz autorytet w temacie utraty włosów, twierdzi, że upijanie się chroni przez łysieniem. Osoby, które spożywają dużo alkoholu, mają już tak zniszczone wątroby, że organ nie da rady prawidłowo przetwarzać testosteronu, który jest przyczyną zarówno łysienia, jak i problemów z sercem.
– Jeśli zmusisz kogoś, żeby pił spore ilości alkoholu, najprawdopodobniej nie wyłysieje – mówi doktor Rushton. – Wystarczy się przejść ulicami Londynu – ilu znajdziesz łysych pijaków?
Podstępne opakowanie
Zawijanie się w różne rzeczy, które następnie okazują się pułapką, stało się nieprawdopodobnym udziałem pewnego onanisty – jego przypadek opisano w „American Journal of Forensic Medical Pathology” (1985, 6; 2: 151). Według raportu ofiara zmarła, owinąwszy ciało plastikową folią do żywności, wystawiając ze swego kokonu tylko rurkę, przez którą miała oddychać. Mężczyzna najwyraźniej oddawał się masturbacji, kiedy rurka wypadła mu z ust. Próbował przeciąć folię nożem, aby wydostać się z pułapki, ale bez skutku. Znaleziono go uduszonego.
Strach przed rybim zapachem
Czujesz? To ty? Naukowcy z kolegium medycznego St Mary’s Hospital Medical School w Londynie uważają, że kobietom częściej się wydaje, że dziwnie pachną („Lancet” 1995, 345; 869: 1308). Po publikacji artykułu o dziwnych zapachach ludzkich 187 osób próbowało skontaktować się z naukowcami, przyznając się, że sami wydają brzydką woń. Większość z nich miała wrażenie, że śmierdzi rybą. Inni martwili się, że czuć od nich ser, a kilku nawet wierzyło, że unosi się nad nimi smród zepsutego jedzenia.
Kiedy wieści się rozniosły, siedem razy więcej kobiet niż mężczyzn skontaktowało się z redakcją gazety, mówiąc, że czują coś podejrzanego lub „trochę jakby nieprzyjemnego”. Jednak w trakcie dokładniejszego wywiadu przyznały się, że tylko one odczuwają ten zapach – rodzina, przyjaciele i znajomi z pracy nie zauważyli, żeby coś było nie tak.
Naukowcy nazwali opisany wyżej problem zespołem śmierdzącego ciała i twierdzą, że osoby nim dotknięte mogą cierpieć na kakosmię, czyli postrzeganie całkowicie nieszkodliwych zapachów jako odrażających. No chyba że osoby cierpiące na tę dolegliwość są po prostu otoczone przez ludzi wyjątkowo uprzejmych.
Tarcie na starcie
Jeśli nie wykończy cię natrysk na basenie, to miej się na baczności przed zjeżdżalnią. Eksperci z wydziału dermatologii w kolegium medycznym przy Uniwersytecie w Cincinatti donoszą, że poproszono ich o leczenie 29-letniego mężczyzny, który uskarżał się na tajemnicze symetryczne plamy na tyłach łydek. Podrażniona skóra przywodziła na myśl łysienie plackowate.
Po rozmowie z mężczyzną lekarze odkryli, że spędził sporo czasu na zjeżdżalniach w parku wodnym. Stąd właśnie wzięły się spore otarcia na łydkach.
Nasze wyrośnięte wodne dziecko prawdopodobnie nie potrafiło samo dostrzec powiązania – ale przynajmniej umożliwił lekarzom zarejestrowanie pierwszego na świecie przypadku łysienia zjeżdżalnianego, które specjaliści następnie opisali w czasopiśmie chorób skórnych „Cutis” (2001, 67; 5: 399), dołączając rozważne ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem wynikającym z tarcia.
wtorek, 16 marca 2010
Z genialnej książki pt."Podręcznik Hipochondryka" (John Naish)
Książkę dostałam od Grażyny Dobroń z radiowej trójki, jak się dodzwoniłam do jej programu "Instrukcja obsługi człowieka", w którym była akurat dyskusja między lekarzem-psychoterapeutą a nią o tej książce... Napisał ją angielski dziennikarz, który przez dziesięć lat pisał artykuły nt.zdrowia do londyńskiego czasopisma i prenumerował większość dostępnych pism lekarskich, które przeglądał i wyciągał wnioski... Nie każdy wyciąga, nawet jak przegląda, więc warto się temu przyjrzeć:
Ze wstępu:
"Wymyślmy nową chorobę. Nazwiemy ją zespołem współczesnej hipochondrii. Objawy? Dławiący niepokój o własne zdrowie, fascynacja nowymi chorobami, gotowość do trwonienia pieniędzy na kosztowne terapie, nadużywanie słów takich jak 'odżywczy' i 'samopoczucie'. Czynniki ryzyka: życie w kraju o wysokim poziomie zamożności oraz BRAK INNYCH POWAŻNIEJSZYCH PROBLEMÓW. W ten sposób udało nam się opisać ZWH, nową, niepokojącą chorobę cywilizacyjną. Proste, prawda?"
(...)
"Dzisiejszy, wysoce rozwinięty świat jest bezpieczniejszy niż kiedykolwiek przedtem, ale cały czas pojawiają się nowe "choroby", by lekarze, terapeuci i koncerny farmaceutyczne nie mogli narzekać na nudę"
(...)
"Na Zachodzie zarejestrowano spadek liczby śmiertelnych chorób oraz wzrost niespotykanych przedtem diagnoz"
(Na Zachodzie bez zmian?:) Niby zawsze byliśmy w Europie, ale teraz jakby bardziej- zmieniamy orientację czaso-przestrzenną???????)
"Wielu lekarzy martwi się tendencją do przepisywania coraz większej ilości leków i kuracji na coraz to inne choroby. "British Medical Journal" w kwietniu 2002 roku przeprowadził wśród lekarzy ankietę dotyczącą 'pseudochorób', które obecnie uznaje się za schorzenia wymagające pomocy medycznej. Na pierwszym miejscu znalazło się starzenie, dalej uplasowały się: praca, znudzenie i wory pod oczami. Wśród pozostałych dolegliwości wyróżnić można między innymi: łysienie, brzydotę, zmianę sfery czasowej, niski wzrost, obgryzanie paznokci, nieświeży oddech, bezsenność i nadmierne owłosienie."
Dodam do tego to, co spisałam z księgi ICD-10 (czyli Międzynarodowej klasyfikacji Chorób) wraz z kodami (każdego można zakodować w taki kod, na serio:))
R53-złe samopoczucie, zmęczenie (mogę to sobie na przykład sama właśnie rozpoznać:))
R49-zaburzenia głosu (trzeba iść do kogoś, kto go słyszał wcześniej, bo inaczej się może nie skapnąć, na przykład Michał Bajor, Andrzej Poniedzielski, Renata Przemyk lub Prince czy Jean Reno, którego głos jest cudownie inny w "Leonie zawodowcu" a inny w "Wielkim błękicie" a jak on brzmiałby w Poradni Zdrowego Głosu i czy w ogóle chciałby ze mną gadać??? A ja i tak najbardziej lubię głos Piotra Kaczkowskiego z trójkowego 'MiniMaxu' i cała idea tego tytułu: MINIMUM SłOW, MAXIMUM MUZYKI do mnie ogólnie przemawia:)) no i może właśnie chodzi o to, żeby sobie nie strzępić języka niepotrzebnie, to się głos oszczędza i nie będzie zaburzeń!:)
R54 Starość
(hmm... jak by tu tego uniknąć??? Może się wystrzelić w kosmos, bo zgodnie z teorią względności Einsteina, jak się bardzo szybko poruszamy, to czas płynie wolniej, a ponieważ mierzymy go tylko na ziemi, to gdybyśmy się tak wcześniej ewakuowali, to można by było temu zapobiec... prewencja pierwotna starzenia: umrzeć młodo, należy strasznie dużo pracować i okropnie się wszystkim martwić oraz bez przerwy stresować i denerwować i ogólnie być ze wszystkiego niezadowolonym i z siebie najbardziej oraz do siebie mieć pełno pretensji i do innych dla równowagi też i potem dużo pić i palić, żeby o tym na chwilę zapomnieć i jeździć bardzo szybko samochodem, zwłaszcza po spożyciu, bo wtedy ma się odwagę jeździć jeszcze szybciej i wówczas jest szansa, że nawet w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym nam nie już zaszkodzą, nikt nam już więcej nie zaszkodzi, możemy być spokojni)
X52 Przedłuzone przebywanie w stanie nieważkości
(no i wyżej wymieniona rada też nie zadziała, nie uciekniemy, STĄD NIE MA UCIECZKI:)))
R62 Brak oczekiwanego prawidłowego rozwoju fizjologicznego
(Ach, ta presja zawsze wygórowanych oczekiwań otoczenia... próba sprostania temu... zawsze kończy się fiaskiem... Fiasko jest strasznie fajnym słowem, Stanisław Lem opatrzył tym słowem tytuł swojej ostatniej powieści, z której wynika, że jak myślimy, że się porozumiemy z 'Obcym' w kosmosie, to głupio myślimy, mi tam trudno się dogadać z sąsiadami i mam nadzieję, że nikt z innej planety nie będzie nigdy tak wścibski:)
R00 Zaburzenia 'bicia' serca
(hmm-przychodzi mi do głowy tylko piosenka Andrzeja Zauchy: "Byłaś serca biciem... wiosną, zimą, życiem... Marzeń moich echem... Winem, wiatrem, śmiechem" i ja to tylko tak rozumiem:)
R41 inne oznaki i objawy chorobowe dotyczące funkcji poznawania i świadomości
R44 inne oznaki i objawy chorobowe dotyczące odczuwania i spostrzegania
R45 objawy i oznaki chorobowe dotyczące stanu emocjonalnego
R46 stany i objawy chorobowe dotyczące powierzchowności i zachowania
F61 zaburzenia osobowości mieszane i inne
(osobowość kształtuje się również pod wpływem takich 'rozpoznań' a poza tym kształtuje się całe życie i być może przy pewnym wysiłku intelektualnym możliwe byłoby to, o czym śpiewa Turnau: "natężenie świadomości w zmianie swej osobowości, od młodości do starości, coraz łatwiej, coraz prościej..." bo ja wiem?:)
F64 zaburzenia identyfikacji płciowej
(kiedy się zidentyfikowaliście? a może jednak nie? to wszystko przez filmy Pedro Almodovara, tam jest za dużo czerwonego, wyraźnie za dużo czerwonego:))) a czerwony jak wiadomo nie działa na byki, bo one widzą czarno-biało, tylko na torreadorów!:)
F65 zaburzenia preferencji seksualnych
(czy świat nie byłby łagodniejszy, gdyby księża i zakonnice rozładowywaliby sobie nawzajem to napięcie... ach, kto jeszcze lubi Freuda??? przecież on był genialny:))
R69 zaburzenia osobowości i zachowania u dorosłych, nieokreślone
(i jak tu się określić, żeby to było spostrzegane jako 'normalne', może się w ogóle nie określać?:))
R94 Zaburzenia funkcjonowania społecznego rozpoczynające się zwykle w dzieciństwie lub w wieku młodzieńczym
(to dla równowagi, żeby nie było, że tylko 'starość' jest tu problemem, 'młodość' też ma swoje prawa do własnych chorób i rozpoznań, to jest właśnie sprawiedliwość społeczna jak w 'Utopii' albo RÓWNOŚĆ jak w hasłach rewolucji francuskiej)
W05 upadek z fotela bujanego
W19 nieokreślony upadek (dgn. post mortem: IKAR:)
W56 kontakt ze zwierzęciem morskim (uwaga wszystkie Rusałki!!!:)
W43 narażenie na działanie wibracji
(to już prenatalnie niektórych traktują ultradźwiękami, infradźwięki są wszędzie, fale radiowe, fale radiowe mogą nam odkształcić mózg przez ukierunkowanie naszych myśli w niepożądane strony... nie wiem, które są pożądane, ale tak sobie wyobrażam, że nie przewiduję tego, co mi powie radio, jak je włączam,a nie wszystko mi się podoba, jednak podejmuję to ryzyko, bo lubię tych ludzi, co tam pracują:))
X50 Przemęczenie i przetrenowanie powtarzanymi ruchami (źródło: praca w fabryce, praca w korporacji, praca przy komputerze, praca w transporcie...)
X51 Podróż i ruch
(Przysłowiowy 'ruch to zdrowie' jest aktualnie passe...)
Y06 Zaniedbanie i porzucenie
Y07 inne nieprawidłowe traktowanie
(Takie niewłaściwe potraktowanie może powodować "Cierpienia młodego Wertera" ale kto by się tam cofał do Goethego-wszak żyjemy 'tu i teraz' nooo praawie:) jeśli nie żyjemy 'tam i kiedy indziej' i tam zawsze jest lepiej cholera;)
Y35 Interwencja prawna
(bo prawnicy tacy są!:)))
Y95 Warunki szpitalne
(dobra, no więc to nie są warunki ani naturalne ani komfortowe nie powinny być, żeby nikomu się nie chciało zostać dłużej, bo się okazuje, że jest lepiej niż w domu... a nieraz tak bywa, tak bywa...)
W98 Warunki związane z trybem życia
(sam wybierz swój tryb, mamy takie: oznajmujący, przypuszczający, rozkazujący:)
być może do wyboru trybu potrzebujemy sprzyjających warunków otoczenia? Nooo, to jak nie ma sprzyjających warunków, to należy zmienić otoczenie a tryb sam się zmieni:)
W81 ograniczenie przestrzeni lub wpadnięcie w środowiska o obniżonej zawartości tlenu (uwaga na wpadanie do zatłoczonych autobusów, samochodów stojących w korku oraz zadymionych dyskotek, a przynajmniej nie za długo...:)
W92 Narażenie na nadmierne ciepło wytworzone przez człowieka
(nie przylepiać się do nikogo na zbyt długo, żeby mu nie zaszkodzić:))
X11 kontakt z gorącą wodą z kranu (można oskarżyć firmę o nieuprzedzenie o tym narażeniu na powikłania zdrowotne, czysty zysk!:)
X32 Narażenie na światło słoneczne
(dlatego prewencyjnie jednak warto zrobić smog i zwiększyć emisję gazów cieplarnianych, przez taką warstwę ochronną będziemy trochę mniej 'narażeni' na 'porażenie' i trzeba by było jak najszybciej załatać dziurę ozonową, niech ktoś się tym zajmie:)
I już ostatnie moje ulubione uniwersalne rozpoznanie:
X57 NIEOKREŚLONY NIEDOBÓR
cdn.
Ze wstępu:
"Wymyślmy nową chorobę. Nazwiemy ją zespołem współczesnej hipochondrii. Objawy? Dławiący niepokój o własne zdrowie, fascynacja nowymi chorobami, gotowość do trwonienia pieniędzy na kosztowne terapie, nadużywanie słów takich jak 'odżywczy' i 'samopoczucie'. Czynniki ryzyka: życie w kraju o wysokim poziomie zamożności oraz BRAK INNYCH POWAŻNIEJSZYCH PROBLEMÓW. W ten sposób udało nam się opisać ZWH, nową, niepokojącą chorobę cywilizacyjną. Proste, prawda?"
(...)
"Dzisiejszy, wysoce rozwinięty świat jest bezpieczniejszy niż kiedykolwiek przedtem, ale cały czas pojawiają się nowe "choroby", by lekarze, terapeuci i koncerny farmaceutyczne nie mogli narzekać na nudę"
(...)
"Na Zachodzie zarejestrowano spadek liczby śmiertelnych chorób oraz wzrost niespotykanych przedtem diagnoz"
(Na Zachodzie bez zmian?:) Niby zawsze byliśmy w Europie, ale teraz jakby bardziej- zmieniamy orientację czaso-przestrzenną???????)
"Wielu lekarzy martwi się tendencją do przepisywania coraz większej ilości leków i kuracji na coraz to inne choroby. "British Medical Journal" w kwietniu 2002 roku przeprowadził wśród lekarzy ankietę dotyczącą 'pseudochorób', które obecnie uznaje się za schorzenia wymagające pomocy medycznej. Na pierwszym miejscu znalazło się starzenie, dalej uplasowały się: praca, znudzenie i wory pod oczami. Wśród pozostałych dolegliwości wyróżnić można między innymi: łysienie, brzydotę, zmianę sfery czasowej, niski wzrost, obgryzanie paznokci, nieświeży oddech, bezsenność i nadmierne owłosienie."
Dodam do tego to, co spisałam z księgi ICD-10 (czyli Międzynarodowej klasyfikacji Chorób) wraz z kodami (każdego można zakodować w taki kod, na serio:))
R53-złe samopoczucie, zmęczenie (mogę to sobie na przykład sama właśnie rozpoznać:))
R49-zaburzenia głosu (trzeba iść do kogoś, kto go słyszał wcześniej, bo inaczej się może nie skapnąć, na przykład Michał Bajor, Andrzej Poniedzielski, Renata Przemyk lub Prince czy Jean Reno, którego głos jest cudownie inny w "Leonie zawodowcu" a inny w "Wielkim błękicie" a jak on brzmiałby w Poradni Zdrowego Głosu i czy w ogóle chciałby ze mną gadać??? A ja i tak najbardziej lubię głos Piotra Kaczkowskiego z trójkowego 'MiniMaxu' i cała idea tego tytułu: MINIMUM SłOW, MAXIMUM MUZYKI do mnie ogólnie przemawia:)) no i może właśnie chodzi o to, żeby sobie nie strzępić języka niepotrzebnie, to się głos oszczędza i nie będzie zaburzeń!:)
R54 Starość
(hmm... jak by tu tego uniknąć??? Może się wystrzelić w kosmos, bo zgodnie z teorią względności Einsteina, jak się bardzo szybko poruszamy, to czas płynie wolniej, a ponieważ mierzymy go tylko na ziemi, to gdybyśmy się tak wcześniej ewakuowali, to można by było temu zapobiec... prewencja pierwotna starzenia: umrzeć młodo, należy strasznie dużo pracować i okropnie się wszystkim martwić oraz bez przerwy stresować i denerwować i ogólnie być ze wszystkiego niezadowolonym i z siebie najbardziej oraz do siebie mieć pełno pretensji i do innych dla równowagi też i potem dużo pić i palić, żeby o tym na chwilę zapomnieć i jeździć bardzo szybko samochodem, zwłaszcza po spożyciu, bo wtedy ma się odwagę jeździć jeszcze szybciej i wówczas jest szansa, że nawet w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym nam nie już zaszkodzą, nikt nam już więcej nie zaszkodzi, możemy być spokojni)
X52 Przedłuzone przebywanie w stanie nieważkości
(no i wyżej wymieniona rada też nie zadziała, nie uciekniemy, STĄD NIE MA UCIECZKI:)))
R62 Brak oczekiwanego prawidłowego rozwoju fizjologicznego
(Ach, ta presja zawsze wygórowanych oczekiwań otoczenia... próba sprostania temu... zawsze kończy się fiaskiem... Fiasko jest strasznie fajnym słowem, Stanisław Lem opatrzył tym słowem tytuł swojej ostatniej powieści, z której wynika, że jak myślimy, że się porozumiemy z 'Obcym' w kosmosie, to głupio myślimy, mi tam trudno się dogadać z sąsiadami i mam nadzieję, że nikt z innej planety nie będzie nigdy tak wścibski:)
R00 Zaburzenia 'bicia' serca
(hmm-przychodzi mi do głowy tylko piosenka Andrzeja Zauchy: "Byłaś serca biciem... wiosną, zimą, życiem... Marzeń moich echem... Winem, wiatrem, śmiechem" i ja to tylko tak rozumiem:)
R41 inne oznaki i objawy chorobowe dotyczące funkcji poznawania i świadomości
R44 inne oznaki i objawy chorobowe dotyczące odczuwania i spostrzegania
R45 objawy i oznaki chorobowe dotyczące stanu emocjonalnego
R46 stany i objawy chorobowe dotyczące powierzchowności i zachowania
F61 zaburzenia osobowości mieszane i inne
(osobowość kształtuje się również pod wpływem takich 'rozpoznań' a poza tym kształtuje się całe życie i być może przy pewnym wysiłku intelektualnym możliwe byłoby to, o czym śpiewa Turnau: "natężenie świadomości w zmianie swej osobowości, od młodości do starości, coraz łatwiej, coraz prościej..." bo ja wiem?:)
F64 zaburzenia identyfikacji płciowej
(kiedy się zidentyfikowaliście? a może jednak nie? to wszystko przez filmy Pedro Almodovara, tam jest za dużo czerwonego, wyraźnie za dużo czerwonego:))) a czerwony jak wiadomo nie działa na byki, bo one widzą czarno-biało, tylko na torreadorów!:)
F65 zaburzenia preferencji seksualnych
(czy świat nie byłby łagodniejszy, gdyby księża i zakonnice rozładowywaliby sobie nawzajem to napięcie... ach, kto jeszcze lubi Freuda??? przecież on był genialny:))
R69 zaburzenia osobowości i zachowania u dorosłych, nieokreślone
(i jak tu się określić, żeby to było spostrzegane jako 'normalne', może się w ogóle nie określać?:))
R94 Zaburzenia funkcjonowania społecznego rozpoczynające się zwykle w dzieciństwie lub w wieku młodzieńczym
(to dla równowagi, żeby nie było, że tylko 'starość' jest tu problemem, 'młodość' też ma swoje prawa do własnych chorób i rozpoznań, to jest właśnie sprawiedliwość społeczna jak w 'Utopii' albo RÓWNOŚĆ jak w hasłach rewolucji francuskiej)
W05 upadek z fotela bujanego
W19 nieokreślony upadek (dgn. post mortem: IKAR:)
W56 kontakt ze zwierzęciem morskim (uwaga wszystkie Rusałki!!!:)
W43 narażenie na działanie wibracji
(to już prenatalnie niektórych traktują ultradźwiękami, infradźwięki są wszędzie, fale radiowe, fale radiowe mogą nam odkształcić mózg przez ukierunkowanie naszych myśli w niepożądane strony... nie wiem, które są pożądane, ale tak sobie wyobrażam, że nie przewiduję tego, co mi powie radio, jak je włączam,a nie wszystko mi się podoba, jednak podejmuję to ryzyko, bo lubię tych ludzi, co tam pracują:))
X50 Przemęczenie i przetrenowanie powtarzanymi ruchami (źródło: praca w fabryce, praca w korporacji, praca przy komputerze, praca w transporcie...)
X51 Podróż i ruch
(Przysłowiowy 'ruch to zdrowie' jest aktualnie passe...)
Y06 Zaniedbanie i porzucenie
Y07 inne nieprawidłowe traktowanie
(Takie niewłaściwe potraktowanie może powodować "Cierpienia młodego Wertera" ale kto by się tam cofał do Goethego-wszak żyjemy 'tu i teraz' nooo praawie:) jeśli nie żyjemy 'tam i kiedy indziej' i tam zawsze jest lepiej cholera;)
Y35 Interwencja prawna
(bo prawnicy tacy są!:)))
Y95 Warunki szpitalne
(dobra, no więc to nie są warunki ani naturalne ani komfortowe nie powinny być, żeby nikomu się nie chciało zostać dłużej, bo się okazuje, że jest lepiej niż w domu... a nieraz tak bywa, tak bywa...)
W98 Warunki związane z trybem życia
(sam wybierz swój tryb, mamy takie: oznajmujący, przypuszczający, rozkazujący:)
być może do wyboru trybu potrzebujemy sprzyjających warunków otoczenia? Nooo, to jak nie ma sprzyjających warunków, to należy zmienić otoczenie a tryb sam się zmieni:)
W81 ograniczenie przestrzeni lub wpadnięcie w środowiska o obniżonej zawartości tlenu (uwaga na wpadanie do zatłoczonych autobusów, samochodów stojących w korku oraz zadymionych dyskotek, a przynajmniej nie za długo...:)
W92 Narażenie na nadmierne ciepło wytworzone przez człowieka
(nie przylepiać się do nikogo na zbyt długo, żeby mu nie zaszkodzić:))
X11 kontakt z gorącą wodą z kranu (można oskarżyć firmę o nieuprzedzenie o tym narażeniu na powikłania zdrowotne, czysty zysk!:)
X32 Narażenie na światło słoneczne
(dlatego prewencyjnie jednak warto zrobić smog i zwiększyć emisję gazów cieplarnianych, przez taką warstwę ochronną będziemy trochę mniej 'narażeni' na 'porażenie' i trzeba by było jak najszybciej załatać dziurę ozonową, niech ktoś się tym zajmie:)
I już ostatnie moje ulubione uniwersalne rozpoznanie:
X57 NIEOKREŚLONY NIEDOBÓR
cdn.
poniedziałek, 15 marca 2010
czarny chleb i czarna kawa opętani samotnością w myślach wciąż szukają szczęścia, które zwie się WOLNOŚCIĄ
chleb żytni, chleb razowy, masło, czarna kawa...
nie wyobrażam sobie lepszego śniadania:)
margaryna jest obrzydliwa w smaku, więc nie może byś zdrowa:)
żadne statystyki nie powinny nikomu przysłaniać dobrego smaku!
a wszystkie sztuczne serki z aromatami identycznymi z naturalnym i borowikami, których nikt nie zbierał z lasu, bo wyrosły na wysypisku śmieci, przez co są tak zakonserwowane, że można je spożywać nawet post mortem, czyli po upływie terminu przydatności do spożycia naszych prawnucząt, są po prostu strasznym gównem, sorry
ale ludzie się uwielbiają konserwować za życia, bo wiadomo, że nikt się później już tak nimi nie zajmie, jak oni teraz sami sobą mogą, także carpe diem, carpe diem!:) [kiedyś pewien ktoś znajomy opowiadał mi o Horacym, że był wegetarianinem z przekonania, ale miał bardzo przywiązaną do tradycji mamusię i czasem dla niej rezygnował ze swoich ideałów, bo jak patrzyła na niego błagalnym wzrokiem pełnym miłości-wywołując w nim pokłady uczuć litości-i zadawała pytanie przed Wigilią: 'ale karpie zjesz?' to on pospiesznie potakiwał 'karpie zjem, karpie zjem', żeby ona już przestała tak patrzeć i kiedyś ktoś to usłyszał i przekręcił i zostało 'carpe diem' ale nawet sam Horacy nie wiedział co to znaczy]
instynktownie wybieramy wolność, ale sobie ją intelektualnie próbujemy wyperswadować...
miałam wczoraj dyżur i niesamowite zdarzenie (niesamowity finał, bo większość jest tak banalnie przewidywalnych, że szkoda pisać)
wieczorową porą...
kobieta (możliwie uznana przez 'średnią intelektualną' za 'poniżej normy IQ')
lat czterdzieści
wysłana przez innego lekarza z kompletnie innymi podejrzeniami (im więcej lekarzy na jednego pacjenta, tym więcej podejrzeń:))
ale z bólem w klatce piersiowej, bagatelizowanym od rana (tylko trochę zdenerwowana, że nie przechodzi)
i na EKG ewidentny zawał serca
w badaniach laboratoryjnych potwierdzenie tego rozpoznania
oczywiście wszystko próbuję robić 'zgodnie ze standardem postępowania'
rzekomo międzynarodowym, unijnym, amerykańskim, zachodnim, no takim:)
a kobieta się wyłamuje
nie ma ochoty zostać w szpitalu, przestało boleć-no to ona już dziękuje i pójdzie
tu kardiolog z Referencyjnego Ośrodka Hemodynamiki chce jej robić koronarografię, angioplastykę-tłumaczy, ona nic nie rozumie, ona słuchać nie zamierza...
kardiolog z oddziału- że to najwłaściwsze postępowanie, zalecone, rekomendowane
że jak ona wyjdzie, to może umrzeć
a ona chce wyjść i nie ma zamiaru umierać, bo ona ma coś do załatwienia pilnego w środę i to jest sprawa najwyższej wagi, bo to jest sprawa urzędowa
tu cała świta pielęgniarek, pielęgniarzy i lekarzy ją opierdziela, że ona do środy może nie dożyć i że żadna sprawa urzędowa nie może być ważniejsza od jej zdrowia
że musi teraz się oszczędzać i odpoczywać, bo to był stan zagrożenia życia
a ona owszem, odpocznie w domu i mamy ją wypuścić, bo ona nigdzie nie zostanie
aż przestaliśmy ją straszyć, żeby nam podpisała deklarację, że 'oświadcza, iż wbrew zaleceniom... naraża się na... jest w pełni świadoma' etc...
leki do domu, karetka i pojechała
i wygrała!:)
Wygrała w starciu ze służbą zdrowia (bo w kabarecie 'Tej' i skeczu 'Mamuśka' pewien wujek złamał sobie rękę uciekając przed zbierającymi dobrowolne składki na ochronę zdrowia:)
Wygrała ponieważ nam nie uwierzyła...
I wcale nie wiadomo co będzie ale tak samo nie wiadomo co by było gdyby:)
Ona się instynktownie bała szpitala (jak mój dziadek, który miał rację) bała się w nim zostać, przecież nikt nie bierze pod uwagę możliwości powikłań po leczeniu inwazyjnym, możliwości uszkodzenia tętnicy wieńcowej, tamponady osierdzia, powikłań poreperfuzyjnych, powikłań infekcyjnych, powikłań polekowych...
wszyscy są przekonaniu, że jak coś jest 'rekomendowane przez WHO' to jest 'naukowo udowodnione, udokumentowane' więc właściwe
a to jest tylko statystycznie właściwe
dla statystycznego obywatela (może u nas trzeba się nazywać Nowak albo Kowalski, żeby zareagować zgodnie ze statystycznymi rokowaniami czyli przewidywaniami???;)
a bywa zawsze po prostu rozmaicie, różnorodnie i tak niebywale jednak indywidualnie:)
leczenie konwencjonalne dla konwencjonalnych, a dla niekonwencjonalnych-leczenie niekonwencjonalne:)
muszę zrobić taki napis na murze sprayem w formie graffiti:)
w kolorze zielononiebieskim, modrym czyli:)
nadaję tej kobiecie oficjalny tytuł bohaterki miesiąca Marzec. Na serio. Nie wiem czy bym się zdobyła na taką odwagę, tylko lubię tak o sobie myśleć... nie słuchać tego, co mówią inni... słuchać siebie!!!
Jak w piosence Stinga:
"Be yourself, no matter what they say"
nie wyobrażam sobie lepszego śniadania:)
margaryna jest obrzydliwa w smaku, więc nie może byś zdrowa:)
żadne statystyki nie powinny nikomu przysłaniać dobrego smaku!
a wszystkie sztuczne serki z aromatami identycznymi z naturalnym i borowikami, których nikt nie zbierał z lasu, bo wyrosły na wysypisku śmieci, przez co są tak zakonserwowane, że można je spożywać nawet post mortem, czyli po upływie terminu przydatności do spożycia naszych prawnucząt, są po prostu strasznym gównem, sorry
ale ludzie się uwielbiają konserwować za życia, bo wiadomo, że nikt się później już tak nimi nie zajmie, jak oni teraz sami sobą mogą, także carpe diem, carpe diem!:) [kiedyś pewien ktoś znajomy opowiadał mi o Horacym, że był wegetarianinem z przekonania, ale miał bardzo przywiązaną do tradycji mamusię i czasem dla niej rezygnował ze swoich ideałów, bo jak patrzyła na niego błagalnym wzrokiem pełnym miłości-wywołując w nim pokłady uczuć litości-i zadawała pytanie przed Wigilią: 'ale karpie zjesz?' to on pospiesznie potakiwał 'karpie zjem, karpie zjem', żeby ona już przestała tak patrzeć i kiedyś ktoś to usłyszał i przekręcił i zostało 'carpe diem' ale nawet sam Horacy nie wiedział co to znaczy]
instynktownie wybieramy wolność, ale sobie ją intelektualnie próbujemy wyperswadować...
miałam wczoraj dyżur i niesamowite zdarzenie (niesamowity finał, bo większość jest tak banalnie przewidywalnych, że szkoda pisać)
wieczorową porą...
kobieta (możliwie uznana przez 'średnią intelektualną' za 'poniżej normy IQ')
lat czterdzieści
wysłana przez innego lekarza z kompletnie innymi podejrzeniami (im więcej lekarzy na jednego pacjenta, tym więcej podejrzeń:))
ale z bólem w klatce piersiowej, bagatelizowanym od rana (tylko trochę zdenerwowana, że nie przechodzi)
i na EKG ewidentny zawał serca
w badaniach laboratoryjnych potwierdzenie tego rozpoznania
oczywiście wszystko próbuję robić 'zgodnie ze standardem postępowania'
rzekomo międzynarodowym, unijnym, amerykańskim, zachodnim, no takim:)
a kobieta się wyłamuje
nie ma ochoty zostać w szpitalu, przestało boleć-no to ona już dziękuje i pójdzie
tu kardiolog z Referencyjnego Ośrodka Hemodynamiki chce jej robić koronarografię, angioplastykę-tłumaczy, ona nic nie rozumie, ona słuchać nie zamierza...
kardiolog z oddziału- że to najwłaściwsze postępowanie, zalecone, rekomendowane
że jak ona wyjdzie, to może umrzeć
a ona chce wyjść i nie ma zamiaru umierać, bo ona ma coś do załatwienia pilnego w środę i to jest sprawa najwyższej wagi, bo to jest sprawa urzędowa
tu cała świta pielęgniarek, pielęgniarzy i lekarzy ją opierdziela, że ona do środy może nie dożyć i że żadna sprawa urzędowa nie może być ważniejsza od jej zdrowia
że musi teraz się oszczędzać i odpoczywać, bo to był stan zagrożenia życia
a ona owszem, odpocznie w domu i mamy ją wypuścić, bo ona nigdzie nie zostanie
aż przestaliśmy ją straszyć, żeby nam podpisała deklarację, że 'oświadcza, iż wbrew zaleceniom... naraża się na... jest w pełni świadoma' etc...
leki do domu, karetka i pojechała
i wygrała!:)
Wygrała w starciu ze służbą zdrowia (bo w kabarecie 'Tej' i skeczu 'Mamuśka' pewien wujek złamał sobie rękę uciekając przed zbierającymi dobrowolne składki na ochronę zdrowia:)
Wygrała ponieważ nam nie uwierzyła...
I wcale nie wiadomo co będzie ale tak samo nie wiadomo co by było gdyby:)
Ona się instynktownie bała szpitala (jak mój dziadek, który miał rację) bała się w nim zostać, przecież nikt nie bierze pod uwagę możliwości powikłań po leczeniu inwazyjnym, możliwości uszkodzenia tętnicy wieńcowej, tamponady osierdzia, powikłań poreperfuzyjnych, powikłań infekcyjnych, powikłań polekowych...
wszyscy są przekonaniu, że jak coś jest 'rekomendowane przez WHO' to jest 'naukowo udowodnione, udokumentowane' więc właściwe
a to jest tylko statystycznie właściwe
dla statystycznego obywatela (może u nas trzeba się nazywać Nowak albo Kowalski, żeby zareagować zgodnie ze statystycznymi rokowaniami czyli przewidywaniami???;)
a bywa zawsze po prostu rozmaicie, różnorodnie i tak niebywale jednak indywidualnie:)
leczenie konwencjonalne dla konwencjonalnych, a dla niekonwencjonalnych-leczenie niekonwencjonalne:)
muszę zrobić taki napis na murze sprayem w formie graffiti:)
w kolorze zielononiebieskim, modrym czyli:)
nadaję tej kobiecie oficjalny tytuł bohaterki miesiąca Marzec. Na serio. Nie wiem czy bym się zdobyła na taką odwagę, tylko lubię tak o sobie myśleć... nie słuchać tego, co mówią inni... słuchać siebie!!!
Jak w piosence Stinga:
"Be yourself, no matter what they say"
sobota, 13 marca 2010
Nihil novi:)
TEATRZYK
ZIELONA GĘŚ
ma zaszczyt przedstawić:
ZASADY LECZENIA PRZEKAźNIKOWEGO
czyli tzw.
TERAPIĘ TRANSFEROWĄ
AKT I
LEKARZ I:
Co panu dolega?
PACJENT:
Noga.
LEKARZ I:
Noga? Wobec tego pójdzie pan na Oddział N.
PACJENT:
Ba, kiedy właśnie nie mogę chodzić.
LEKARZ I:
A, rzeczywiście. No to pana zaniosą.
AKT II
LEKARZ II:
Co panu dolega?
PACJENT:
Noga.
LEKARZ II:
A która?
PACJENT:
Lewa.
LEKARZ II:
Świetnie. Obywatelu Czerwiaczek, zanieście obywatela pacjenta na Oddział NL.
AKT III:
LEKARZ III:
Co panu dolega?
PACJENT:
Noga lewa.
LEKARZ III:
W porządku, ale czy ten ból ma charakter nerwowy, czy fizyczny?
PACJENT:
Nerwowy.
LEKARZ III:
Cudownie. Przenoszę pana na oddział cierpiących nerwowo
na lewą nogę, czyli Oddział NLN.
AKT IV
PACJENT:
Zaczyna mnie boleć głowa.
LEKARZ IV:
Byczo. Nareszcie będzie można nieco powiększyć statystykę
oddziału dla chorych umysłowo.
AKT V
LEKARZ V:
Smutno wygląda ten pacjent. Czy pan może tęskni do innego życia?
PACJENT:
O, tak, niezmiernie.
EPILOG:
Zajeżdża wytworny ekwipaż Zakładu Odpoczynkowego "WIECZNOŚĆ_AETERNITAS" i Pacjent wyzwolony od trosk, ale za to zaopatrzony w kilka tysięcy diagnoz, odjeżdża w znanym kierunku.
K u r t y n a
zapada na zawsze
ZIELONA GĘŚ
ma zaszczyt przedstawić:
ZASADY LECZENIA PRZEKAźNIKOWEGO
czyli tzw.
TERAPIĘ TRANSFEROWĄ
AKT I
LEKARZ I:
Co panu dolega?
PACJENT:
Noga.
LEKARZ I:
Noga? Wobec tego pójdzie pan na Oddział N.
PACJENT:
Ba, kiedy właśnie nie mogę chodzić.
LEKARZ I:
A, rzeczywiście. No to pana zaniosą.
AKT II
LEKARZ II:
Co panu dolega?
PACJENT:
Noga.
LEKARZ II:
A która?
PACJENT:
Lewa.
LEKARZ II:
Świetnie. Obywatelu Czerwiaczek, zanieście obywatela pacjenta na Oddział NL.
AKT III:
LEKARZ III:
Co panu dolega?
PACJENT:
Noga lewa.
LEKARZ III:
W porządku, ale czy ten ból ma charakter nerwowy, czy fizyczny?
PACJENT:
Nerwowy.
LEKARZ III:
Cudownie. Przenoszę pana na oddział cierpiących nerwowo
na lewą nogę, czyli Oddział NLN.
AKT IV
PACJENT:
Zaczyna mnie boleć głowa.
LEKARZ IV:
Byczo. Nareszcie będzie można nieco powiększyć statystykę
oddziału dla chorych umysłowo.
AKT V
LEKARZ V:
Smutno wygląda ten pacjent. Czy pan może tęskni do innego życia?
PACJENT:
O, tak, niezmiernie.
EPILOG:
Zajeżdża wytworny ekwipaż Zakładu Odpoczynkowego "WIECZNOŚĆ_AETERNITAS" i Pacjent wyzwolony od trosk, ale za to zaopatrzony w kilka tysięcy diagnoz, odjeżdża w znanym kierunku.
K u r t y n a
zapada na zawsze
piątek, 12 marca 2010
a to se ne vrati...
http://www.youtube.com/watch?v=z95jFK6UxW4&feature=related
lektura obowiązkowa (lektura w formie teledysku, takie rzeczy tylko w Erze;)
Dobranoc Ero:)
jak ja cholernie nie chciałabym się kiedy indziej urodzić...
no i gdzie indziej też nie:)
niech żyją Bociany!!!!!!!!!!!!!!!
i rośnie kapusta...
Jak one żyją, to my też możemy???!!!:)))
lektura obowiązkowa (lektura w formie teledysku, takie rzeczy tylko w Erze;)
Dobranoc Ero:)
jak ja cholernie nie chciałabym się kiedy indziej urodzić...
no i gdzie indziej też nie:)
niech żyją Bociany!!!!!!!!!!!!!!!
i rośnie kapusta...
Jak one żyją, to my też możemy???!!!:)))
środa, 10 marca 2010
Możliwy brak komórki:)
Być może ludzi można podzielić na tych, którzy wciąż coś gubią i niczego nie mogą dopilnować i tych, którzy znajdują, pilnują i raczej nie gubią?:) Ja należę do tych pierwszych... Wciąż mnie prześladują wizję braku czegoś istotnego, czego normalnie w ogóle nie staram się pilnować, ale w 'kluczowych' momentach okazuje się to niezbędnie konieczne-i nie trzeba daleko od tego kluczowego słowa kluczyć-bo na przykład są to klucze... Niezliczone ilości razy zapodziewały mi się gdzieś klucze, gubiłam albo gdzieś zostawiałam albo zapominałam oddać do szatni i zabierałam do domu, a potem musiałam wracać, żeby oddać, bo ktoś się nie mógł gdzieś przeze mnie dostać i ogólnie strasznie jest to dla mnie problematyczne i trudno mi się w tym pozamykanym świecie odnaleźć... Aktualnie on się staje coraz bardziej 'zakodowany' i to już w ogóle mnie przerasta! Kiedyś myślałam, że to takie fatum mojego nazwiska pod dyktanda dorosłych w stylu 'jesteś młoda, wszystkie drzwi stoją przed tobą otworem!' AKURAT!!! Głupi zamek i można wyrwać klamkę z zawiasów bez przekroczenia progu... Niektórzy wyrywają, inni całują, kwestia temperamentu;) Tak samo często jak klucze gubię portfel, najczęściej gubi się on sam bez mojego udziału w mojej własnej torbie i zawsze się tak skubany schowa, że ja już tworzę w głowie plan blokowania karty bankomatowej i wyrabiania sobie nowego dowodu rejestracyjnego, prawa jazdy i dowodu osobistego (nie traktuję osobiście żadnego z tych 'dowodów rzeczowych' , kto wymyślił tą nazwę???) a ponieważ większość moich znajomych tak się do tego przyzwyczaja, że nikt się nie przejmuje moimi gorączkowymi poszukiwaniami i realnym zmartwienia na czole marsem (nie mylić z batonem ani planetą;) a ja naprawdę się wtedy przez jakąś strasznie długą chwilę bardzo denerwuję (mój wewnętrzny zegar biologiczny robi mi w takich momentach brzydki psikus i prawie się zatrzymuje!!!) No ale potem najczęściej w końcu coś znajduję:) publiczność bije brawo, wręczają mi kwiaty, czekoladki i każą się uśmiechać do ukrytej kamery (odkąd przeczytałam "Świat Zofii" i potem obejrzałam "Truman Capote Show", nie przestaję grać w tych scenariuszach...) No i dziś właśnie tak miałam z komórką. Chciałam ją wyjąć z torby i im bardziej zaglądałam do środka, tym bardziej komórki tam nie było... I ponieważ byłam dziś w wielu różnych miejscach i nad jeziorem i na 'marcówce' (taki odpowiednik majówki bo słońce mamy na razie za darmo i to bardzo ekonomicznie wypada;) i trochę w lesie i w jakimś miejscu bardziej publicznym (chociaż nie domu:) i wszędzie, dosłownie wszędzie ta komórka mogła mi wypaść, nie przywiązuję wagi do tych wszystkich akcesoriów dopóki nie są mi do czegoś potrzebne... No i tak szukając i myśląc intensywnie co zrobię bez niej, aż się sama przeraziłam, jak bardzo jestem od tego małego 'g' zależna... Nie mam już od dawna telefonu stacjonarnego, nie mam absolutnie nigdzie zapisanych telefonów do moich przyjaciół, do rodziny, do nikogo prawie!!! Na pamięć znam tylko telefon stacjonarny rodziców, do których ostatecznie poszłabym zadzwonić z jakiejś budki telefonicznej (są jeszcze gdzieś budki telefoniczne, prawda??? Bo pewna nie jestem...) No ale co z resztą ludzi, z którymi tak bardzo chcę mieć kontakt, a są daleko i zupełnie inaczej niedostępni... "Niedostępny"-jeden z 'profili' na gadu-gadu, jak z niego kiedyś korzystałam (bo zawsze mnie ktoś w końcu do tego przekonywał, zakładał profil etc.) to zawsze miałam "niewidoczny" (co za absurd, nie cierpię tak gadać przez klikanie, nigdy się nie mogłabym tak w pełni wyrazić... nie rozumiem, jak można myśleć, że w ten sposób można kogoś w ogóle poznać?! A dźwięk głosu i ton i barwa lub jej odcień? A spojrzenie, wyraz twarzy lub jego kompletny brak? Zapach skóry, kształt oczu, ust i długość nosa? Brwi-szerokie czy skośne, czy się marszczą, a nos-czy się rusza i co to może znaczyć? Uszy, okulary, mam słabość do okularów... soczewki są takie banalne jednak, okulary nie są banalne... długość dłoni i kolor skóry, kolor oczu i włosów, ruch, sposób poruszania się, gesty... no ale co ja bym zrobiła bez komórki, gdybym nie mogła się z kimś tą drogą umówić??????????????????) I ile ludzi by się denerwowało, że nie odpisuję, że nie odbieram, nie dzwonię, znaku życia nie daję...
Masakra. Zniewalająca masakra piłą mechaniczną w moim medialnie ograniczonym umyśle:) To umyślnie tak nam zrobili!!! To wszystko made in China i to przez to nieszanowanie praw dziecka ani człowieka (trudno określić granicę 'inicjacji':) No proszę, cały świat widzi... Ten medialny świat ma się rozumieć... To nie cały, niecały... Jeszcze niecały na szczęście:) No i znalazłam:)
Masakra. Zniewalająca masakra piłą mechaniczną w moim medialnie ograniczonym umyśle:) To umyślnie tak nam zrobili!!! To wszystko made in China i to przez to nieszanowanie praw dziecka ani człowieka (trudno określić granicę 'inicjacji':) No proszę, cały świat widzi... Ten medialny świat ma się rozumieć... To nie cały, niecały... Jeszcze niecały na szczęście:) No i znalazłam:)
wtorek, 9 marca 2010
ZAKRYCIE AMERYKI (oryginalny Ildefons lub jego trzeci bliźniak, bo to zostanie na zawsze tajemnicą dopóki nie wyjaśni tego jakiś dziennikarz:)
Scena przedstawia statek Krzysztofa Kolumba,
dopływającego do brzegów amerykańskich.
MAJTEK NA MASZCIE:
Ziemia! Ziemia!
KRZYSZTOF KOLUMB:
(śpi znużony)
MAJTEK NA MASZCIE:
Panie Krzysztofie, niech pan wstanie! Zaraz nastąpi odkrycie Ameryki!
KRZYSZTOF KOLUMB:
Co? Odkrycie Ameryki? Nie warto. Zakryjcie ją z powrotem.
MAJTEK NA MASZCIE:
(zakrywa Amerykę z powrotem)
K u r t y n a
nie zapada,
bo w tym wypadku istnieje tylko
w wyobraźni oszczerców
dopływającego do brzegów amerykańskich.
MAJTEK NA MASZCIE:
Ziemia! Ziemia!
KRZYSZTOF KOLUMB:
(śpi znużony)
MAJTEK NA MASZCIE:
Panie Krzysztofie, niech pan wstanie! Zaraz nastąpi odkrycie Ameryki!
KRZYSZTOF KOLUMB:
Co? Odkrycie Ameryki? Nie warto. Zakryjcie ją z powrotem.
MAJTEK NA MASZCIE:
(zakrywa Amerykę z powrotem)
K u r t y n a
nie zapada,
bo w tym wypadku istnieje tylko
w wyobraźni oszczerców
Z serii "Męska Muzyka" GW
MAREK BIEŃCZYK (polski pisarz, historyk)
"-Nie lubię kibicować, grać (...) Nie lubię walki, zamiany siebie w samca alfa. Lubię utopijne poczucie braterstwa przy stole czy na korcie. Walka jest banalna. Jest taka oczywista w przewidywalności słów, które padną, zachowań, których się będzie świadkiem...
-o co mężczyzna walczy?
-Żeby stanęło na jego. Przyznam, że często nie umiem powiedzieć, co jest na moim. To moja stara śpiewka: nie lubię facetów przez to, że walczą. I twierdzą strasznie dużo, wszystko wiedzą. Facet, oczywiście facet modelowy, jakim go widzę, jest bytem skazanym na strategie i na stosowanie sposobów. To przede wszystkim przy mężczyznach trzeba udowadniać, że się jest mężczyzną. Czyli że jestem plemienny, prowadzę stado, jestem mocno określony i zdeterminowany, mam swoje wyspecjalizowane obszary zmagań i swoje metody oraz skuteczne numery. Ufam, że kobiety mają ciut więcej zdrowego rozsądku i autoironii, które pozwalają się poruszać poza polem walki."
Ależ nie istnieje inne pole, tylko 'kulisy':) Szczerze? Kobiety być może przez to że mają ciut więcej autoironii, są takie zawoalowanie przykre i ironiczne dla innych! Nie wiem kto nam autoironię wszczepił, chyba że mamy kompleksy na punkcie braku chromosomu Y i tak nam go często brakuje do tego 'zdrowego rozsądku'... Kobiety walczą podjazdowo i nieoficjalnie i być może jest to zupełnie niedostrzegalne z męskiej perspektywy, bo my się tak nie ujawniamy:) Potrafimy być magicznie romantyczne i tragicznie dramatyczne w zależności od potrzeby sytuacji czy oczekiwań otoczenia i chęci manipulacji nim (to może nawet i leży w ludzkiej naturze, trudno stwierdzić) To przede wszystkim przy kobietach trzeba udowadniać, że się jest kobietą. Czyli współcześnie-że się godzi przeróżnego rodzaju role i obowiązki, jest się 'spełnioną' żoną, matką lub pozornie niezależną singielką, osiąga się jakieś sukcesy w pracy i życiu zawodowym oraz ma się mnóstwo atrakcyjnych znajomości i uczestniczy się aktywnie w życiu towarzyskim... To niemożliwe ale można się kreować! Ja nie znam takich kobiet, bo 'nie odbieramy na tych samych falach' ale spotkałam takich kilka i taki wizerunek wyłania się z prasy i telewizji i jest podkręcany medialnie, więc to co piszę jest oczywiście też jedną wielką generalizacją... Ale nie ufałabym...wizja parytetu i równego podziału władzy pomiędzy płcie tylko z racji genotypu i bez względu na wykształcenie i merytoryczną wartość wypowiadanych treści jest dla mnie jakimś absurdalnym nieporozumieniem! Przez moment miałam do czynienia z kobietą na stanowisku kierowniczym i nieodpowiedzialność jej zachowania w miejscu, które bez poczucia odpowiedzialności w ogóle nie powinno funkcjonować, była dla mnie nie do zniesienia... Być może kobiety walczyłyby w polityce o zwiększenie dotacji na żłobki i przedszkola oraz wynagrodzenie dla nauczycieli i pielęgniarek zamiast przeznaczać je na tarcze antyrakietowe, samoloty F16, świątynie opatrzności lub inne meczety budżetowe czy społeczne synagogi, ale nie jest to pewne i wcale płeć nie dyktuje przecież żadnych rozwiązań, bo polityczne kalkulacje nie leżą w naturze biologii! Ważne żeby wybierać z namysłem, ale namysł może się pojawić jak ktoś zapoda jakiś pomysł, wytyczy cel i zaproponuje strategię czyli drogę do jego realizacji, a nie zrobi sobie profesjonalny makijaż i modną fryzurę, żeby się prezentować na wyborczym plakacie z jednym hasłem reklamowym jakby był serkiem homogenizowanym, czy społeczeństwo polskie też jest już tak bardzo amerykańsko-europejsko zunifikowane??? To brzmi jak zmumifikowane i pachnie niezdrowo... Chyba jeszcze nie wszystkim się od tych medialnych prionów zrobiło gąbczaste zwyrodnienie mózgu??? Gdzie Ci mężczyźni, co robili zamachy stanu i powstania, nawet jak nieudane-w tym była jakaś energia, optymizm, nadzieja! Czy faktycznie wszyscy mają depresję i nie mogą zasnąć??? Dlaczego nie mogą zasnąć??? Może coś by im przyszło do głowy w nocy, wszak spiskowcy w "Kordianie" się w nocy spotykali... I wcale nie chodzi o to, żeby kogoś usunąć, tylko żeby coś nowego wymyślić!!! Zamiast powtarzać utarte schematy i wirować wokół tych samych myślowych kręgów, co historycznie uznane... Ależ korporacje farmaceutyczne w końcu wszystkich uśpią, te wszystkie leki poprawiające nastrój, uspokajająco-nasenne, znieczulające na wszystko, są już coraz bardziej refundowane, narkotyki są strasznie tanio dostępne na tym rynku (globalna wioska) a potem pozostaje puścić sobie piosenkę: "Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga, chodź opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa..."
Więc tylko Grabaż ma już tego dość???
"Hej ty stary wiem co ty czujesz
Inni też tak czują
Ciągle mam świeże ślady na szyi po ukąszeniach żmii
Nie szukam sensu w sensie
Duszę się w tym kredensie
Z trudem przełykam ości flegmą wolności po soliterności
Czy mnie rozumiesz stary - raczej szukam kogoś do pary
Do pary z kimś bym mógł wysadzić to od tylca
Nie obudziłem tych co w życiu utopili się po uszy
Wokół jasnego celu - żądałem braterstwa duszy
Coraz mniej nam z oczu - wiem
Idzie definitywny Baach!!
Zostawiam pożegnalny list
Kopertę z moim DNA
Dalej po cichutku gra Radio Dalmacija*
Zgasiłem światło już
Mówisz białe nie jest złe - byle tylko je przespać
Co dzień wspinałeś się na stryczek, stałeś przy elektrycznych krzesłach
Lecz na tej swędzącej łące wszystkie miejsca są siedzące
Ty w tym wszystkim zapomniałeś jak wygląda słońce
Coraz mniej nam z oczu - wiem
Idzie definitywny Baach!!
Zostawiam pożegnalny list i
Kopertę z moim DNA
Dalej po cichutku gra Radio Dalmacija
Zgasiłem światło już
Hej ty stary wiem co ty czujesz
Inni też tak czują
Ciągle mam świeże ślady na szyi po ukąszeniach żmii
Nie szukam sensu w sensie
Duszę się w tym kredensie
Z trudem przełykam ości flegmą wolności po soliterności
Zapłaciłeś stary już wszystkie raty i wysiadłeś na końcowej stacji
Zostałeś człowiekowrakiem - znak, że byłeś w Korporacji
Biją się Wielkie Nieba i jest dużo czerwonych kartek w tym meczu
Choć i tak tu nikt nie wyjdzie na swoje
I tak niczyje nie będzie na wierzchu
Coraz mniej nam z oczu - wiem
Idzie definitywny BACH
Zostawiam pożegnalny list i
Kopertę z moim DNA
Dalej po cichutku gra Radio Dalmacija
Zgasiłem światło już
Bardzo chce mi się spać"
A jak Grabaż zaśnie przy pomocy Syzyfa, to kto się Taki znajdzie? Prometeusz???
*Dalmacja: W starożytności była prowincją rzymską. Zasiedlona przez plemiona słowiańskie w VI-VII wieku. OD XII do XVIII wieku o Dalmację rywalizowały Węgry, Wenecja i Turcja. W 1797 roku utracona przez Wenecję na rzecz Habsburgów. 1815-1918 Królestwo Dalmacji - kraj koronny Cesarstwa Austriackiego.
(źródło: Wikipedia:) ("a źródło a źródło wciąż bije...")
Przecież nie można wierzyć w Wikipedię, ufać wujkowi Google ani oprzeć się na internecie, to tylko taka sieć... wszystkie współczesne dzieciaki w nią wpadają, ale nie wszystkie bezpowrotnie...
"Życie to nie teatr, Ty mi na to dopowiadasz
życie to nie tylko kolorowa maskarada
Życie jest piękniejsze i straszniejsze jeszcze jest
Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć"
(E.Stachura)
Trzeba wyjść 'na dwór', 'na pole' czy jak to tam się u kogo mówiło...
A najlepiej jako rzecze Olga Lipińska:
"Idźcie przez zboże, we wsi Moskal stoi!"
to był w dzieciństwie mój ulubiony tekst z tego kabaretu, choć za grosz tego nie rozumiałam:)
"-Nie lubię kibicować, grać (...) Nie lubię walki, zamiany siebie w samca alfa. Lubię utopijne poczucie braterstwa przy stole czy na korcie. Walka jest banalna. Jest taka oczywista w przewidywalności słów, które padną, zachowań, których się będzie świadkiem...
-o co mężczyzna walczy?
-Żeby stanęło na jego. Przyznam, że często nie umiem powiedzieć, co jest na moim. To moja stara śpiewka: nie lubię facetów przez to, że walczą. I twierdzą strasznie dużo, wszystko wiedzą. Facet, oczywiście facet modelowy, jakim go widzę, jest bytem skazanym na strategie i na stosowanie sposobów. To przede wszystkim przy mężczyznach trzeba udowadniać, że się jest mężczyzną. Czyli że jestem plemienny, prowadzę stado, jestem mocno określony i zdeterminowany, mam swoje wyspecjalizowane obszary zmagań i swoje metody oraz skuteczne numery. Ufam, że kobiety mają ciut więcej zdrowego rozsądku i autoironii, które pozwalają się poruszać poza polem walki."
Ależ nie istnieje inne pole, tylko 'kulisy':) Szczerze? Kobiety być może przez to że mają ciut więcej autoironii, są takie zawoalowanie przykre i ironiczne dla innych! Nie wiem kto nam autoironię wszczepił, chyba że mamy kompleksy na punkcie braku chromosomu Y i tak nam go często brakuje do tego 'zdrowego rozsądku'... Kobiety walczą podjazdowo i nieoficjalnie i być może jest to zupełnie niedostrzegalne z męskiej perspektywy, bo my się tak nie ujawniamy:) Potrafimy być magicznie romantyczne i tragicznie dramatyczne w zależności od potrzeby sytuacji czy oczekiwań otoczenia i chęci manipulacji nim (to może nawet i leży w ludzkiej naturze, trudno stwierdzić) To przede wszystkim przy kobietach trzeba udowadniać, że się jest kobietą. Czyli współcześnie-że się godzi przeróżnego rodzaju role i obowiązki, jest się 'spełnioną' żoną, matką lub pozornie niezależną singielką, osiąga się jakieś sukcesy w pracy i życiu zawodowym oraz ma się mnóstwo atrakcyjnych znajomości i uczestniczy się aktywnie w życiu towarzyskim... To niemożliwe ale można się kreować! Ja nie znam takich kobiet, bo 'nie odbieramy na tych samych falach' ale spotkałam takich kilka i taki wizerunek wyłania się z prasy i telewizji i jest podkręcany medialnie, więc to co piszę jest oczywiście też jedną wielką generalizacją... Ale nie ufałabym...wizja parytetu i równego podziału władzy pomiędzy płcie tylko z racji genotypu i bez względu na wykształcenie i merytoryczną wartość wypowiadanych treści jest dla mnie jakimś absurdalnym nieporozumieniem! Przez moment miałam do czynienia z kobietą na stanowisku kierowniczym i nieodpowiedzialność jej zachowania w miejscu, które bez poczucia odpowiedzialności w ogóle nie powinno funkcjonować, była dla mnie nie do zniesienia... Być może kobiety walczyłyby w polityce o zwiększenie dotacji na żłobki i przedszkola oraz wynagrodzenie dla nauczycieli i pielęgniarek zamiast przeznaczać je na tarcze antyrakietowe, samoloty F16, świątynie opatrzności lub inne meczety budżetowe czy społeczne synagogi, ale nie jest to pewne i wcale płeć nie dyktuje przecież żadnych rozwiązań, bo polityczne kalkulacje nie leżą w naturze biologii! Ważne żeby wybierać z namysłem, ale namysł może się pojawić jak ktoś zapoda jakiś pomysł, wytyczy cel i zaproponuje strategię czyli drogę do jego realizacji, a nie zrobi sobie profesjonalny makijaż i modną fryzurę, żeby się prezentować na wyborczym plakacie z jednym hasłem reklamowym jakby był serkiem homogenizowanym, czy społeczeństwo polskie też jest już tak bardzo amerykańsko-europejsko zunifikowane??? To brzmi jak zmumifikowane i pachnie niezdrowo... Chyba jeszcze nie wszystkim się od tych medialnych prionów zrobiło gąbczaste zwyrodnienie mózgu??? Gdzie Ci mężczyźni, co robili zamachy stanu i powstania, nawet jak nieudane-w tym była jakaś energia, optymizm, nadzieja! Czy faktycznie wszyscy mają depresję i nie mogą zasnąć??? Dlaczego nie mogą zasnąć??? Może coś by im przyszło do głowy w nocy, wszak spiskowcy w "Kordianie" się w nocy spotykali... I wcale nie chodzi o to, żeby kogoś usunąć, tylko żeby coś nowego wymyślić!!! Zamiast powtarzać utarte schematy i wirować wokół tych samych myślowych kręgów, co historycznie uznane... Ależ korporacje farmaceutyczne w końcu wszystkich uśpią, te wszystkie leki poprawiające nastrój, uspokajająco-nasenne, znieczulające na wszystko, są już coraz bardziej refundowane, narkotyki są strasznie tanio dostępne na tym rynku (globalna wioska) a potem pozostaje puścić sobie piosenkę: "Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga, chodź opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa..."
Więc tylko Grabaż ma już tego dość???
"Hej ty stary wiem co ty czujesz
Inni też tak czują
Ciągle mam świeże ślady na szyi po ukąszeniach żmii
Nie szukam sensu w sensie
Duszę się w tym kredensie
Z trudem przełykam ości flegmą wolności po soliterności
Czy mnie rozumiesz stary - raczej szukam kogoś do pary
Do pary z kimś bym mógł wysadzić to od tylca
Nie obudziłem tych co w życiu utopili się po uszy
Wokół jasnego celu - żądałem braterstwa duszy
Coraz mniej nam z oczu - wiem
Idzie definitywny Baach!!
Zostawiam pożegnalny list
Kopertę z moim DNA
Dalej po cichutku gra Radio Dalmacija*
Zgasiłem światło już
Mówisz białe nie jest złe - byle tylko je przespać
Co dzień wspinałeś się na stryczek, stałeś przy elektrycznych krzesłach
Lecz na tej swędzącej łące wszystkie miejsca są siedzące
Ty w tym wszystkim zapomniałeś jak wygląda słońce
Coraz mniej nam z oczu - wiem
Idzie definitywny Baach!!
Zostawiam pożegnalny list i
Kopertę z moim DNA
Dalej po cichutku gra Radio Dalmacija
Zgasiłem światło już
Hej ty stary wiem co ty czujesz
Inni też tak czują
Ciągle mam świeże ślady na szyi po ukąszeniach żmii
Nie szukam sensu w sensie
Duszę się w tym kredensie
Z trudem przełykam ości flegmą wolności po soliterności
Zapłaciłeś stary już wszystkie raty i wysiadłeś na końcowej stacji
Zostałeś człowiekowrakiem - znak, że byłeś w Korporacji
Biją się Wielkie Nieba i jest dużo czerwonych kartek w tym meczu
Choć i tak tu nikt nie wyjdzie na swoje
I tak niczyje nie będzie na wierzchu
Coraz mniej nam z oczu - wiem
Idzie definitywny BACH
Zostawiam pożegnalny list i
Kopertę z moim DNA
Dalej po cichutku gra Radio Dalmacija
Zgasiłem światło już
Bardzo chce mi się spać"
A jak Grabaż zaśnie przy pomocy Syzyfa, to kto się Taki znajdzie? Prometeusz???
*Dalmacja: W starożytności była prowincją rzymską. Zasiedlona przez plemiona słowiańskie w VI-VII wieku. OD XII do XVIII wieku o Dalmację rywalizowały Węgry, Wenecja i Turcja. W 1797 roku utracona przez Wenecję na rzecz Habsburgów. 1815-1918 Królestwo Dalmacji - kraj koronny Cesarstwa Austriackiego.
(źródło: Wikipedia:) ("a źródło a źródło wciąż bije...")
Przecież nie można wierzyć w Wikipedię, ufać wujkowi Google ani oprzeć się na internecie, to tylko taka sieć... wszystkie współczesne dzieciaki w nią wpadają, ale nie wszystkie bezpowrotnie...
"Życie to nie teatr, Ty mi na to dopowiadasz
życie to nie tylko kolorowa maskarada
Życie jest piękniejsze i straszniejsze jeszcze jest
Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć"
(E.Stachura)
Trzeba wyjść 'na dwór', 'na pole' czy jak to tam się u kogo mówiło...
A najlepiej jako rzecze Olga Lipińska:
"Idźcie przez zboże, we wsi Moskal stoi!"
to był w dzieciństwie mój ulubiony tekst z tego kabaretu, choć za grosz tego nie rozumiałam:)
poniedziałek, 8 marca 2010
generyki konstantego (próbka bezpłatna, not for sale)
TRZY WERSJE (NIE)PRAWDOPODOBNYCH ZDARZEŃ:
UWAGA, UWAGA!
TEATR MAGICZNY (TYLKO DLA OBŁĄKANYCH STEPOWYCH WILKÓW...)
przedstawia
wersję pierwszą
WYSTĘPUJĄ: Adam, Ewa, Eskulap
Miejsce: Raj
Czas: Przeminął z Wiatrem (Wind of change)
Eskulap: Ewo, zjedz jabłko a gryza daj Adamowi
Adam: Daj gryza, daj gryza!
Ewa: Nie, to moje jabłko (zjada w całości) ogryzek, zgryzek-kto cie lubi?
Eskulap: Diagnoza-bulimia nervosa
Adam: Nieładnie, postąpiłaś niezgodnie z unijnymi standardami Biblii
Ewa: No to spadam, a Ty siedź dalej w swoim Raju, masz teraz monopol, a ja mam Tarę tylko dla siebie... A o reszcie pomyślę jutro!
KURTYNA
wersję drugą
WYSTĘPUJĄ: Adam, Ewa, Eskulap, pan Bóg
Miejsce: Raj
Czas: Poszedł z Duchem (ledwie go nie wyzionął...)
Eskulap: Ewo, zjedz to jabłko i podziel się z Adamem
Ewa: (sprawia wrażenie głuchej, nie reaguje)
Adam (akurat Mickiewicz): "Słuchaj dzieweczko, ona nie słucha, to dzień biały, to miasteczko- przy tobie nie ma żywego ducha (...) to jak martwa opoka, nie zwróci w stronę oka..."
Eskulap: Diagnoza- Anorexia nervosa
Adam: Niedobrze, według klasyfikacji amerykańskiej wersji Biblii pozbawiasz się niezbędnych witamin i minerałów oraz błonnika, a on wpływa korzystnie na trawienie!
Ewa: (nie reaguje... myśli z przerażeniem o chorobie cywilizacyjnej: otyłość, zespół metaboliczny, nadciśnienie, cukrzyca, hipercholesterolemia, zakrzepowe zapalenie żył kończyn dolnych, zatorowość płucna, zawał, udar, konieczność zastosowania najlepszej z wszystkich diet oczyszczających: niezanieczyszczająca głodówka, medytacja, odżywianie światłem dzięki tęczówkowej syntezie chlorofilu... oddech kontrolowany)
Pan Bóg: Trzeba ją gdzieś wysłać, nie należy chorować w Raju, nie znam się na tym
Eskulap: Wypiszę skierowanie... na psychiatrię czy oddział intensywnej terapii?
Pan Bóg: A rób, co uważasz, byle szybko, z nią nie ma kontaktu!
Eskulap: Co Ty wiesz o kobietach...
KURTYNA
wersję trzecią (ostatecznie głupią:)
Występują: Pan Bóg, Eskulap, Adam i Ewa
Miejsce: Raj
Czas: Odwieczność
Eskulap: Adamie i Ewo, zejdźcie na ziemię sami, tam jest pełno jabłoni i nikt nie zabrania... Poznajcie się lepiej, czy wy w ogóle do siebie pasujecie???
Myślicie, że jesteście sobie przeznaczeni? Ależ nie ma czegoś takiego... Nikt nie jest na nikogo skazany, żyć to wybierać!
Adam i Ewa: (schodzą)
Pan Bóg: Fantastycznie, doktorze! Pozbyliśmy się ich obu na szczęście:) W dowód wdzięczności mam tu dla pana najwytrawniejszą nalewkę z jabłek (smak raju na długie, dyżurowe wieczory...)
Eskulap: Nie biorę, wszędzie czyha CBA
Pan Bóg: Ależ proszę Pana, to nie łapówka tylko dowód wdzięczności... proszę się nie obawiać... poza tym, proszę się rozejrzeć-tu nie ma żadnych ukrytych kamer, jesteśmy sami i zachowam pełną dyskrecję-primum: tacere
Eskulap: Trele morele, a potem mnie wyprowadzą ze szpitala w kajdankach i wszystko nakręci masońska telewizja TVN i uduszą mnie moherowym beretem, spadam i nie fatyguj się-sam się strącę i nie funduj mi przenigdy życia wiecznego, bo ja nie funkcjonuję bez myśli samobójczych a w wieczności byłyby niemożliwe, co byłoby nie do zniesienia na dłuższą metę... bywaj zdrów!
Pan Bóg: To spadaj na tę Twoją Wenus i niech Cię Piekło pochłonie:)
Eskulap: A Ty siedź dalej na Merkurym i uważaj, żebyś się nie przegrzał, bo mamy globalne ocieplenie, pamiętasz?
Pan Bóg: Nic mnie to nie obchodzi, to nie moja sprawka, w razie 'W' zrobimy potop jak zawsze:)
Eskulap: My? No cóż, wybacz ale umywam od tego ręce... Chirurgicznie:)
EPILOG
John Milton pisze "Raj utracony" i wszyscy płaczą w stronę odkrytych kamer...
K U R T Y N A
Wszelkie podobieństwo występujących postaci do postaci występujących gdzie indziej jest zupełnie przypadkowe, niezamierzone i nie mieści mi się w głowie ani mi się śni:)
UWAGA, UWAGA!
TEATR MAGICZNY (TYLKO DLA OBŁĄKANYCH STEPOWYCH WILKÓW...)
przedstawia
wersję pierwszą
WYSTĘPUJĄ: Adam, Ewa, Eskulap
Miejsce: Raj
Czas: Przeminął z Wiatrem (Wind of change)
Eskulap: Ewo, zjedz jabłko a gryza daj Adamowi
Adam: Daj gryza, daj gryza!
Ewa: Nie, to moje jabłko (zjada w całości) ogryzek, zgryzek-kto cie lubi?
Eskulap: Diagnoza-bulimia nervosa
Adam: Nieładnie, postąpiłaś niezgodnie z unijnymi standardami Biblii
Ewa: No to spadam, a Ty siedź dalej w swoim Raju, masz teraz monopol, a ja mam Tarę tylko dla siebie... A o reszcie pomyślę jutro!
KURTYNA
wersję drugą
WYSTĘPUJĄ: Adam, Ewa, Eskulap, pan Bóg
Miejsce: Raj
Czas: Poszedł z Duchem (ledwie go nie wyzionął...)
Eskulap: Ewo, zjedz to jabłko i podziel się z Adamem
Ewa: (sprawia wrażenie głuchej, nie reaguje)
Adam (akurat Mickiewicz): "Słuchaj dzieweczko, ona nie słucha, to dzień biały, to miasteczko- przy tobie nie ma żywego ducha (...) to jak martwa opoka, nie zwróci w stronę oka..."
Eskulap: Diagnoza- Anorexia nervosa
Adam: Niedobrze, według klasyfikacji amerykańskiej wersji Biblii pozbawiasz się niezbędnych witamin i minerałów oraz błonnika, a on wpływa korzystnie na trawienie!
Ewa: (nie reaguje... myśli z przerażeniem o chorobie cywilizacyjnej: otyłość, zespół metaboliczny, nadciśnienie, cukrzyca, hipercholesterolemia, zakrzepowe zapalenie żył kończyn dolnych, zatorowość płucna, zawał, udar, konieczność zastosowania najlepszej z wszystkich diet oczyszczających: niezanieczyszczająca głodówka, medytacja, odżywianie światłem dzięki tęczówkowej syntezie chlorofilu... oddech kontrolowany)
Pan Bóg: Trzeba ją gdzieś wysłać, nie należy chorować w Raju, nie znam się na tym
Eskulap: Wypiszę skierowanie... na psychiatrię czy oddział intensywnej terapii?
Pan Bóg: A rób, co uważasz, byle szybko, z nią nie ma kontaktu!
Eskulap: Co Ty wiesz o kobietach...
KURTYNA
wersję trzecią (ostatecznie głupią:)
Występują: Pan Bóg, Eskulap, Adam i Ewa
Miejsce: Raj
Czas: Odwieczność
Eskulap: Adamie i Ewo, zejdźcie na ziemię sami, tam jest pełno jabłoni i nikt nie zabrania... Poznajcie się lepiej, czy wy w ogóle do siebie pasujecie???
Myślicie, że jesteście sobie przeznaczeni? Ależ nie ma czegoś takiego... Nikt nie jest na nikogo skazany, żyć to wybierać!
Adam i Ewa: (schodzą)
Pan Bóg: Fantastycznie, doktorze! Pozbyliśmy się ich obu na szczęście:) W dowód wdzięczności mam tu dla pana najwytrawniejszą nalewkę z jabłek (smak raju na długie, dyżurowe wieczory...)
Eskulap: Nie biorę, wszędzie czyha CBA
Pan Bóg: Ależ proszę Pana, to nie łapówka tylko dowód wdzięczności... proszę się nie obawiać... poza tym, proszę się rozejrzeć-tu nie ma żadnych ukrytych kamer, jesteśmy sami i zachowam pełną dyskrecję-primum: tacere
Eskulap: Trele morele, a potem mnie wyprowadzą ze szpitala w kajdankach i wszystko nakręci masońska telewizja TVN i uduszą mnie moherowym beretem, spadam i nie fatyguj się-sam się strącę i nie funduj mi przenigdy życia wiecznego, bo ja nie funkcjonuję bez myśli samobójczych a w wieczności byłyby niemożliwe, co byłoby nie do zniesienia na dłuższą metę... bywaj zdrów!
Pan Bóg: To spadaj na tę Twoją Wenus i niech Cię Piekło pochłonie:)
Eskulap: A Ty siedź dalej na Merkurym i uważaj, żebyś się nie przegrzał, bo mamy globalne ocieplenie, pamiętasz?
Pan Bóg: Nic mnie to nie obchodzi, to nie moja sprawka, w razie 'W' zrobimy potop jak zawsze:)
Eskulap: My? No cóż, wybacz ale umywam od tego ręce... Chirurgicznie:)
EPILOG
John Milton pisze "Raj utracony" i wszyscy płaczą w stronę odkrytych kamer...
K U R T Y N A
Wszelkie podobieństwo występujących postaci do postaci występujących gdzie indziej jest zupełnie przypadkowe, niezamierzone i nie mieści mi się w głowie ani mi się śni:)
sobota, 6 marca 2010
MILOŚĆ z Teatru Zielona Gęś (Ildefons:)
Osoby:
ON&ONA
ON
(poeta):
Mario, kocham Cię. Kocham tak, jak nikt przedtem, i potem.
Jak nikt na świecie. Jak nikt w dziejach.
Tak nie kochał ani Dante, ani Don Juan. Miłość.
Czy ty rozumiesz, co to jest miłość?
ONA
(medyczka):
Rozumiem. Jest to psychiczna hypermetamorfoza
prowadząca do hypercenestezji, co w konsekwencji
daje angiopatyczną neurastenię.
ON:
Dziękuję.
K u r t y n a
spada ze złowieszczym świstem
Rp. Chorować, chorować, chorować i nigdy się nie wyleczyć!!!!!!!!!!!!!!!!!:)))))
M.f.Extractum Opii sppissum... dosis letalis:)
(przyp. red.)
Red: Mylisz się, jestem Blue...
ON&ONA
ON
(poeta):
Mario, kocham Cię. Kocham tak, jak nikt przedtem, i potem.
Jak nikt na świecie. Jak nikt w dziejach.
Tak nie kochał ani Dante, ani Don Juan. Miłość.
Czy ty rozumiesz, co to jest miłość?
ONA
(medyczka):
Rozumiem. Jest to psychiczna hypermetamorfoza
prowadząca do hypercenestezji, co w konsekwencji
daje angiopatyczną neurastenię.
ON:
Dziękuję.
K u r t y n a
spada ze złowieszczym świstem
Rp. Chorować, chorować, chorować i nigdy się nie wyleczyć!!!!!!!!!!!!!!!!!:)))))
M.f.Extractum Opii sppissum... dosis letalis:)
(przyp. red.)
Red: Mylisz się, jestem Blue...
piątek, 5 marca 2010
Lekcja cierpliwości wg Beaty Pawlikowskiej
Beatą Pawlikowską jestem zafascynowana odkąd przeczytałam jej książki "W dżungli życia" a potem "W dżungli miłości" a następnie te książki pożyczałam moim pacjentom z grupy tak zwanej 'młodzieży z problemami' (tak jakby istniała kiedyś młodzież bez problemów lub kategoria wiekowa do rangi problemów była jakąś 'normą'-dygresja:)
Uważam że te książki powinny być obowiązkowymi lekturami dla wszystkich, bo naprawdę zmieniają spojrzenie na świat przez zmianę perspektywy kulturowo-cywilizacyjnej...
Beata Pawlikowska jeździ co roku do Ameryki Południowej i szczególnie lubi zagłębiać się w tropikalne puszcze, poznała empirycznie życie Indian i jest można powiedzieć pod wpływem czyli 'in spiro' :)
To ona mi pierwsza zapodała pomysł, że w naszej białej kulturze dominuje przysłowie 'w zdrowym ciele zdrowy duch' a według Indian jest dokładnie odwrotnie...
Ja tam nie wiem:)
Wiem, że prowadzimy ciągły wyścig z czasem i rzadko sobie uświadamiamy, że go nigdy nie wygramy i że być może lepiej się z nim jakoś dogadać zanim nasz prześcignie?
Mam fajny opis relacji z pierwszej ręki (Beaty Pawlikowskiej naturalnie;) oczekiwania na łódko-taksówkę w pobliżu Amazonki-cytuję:
"Wszyscy przybyli tu, aby c z e k a ć. To jest jedna z podstawowych umiejętności, jakie należy posiadać w Ameryce Południowej. Czeka się na spóźnionych gości i na spóźniających się gospodarzy, czeka się na towar, który miał dojechać przed tygodniem, czeka się na kierowcę autobusu, na list wysłany rok wcześniej, na opóźniony o kilka godzin odlot samolotu. Czeka się też na załatwienie każdej nawet najprostszej sprawy, bo złożone dokumenty muszą odleżeć pewien czas i odczekać aż pokryje je dostojny urzędniczy kurz. Nie ma pośpiechu. Czego się nie zrobi dzisiasj, zrobi się jutro. Zawsze przecież jest jakieś "jutro" (...)
Uroki źle działającego systemu, a raczej-należałoby powiedzieć-iluzji systemu, który polega na tym co się komu wydaje, że może nastąpić i co ostatecznie nie następuje, ponieważ zwykle zdarza się coś zupełnie nieprzewidzianego. A umiejętność życia tutaj polega na tym, żeby nie spodziewać się niczego, ale z wdzięcznością przyjmować to, co nadchodzi."
Czy to nie jest jakaś wyższa kultura niż ta "tu i teraz"?
Czy Horacy z tym całym carpe diem nie umarł zbyt młodo, żeby się tym nacieszyć?
O tym innym odczuwaniu czasu pisał też Kapuściński po pobytach w Afryce-jak czekał na autobus aż się 'napełni' ludźmi... I że on nie pojedzie zanim ludzie się nie zgromadzą i nikt tego nie określa w tym wymiarze pozornie fizycznym:)
Jak z "Lewe lewe love" Kazika "ten pociąg nie pojedzie jeśli ty w nim nie będziesz"
:)
Pamiętam ten luz z Hiszpanii-wszyscy się spóźniali wszędzie a najważniejszą porą dnia była sjesta i tego święta przestrzegał każdy z wyjątkiem 'wkurzonych turystów z Zachodu' ('to oburzające, że nie można teraz nic zjeść, jak to możliwe, że wszystko jest teraz pozamykane, mamo-ja chcę teraz pamiątki, masz mi kupić!')
hmm...
Pamiętam, że na żadnym przystanku nie było rozkładu jazdy, a autobusy jeździły jak wyszło i czasem przez pół godziny nie jechało nic, a potem pod rząd dwa o tych samych numerach:))
I to nie było prowincjonalne miasteczko, tylko Granada, całkiem duże miasto przepięknego rejonu Andaluzji... Pełne słońca i parków-i tylko w tych parkach można było wytrzymać w dzień w gruncie rzeczy (bo to było oczywiście lato:)
I jeszcze Pawlikowska:
"Czasem myślę, że na tym właśnie polega p r a w d z i w e życie: przestać się śpieszyć. Nie musieć nigdzie być ani iść. Nie mieć nic do załatwienia. Niczym się nie stresować. Nie musieć spełniać niczyich oczekiwań. Oddalić się od ludzi, od pracy, obowiązków. Zaznać całkowitego spokoju. Żyć w zgodzie ze sobą. Patrzeć w niebo i cieszyć się wolnością (...) Wydaje się, że potrafią to tylko Indianie i buddyjscy mnisi."
Ale można próbować się choć na chwilę do tego zbliżyć?
Wyłączyć telewizję, ogłuchnąć na wiadomości w radio i przestać na chwilę śledzić najnowsze wydarzenia w gazetach, tak jakbyśmy musieli wciąż być 'na bieżąco' i mieć zdanie na każdy temat, wypowiedzieć się, zająć stanowisko... Żadna decyzja polityczna i tak się nie cofnie od naszej dezaprobaty:) Szkoda czasu...
Uważam że te książki powinny być obowiązkowymi lekturami dla wszystkich, bo naprawdę zmieniają spojrzenie na świat przez zmianę perspektywy kulturowo-cywilizacyjnej...
Beata Pawlikowska jeździ co roku do Ameryki Południowej i szczególnie lubi zagłębiać się w tropikalne puszcze, poznała empirycznie życie Indian i jest można powiedzieć pod wpływem czyli 'in spiro' :)
To ona mi pierwsza zapodała pomysł, że w naszej białej kulturze dominuje przysłowie 'w zdrowym ciele zdrowy duch' a według Indian jest dokładnie odwrotnie...
Ja tam nie wiem:)
Wiem, że prowadzimy ciągły wyścig z czasem i rzadko sobie uświadamiamy, że go nigdy nie wygramy i że być może lepiej się z nim jakoś dogadać zanim nasz prześcignie?
Mam fajny opis relacji z pierwszej ręki (Beaty Pawlikowskiej naturalnie;) oczekiwania na łódko-taksówkę w pobliżu Amazonki-cytuję:
"Wszyscy przybyli tu, aby c z e k a ć. To jest jedna z podstawowych umiejętności, jakie należy posiadać w Ameryce Południowej. Czeka się na spóźnionych gości i na spóźniających się gospodarzy, czeka się na towar, który miał dojechać przed tygodniem, czeka się na kierowcę autobusu, na list wysłany rok wcześniej, na opóźniony o kilka godzin odlot samolotu. Czeka się też na załatwienie każdej nawet najprostszej sprawy, bo złożone dokumenty muszą odleżeć pewien czas i odczekać aż pokryje je dostojny urzędniczy kurz. Nie ma pośpiechu. Czego się nie zrobi dzisiasj, zrobi się jutro. Zawsze przecież jest jakieś "jutro" (...)
Uroki źle działającego systemu, a raczej-należałoby powiedzieć-iluzji systemu, który polega na tym co się komu wydaje, że może nastąpić i co ostatecznie nie następuje, ponieważ zwykle zdarza się coś zupełnie nieprzewidzianego. A umiejętność życia tutaj polega na tym, żeby nie spodziewać się niczego, ale z wdzięcznością przyjmować to, co nadchodzi."
Czy to nie jest jakaś wyższa kultura niż ta "tu i teraz"?
Czy Horacy z tym całym carpe diem nie umarł zbyt młodo, żeby się tym nacieszyć?
O tym innym odczuwaniu czasu pisał też Kapuściński po pobytach w Afryce-jak czekał na autobus aż się 'napełni' ludźmi... I że on nie pojedzie zanim ludzie się nie zgromadzą i nikt tego nie określa w tym wymiarze pozornie fizycznym:)
Jak z "Lewe lewe love" Kazika "ten pociąg nie pojedzie jeśli ty w nim nie będziesz"
:)
Pamiętam ten luz z Hiszpanii-wszyscy się spóźniali wszędzie a najważniejszą porą dnia była sjesta i tego święta przestrzegał każdy z wyjątkiem 'wkurzonych turystów z Zachodu' ('to oburzające, że nie można teraz nic zjeść, jak to możliwe, że wszystko jest teraz pozamykane, mamo-ja chcę teraz pamiątki, masz mi kupić!')
hmm...
Pamiętam, że na żadnym przystanku nie było rozkładu jazdy, a autobusy jeździły jak wyszło i czasem przez pół godziny nie jechało nic, a potem pod rząd dwa o tych samych numerach:))
I to nie było prowincjonalne miasteczko, tylko Granada, całkiem duże miasto przepięknego rejonu Andaluzji... Pełne słońca i parków-i tylko w tych parkach można było wytrzymać w dzień w gruncie rzeczy (bo to było oczywiście lato:)
I jeszcze Pawlikowska:
"Czasem myślę, że na tym właśnie polega p r a w d z i w e życie: przestać się śpieszyć. Nie musieć nigdzie być ani iść. Nie mieć nic do załatwienia. Niczym się nie stresować. Nie musieć spełniać niczyich oczekiwań. Oddalić się od ludzi, od pracy, obowiązków. Zaznać całkowitego spokoju. Żyć w zgodzie ze sobą. Patrzeć w niebo i cieszyć się wolnością (...) Wydaje się, że potrafią to tylko Indianie i buddyjscy mnisi."
Ale można próbować się choć na chwilę do tego zbliżyć?
Wyłączyć telewizję, ogłuchnąć na wiadomości w radio i przestać na chwilę śledzić najnowsze wydarzenia w gazetach, tak jakbyśmy musieli wciąż być 'na bieżąco' i mieć zdanie na każdy temat, wypowiedzieć się, zająć stanowisko... Żadna decyzja polityczna i tak się nie cofnie od naszej dezaprobaty:) Szkoda czasu...
środa, 3 marca 2010
'wszyscy biorą'
nie, ja nie o łapówkach, ciągle się waham pomiędzy tym, czy za 'branie' odpowiedzialny jest 'dawca' czy 'biorca' nie umiem tego rozwikłać...
Jestem po dyżurze i mam narastające wrażenie, że głównym problemem pacjentów poza nimi samymi w 'domu i pracy jako środowisku życia' są powikłania polekowe...
Ja mam na pewno strasznie zaburzone proporcje
Dyżurując kiedyś na 'pomocy doraźnej' a teraz na 'szpitalnym oddziale ratunkowym' nie mogę mieć 'przekroju społeczeństwa' nie wypowiem się nigdy jako socjolog ani polityk
Jednak wypadki chodzą po ludziach albo ludzie w nie wpadają i tak się spotykamy
I naprawdę w moim subiektywnym odczuciu statystycznym zaledwie jakiś ułamek procenta tej spotykanej przeze mnie społeczności nie bierze żadnych lekarstw
A zdecydowana większość bierze tyle, że nikt tego nie ogarnia
No dobra, nie wiem czy nikt, ja nie i nikt, kogo znam i pytałam...
Mam wątpliwości co do zasadności przewlekłego leczenia czegokolwiek, ale jak komuś mówię, żeby zmienił tryb swojego życia, to się na mnie spogląda jakbym spadła z planety Westa i zaczyna mi tłumaczyć, dlaczego jest to absolutnie niemożliwe i ja rozumiem.
Na tym się kończy, ponieważ pogotowia przyjeżdżają zbyt często a sporo ludzi ma wrażenie, że właśnie ma zawał serca, którego nie ma, ale wrażenie jest zbyt silne, żeby je bagatelizować i nie zweryfikować...
Pacjentom pomaga EKG, czują się lepiej po kroplówce, bo wierzą, że to 'na wzmocnienie' a to jest tylko płyn wieloelektrolitowy i działa tak samo jak butelka wody mineralnej...
Ja bym wszystko leczyła jakimś placebo najpierw, po prostu po to, żeby kogoś nie kłuć niepotrzebnie, ale opinia publiczna zaraz zareaguje, że to nieetyczne cokolwiek tzn.
No trudno ale wolałabym się urodzić w indiańskiej wiosce, zostać szamanem i leczyć ziołami, trudno, nie wyszło, może następnym razem:)
Głównym problemem są leki uspokajająco-nasenne (jak wracam z pracy i jadę pociągiem, to próbuję zgadnąć, kto jeszcze się utrzymuje na poziomie 'jasności świadomości' a kto jest 'przymglony' czyli znajduje się 'pod wpływem' czegoś jeszcze hmmm...)
Na to Szymborska wkracza z wierszem "PROSPEKT":
Jestem pastylka na uspokojenie.
Działam w mieszkaniu,
skutkuje w urzędzie,
siadam do egzaminów,
staję na rozprawie,
starannie sklejam rozbite garnuszki-
tylko mnie zażyj,
rozpuść pod językiem,
tylko mnie połkij,
tylko popij wodą.
Wiem, co robić z nieszczęściem,
jak znieść złą nowinę,
zmniejszyć niesprawiedliwość,
rozjaśnić brak Boga,
dobrać do twarzy kapelusz żałobny.
Na co czekasz-
zaufaj chemicznej litości.
Jesteś jeszcze młody (młoda),
powinieneś (powinnaś) urządzić się jakoś.
Kto powiedział,
że życie ma być odważnie przeżyte?
Oddaj mi swoją przepaść-
wymoszczę ją snem,
będziesz mi wdzięczny (wdzięczna)
za cztery łapy spadania.
Sprzedaj mi swoją duszę.
Inny się kupiec nie trafi.
Innego diabła już nie ma.
Jestem po dyżurze i mam narastające wrażenie, że głównym problemem pacjentów poza nimi samymi w 'domu i pracy jako środowisku życia' są powikłania polekowe...
Ja mam na pewno strasznie zaburzone proporcje
Dyżurując kiedyś na 'pomocy doraźnej' a teraz na 'szpitalnym oddziale ratunkowym' nie mogę mieć 'przekroju społeczeństwa' nie wypowiem się nigdy jako socjolog ani polityk
Jednak wypadki chodzą po ludziach albo ludzie w nie wpadają i tak się spotykamy
I naprawdę w moim subiektywnym odczuciu statystycznym zaledwie jakiś ułamek procenta tej spotykanej przeze mnie społeczności nie bierze żadnych lekarstw
A zdecydowana większość bierze tyle, że nikt tego nie ogarnia
No dobra, nie wiem czy nikt, ja nie i nikt, kogo znam i pytałam...
Mam wątpliwości co do zasadności przewlekłego leczenia czegokolwiek, ale jak komuś mówię, żeby zmienił tryb swojego życia, to się na mnie spogląda jakbym spadła z planety Westa i zaczyna mi tłumaczyć, dlaczego jest to absolutnie niemożliwe i ja rozumiem.
Na tym się kończy, ponieważ pogotowia przyjeżdżają zbyt często a sporo ludzi ma wrażenie, że właśnie ma zawał serca, którego nie ma, ale wrażenie jest zbyt silne, żeby je bagatelizować i nie zweryfikować...
Pacjentom pomaga EKG, czują się lepiej po kroplówce, bo wierzą, że to 'na wzmocnienie' a to jest tylko płyn wieloelektrolitowy i działa tak samo jak butelka wody mineralnej...
Ja bym wszystko leczyła jakimś placebo najpierw, po prostu po to, żeby kogoś nie kłuć niepotrzebnie, ale opinia publiczna zaraz zareaguje, że to nieetyczne cokolwiek tzn.
No trudno ale wolałabym się urodzić w indiańskiej wiosce, zostać szamanem i leczyć ziołami, trudno, nie wyszło, może następnym razem:)
Głównym problemem są leki uspokajająco-nasenne (jak wracam z pracy i jadę pociągiem, to próbuję zgadnąć, kto jeszcze się utrzymuje na poziomie 'jasności świadomości' a kto jest 'przymglony' czyli znajduje się 'pod wpływem' czegoś jeszcze hmmm...)
Na to Szymborska wkracza z wierszem "PROSPEKT":
Jestem pastylka na uspokojenie.
Działam w mieszkaniu,
skutkuje w urzędzie,
siadam do egzaminów,
staję na rozprawie,
starannie sklejam rozbite garnuszki-
tylko mnie zażyj,
rozpuść pod językiem,
tylko mnie połkij,
tylko popij wodą.
Wiem, co robić z nieszczęściem,
jak znieść złą nowinę,
zmniejszyć niesprawiedliwość,
rozjaśnić brak Boga,
dobrać do twarzy kapelusz żałobny.
Na co czekasz-
zaufaj chemicznej litości.
Jesteś jeszcze młody (młoda),
powinieneś (powinnaś) urządzić się jakoś.
Kto powiedział,
że życie ma być odważnie przeżyte?
Oddaj mi swoją przepaść-
wymoszczę ją snem,
będziesz mi wdzięczny (wdzięczna)
za cztery łapy spadania.
Sprzedaj mi swoją duszę.
Inny się kupiec nie trafi.
Innego diabła już nie ma.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
