przebywając czasowo w domu (nieuchronny powrót do dzieciństwa na wzór gombrowiczowskiego przyprawienia 'gęby' ale ta przyprawa jest dla mnie jak cynamon-przepadam, ale po trzech dniach moja wytrzymalosc sygnalizuje 'nigdy wiecej cynamonu' i musze uciekac:)) zostalam nakloniona do obejrzenia z mama "Chirurgów"
Nie ma drugiej osoby na swiecie, ktora bylaby w stanie mnie na cos takiego namowic:)
Malo tego! Ja wrecz przepadam ogladac z nia "Chirurgów" tak samo jak "M jak milosc" nie mogę zniesc tylko "Mody na sukces" oraz "Na dobre i na zle" choc ona wszystko potrafi tak swietnie opowiedziec, że czlowiek w końcu glupieje i się wkręca...
No i co poradzić?
Kiedys mialam zal, ze ona wie o tych postaciach z seriali tysiac razy wiecej niz o mnie i nawet sie nie pyta, a teraz mam mieszane uczucia i czasami tak wole...
W kazdym razie ogladalam wczoraj tych "Chirurgow" i po raz kolejny utwierdzalam sie w przekonaniu, ze taka wode z mozgu, jaka robia ludziom seriale, to trudno z czyms innym porownac...
Pracuje sobie ostatnio w medycynie ratunkowej i wiele sytuacji przedstawianych w tym serialu, podobnie jak kiedys w "Ostrym dyzurze" zdarza mi sie naprawde, ale przenigdy nie reaguje tak przemyslnie jak bohaterowie wykreowani na 'lekarzy' ani tez nie spotkalam takich 'bohaterow' w tak zwanym 'realu' i bynajmniej nie hipermarket mam na mysli...
Otoz jesli jakis serial przybliza rzeczywistosc polskiej sluzby zdrowia, to najblizej w tym przyblizeniu jest nim "Daleko od noszy" i strasznie mi przykro, ze ktos moglby sie poczuc urazony-wlasciwie, jezeli moglby, to to bedzie najlepiej o nim swiadczyc, wiec na zdrowie!:)
W szpitalach jest strasznie fajnie jak sie jest po tej drugiej stronie, teraz znowu mam poczucie, ze bylo warto zniesc cale te upokarzajace studia, byc miliony razy obrazanym, mieszanym z blotem, tresowanym, zeby sie po tej stronie znalezc, ale nikomu bym tego nie zyczyla i raczej kazdego wolalabym od tych studiow odwiesc i tego oszczedzic...
Drzwi do wiedzy stoja otworem, klucz to alfabet, nikt nie musi sie uczyc na ocene i glowna motywacja nie musi byc rywalizacja-to zreszta nie tylko studiow medycznych dotyczy...
Po tej drugiej stronie jest tez bardzo niefajnie, ale zawsze lepiej byc ratownikiem niz ratowanym chociaz poczucia odpowiedzialnosci najchetniej nikt by na siebie nie bral, bo to ciężkie do udźwignięcia i trzeba czasem sporo wypić, żeby zapomnieć o czyms, co wraca jak koszmar-o tym nie ma w serialach, o tym zdarza się w gazecie "Fakt", w widowiskach telewizyjnych wyprowadzenia aniola upadlego w bialym kitlu i kajdankach oraz w debatach i dyskusjach kreatorów opinii publicznej, żeby wybrać opinię statystycznie wlasciwa (czyli opinie wiekszosci) lub pozostac w opozycji (wybierajac opinie mniejszosci)
'PERSONAL RESPONSIBILITY'
To nie ma nic wspolnego z odpowiedzialnoscia cywilna ani karna, to nie ma nic wspolnego z logika prawa ani nawet z Kodeksem Etyki Lekarskiej...
Jak podaje komus adrenaline, to sie nie zastanawiam, czy pielegniarka nie pomyli filoki (nie patrze jej na rece, patrze na pacjenta!) czy firma produkujaca ten lek oszukala jedna serie lub jej przedstawiciele zabiora mnie potem na zagraniczny kongres za to zapodanie (dlatego nie chcę zostac zadnym doktorem ani profesorem a wszelki prestiż spoleczny kojarzy mi sie zle i pachnie korupcja, bo taka jestem medialnie osobiscie uprzedzona)
wiec podajac ta adrenaline ja sie zastanawiam, czy ten pacjent zareaguje na nia zgodnie z miedzynarodowymi standardami reakcji, bo ja ja podaje zgodnie z miedzynarodowymi standardami postepowania i oczekuje poprawy stanu jak w tej wiekszosci statystycznej, a tak nie zawsze sie dzieje...
Przykro mi ale nie...
Widocznie nie zawsze moze byc dobrze?
Gdyby moglo byc zawsze, to pewnie by bylo, a poniewaz nie moze-to nie jest, to logiczne, czyż nie?
Ponieważ wszystkie leki mogą pomóc lub zaszkodzić jeszcze bardziej...
Nikt o tym nie uprzedza?
Ulotki informacyjne nie trafiają?
Dzialania niepozadane a wskazania-to jest nieporownywalna szala przewazajaca 'przeciw'
kto jest 'za'?
korporacje a wszyscy tam pracuja i chca przetrwac, utrzymac sie i wyzywic rodziny
podajac szczepionke mozna wywolac wstrzas anafilaktyczny albo reakcje wytwarzania przeciwcial atakujacych uklad nerwowy i taki osobnik moze wymagac wspomaganego oddechu i sztucznego zywienia przez (jakis czas? medycyna ma o tym zadecydowac?)
medycyna jest 'za' leczeniem
zawsze tak bylo i chyba nic się w tej kwestii nie zmieni, bo nikt nie chce zmian
a lecznie jest sztuką
a w sztuce zdarzają się bledy i zdarzaja sie niespodzianki nie do wyjasnienia
niespodzianek nie powinno sie wyjasniac, bo traca swoj status:)
chemia to zawsze alchemia
nie wiem co sie stanie u tego pacjenta po tej adrenalinie
nie wiem, ile juz wydzielil wlasnej, ile innych hormonow oraz czego sie wczesniej nalykal i co mu ta substancja powypiera z polaczen z albuminami czy jakie enzymy zostana zaangazowane w jej neutralizacje, w ktorym miejscu bardziej
rozumiecie cos z tego? bo ja tak sobie, ale przysiegam, ze strasznie duzo sie uczylam na studiach i cierpialam na przerost ambicji nad aspiracjami, zeby jak najszybciej miec wreszcie wakacje, bo sensu w tej nauce nie widzialam, a w wakacjach owszem:)
no i dalej jestem tak samo glupia jak wczesniej, ale mam takie dokumenty w teczce, ze niby 'zaliczylam' oraz jakis numerek, dzieki ktoremu moglam sobie wyrobic jakas pieczatke i podbijac sie pod wydrukowanymi zleceniami (nie sprawdzam, czy pielegniarka dobrze wydrukowala i czy pobierze krew zgodnie z wytycznymi lub przyklei odpowiednia naklejke na odpowiednia probowke, nie sprawdzam, czy pan sanitariusz przeniesie krew do laboratorium w odpowiednim czasie a pani w laboratorium wykona odpowiednie analizy i przesle mi wynik via system komputerowy i to bedzie wynik wlasnie tego pacjenta a ja sie do niego ustosunkuje- probuje sie ustosunkowac do stanu tego pacjenta bardziej niz do jego EKG, rtg czy wyniku jakichkolwiek analiz, próbuje i nigdy nie czuję się pewnie, mam pelno watpliwosci, ale sie nie przyznaje-ten serial jest strasznie kiepski:(
'primum non nocere' to najwieksza hipokryzja, na jaka sie kiedys nabralam
jak spotkacie kiedys Hipokratesa, to dajcie mu ode mnie w mordę
na serio!
byc moze wybor mniejszego zla jest dobry, byc moze lub byc nie moze
to jak z jesiotrem drugiej swieżosci z "Mistrza i Malgorzaty" Bulhakowa
'prosze Pana, bardzo pana prosze, jest tylko jedna swiezosc jesiotra!'
wszystkie leki szkodza
trzeba robic wszystko, zeby nie musiec ich brac
leki dostepne bez recepty przeciw grypie i przeziebieniu oslabiaja odpornosc i hamuja wlasciwe, adekwatne do niewielkiego zagrozenia reakcje organizmu
goraczka przyspiesza wszystkie reakcje i jest obrona ustroju
wszystko to nakrecili zupelnie genialnie jacys Francuzi w "Bylo sobie zycie" i to jest najmadrzejszy serial jaki widzialam o 'życiu'
A medycyna powinna być tylko 'interwencyjna' jak juz nie ma innego wyjsca albo nie mamy na to wplywu, bo zabieraja nas dzielni chlopcy z Pogotowia...
"Serce alkoholowe poniesli aniolowie na zlotych bluszczach"-czy jak to Kazik spiewal?
niedziela, 28 lutego 2010
czwartek, 25 lutego 2010
Dlaczego nie gram w kabarecie?
Myślę, że granie w kabarecie to jest to, co wychodziłoby mi najbardziej:)
Czuję, że minęłam się z powołaniem ale skąd miałam wiedzieć, że tak się zorientuję?:)
Poza tym to tylko przeczucie i nie wiadomo, jakby to było gdybym faktycznie grała...
Najbardziej wyobrażam sobie taki kabaret Olgi Lipińskiej (bo od dziecka go oglądałam nie rozumiejąc za grosz wszelkich aluzji publicznych czy politycznych, ale śmiałam się do rozpuku w tych momentach, co moja mama się śmiała-a ja się zawsze jej dawałam zarazić:) z poczuciem absurdalnego humoru w stylu Monty Pythona...
Monty Pythona rozumiem o wiele bardziej niż aluzje polityczne nadal, ponieważ polityka jest sferą absolutnie przeze mnie niezbadaną... co nie znaczy, że jej afery nie docierają do mnie via media (jakoś trudno się przed tym obronić żyjąc w tak zwanej cywilizacji, próbuję selektywnie wycinać zbędne mi informacje-to wszystko, ale jeśli są śmieszne, to zostawiam... śmiesznych informacji nigdy dość:))
Nie gram w kabarecie, ponieważ:
primo: nie wiedziałam, że można grać i zawód aktora nie mieścił się w zasięgu moich możliwości wyobrażeniowych (mogłam sobie wyobrazić tylko zawód prawnika, inżyniera-górnika, marynarza, nauczycielki i architekta, bo takich dorosłych miałam w pobliżu i nikt z nich by mnie nie poparł w aktorstwie;)
secundo: grałam na skrzypcach, trochę na pianinie i potem gitarze i też śpiewałam, a tego nie da się robić równocześnie, więc nie mogłam ćwiczyć min i pozorów:)
tertio: w moim domu stawiano na rozwój intelektualny i głównie intelektualny a nawet przede wszystkim intelektualny i to było preferowane ewolucyjnie, a ja się chciałam rozwijać w stronę akceptowaną, bo wtedy zyskiwałam wolność niezbędną mi do życia w warunkach tlenowych
Więc zamiast historii, co podobno magistra vitae est (przecież nie tylko wg mojej mamy:) czy matematyki, co uczy logicznego myślenia (nie lubię logicznego myślenia) uczyłam się biologii, bo na coś się musiałam zdecydować:)
i nie żałuję, nie żałuję... Biologia magistra vitae est! A wiedza o społeczeństwie jest strasznie dołująca i nie napawa optymizmem, a wręcz przeciwnie...
Ja sobie wolę o przyrodzie gadać i śpiewać piosenki, których nikt nie rozumie skoro słyszy je po raz pierwszy a potem sama się wysyłam do sekcji sportowej, coby nabrać jeszcze więcej optymizmu i nigdy mi się nie znudzi ten polski Rejs, on nie może utonąć, to nie Titanic... nic nam nie grozi, bo jeszcze Polska nie zginęła:)
-Kto Ty jesteś?
-Polak mały (...)
-A w co wierzysz?
-W Polskę wierzę!
No naprawdę... Artur Andrus, Andrzej Poniedzielski, Piotr Bałtroczyk, Kabaret Moralnego Niepokoju, Ani Mru Mru, Kabaret Kaczka Pchnięta Nożem, Łowcy B. Kabaret Hrabi, Grupa MoCarta i cała polityczna świta krewnych i znajomych bliźniaków oraz radio ojca trwającego wiecznie jak telewizja... nigdy mi się tu nie znudzi!!!:)))
Czuję, że minęłam się z powołaniem ale skąd miałam wiedzieć, że tak się zorientuję?:)
Poza tym to tylko przeczucie i nie wiadomo, jakby to było gdybym faktycznie grała...
Najbardziej wyobrażam sobie taki kabaret Olgi Lipińskiej (bo od dziecka go oglądałam nie rozumiejąc za grosz wszelkich aluzji publicznych czy politycznych, ale śmiałam się do rozpuku w tych momentach, co moja mama się śmiała-a ja się zawsze jej dawałam zarazić:) z poczuciem absurdalnego humoru w stylu Monty Pythona...
Monty Pythona rozumiem o wiele bardziej niż aluzje polityczne nadal, ponieważ polityka jest sferą absolutnie przeze mnie niezbadaną... co nie znaczy, że jej afery nie docierają do mnie via media (jakoś trudno się przed tym obronić żyjąc w tak zwanej cywilizacji, próbuję selektywnie wycinać zbędne mi informacje-to wszystko, ale jeśli są śmieszne, to zostawiam... śmiesznych informacji nigdy dość:))
Nie gram w kabarecie, ponieważ:
primo: nie wiedziałam, że można grać i zawód aktora nie mieścił się w zasięgu moich możliwości wyobrażeniowych (mogłam sobie wyobrazić tylko zawód prawnika, inżyniera-górnika, marynarza, nauczycielki i architekta, bo takich dorosłych miałam w pobliżu i nikt z nich by mnie nie poparł w aktorstwie;)
secundo: grałam na skrzypcach, trochę na pianinie i potem gitarze i też śpiewałam, a tego nie da się robić równocześnie, więc nie mogłam ćwiczyć min i pozorów:)
tertio: w moim domu stawiano na rozwój intelektualny i głównie intelektualny a nawet przede wszystkim intelektualny i to było preferowane ewolucyjnie, a ja się chciałam rozwijać w stronę akceptowaną, bo wtedy zyskiwałam wolność niezbędną mi do życia w warunkach tlenowych
Więc zamiast historii, co podobno magistra vitae est (przecież nie tylko wg mojej mamy:) czy matematyki, co uczy logicznego myślenia (nie lubię logicznego myślenia) uczyłam się biologii, bo na coś się musiałam zdecydować:)
i nie żałuję, nie żałuję... Biologia magistra vitae est! A wiedza o społeczeństwie jest strasznie dołująca i nie napawa optymizmem, a wręcz przeciwnie...
Ja sobie wolę o przyrodzie gadać i śpiewać piosenki, których nikt nie rozumie skoro słyszy je po raz pierwszy a potem sama się wysyłam do sekcji sportowej, coby nabrać jeszcze więcej optymizmu i nigdy mi się nie znudzi ten polski Rejs, on nie może utonąć, to nie Titanic... nic nam nie grozi, bo jeszcze Polska nie zginęła:)
-Kto Ty jesteś?
-Polak mały (...)
-A w co wierzysz?
-W Polskę wierzę!
No naprawdę... Artur Andrus, Andrzej Poniedzielski, Piotr Bałtroczyk, Kabaret Moralnego Niepokoju, Ani Mru Mru, Kabaret Kaczka Pchnięta Nożem, Łowcy B. Kabaret Hrabi, Grupa MoCarta i cała polityczna świta krewnych i znajomych bliźniaków oraz radio ojca trwającego wiecznie jak telewizja... nigdy mi się tu nie znudzi!!!:)))
środa, 24 lutego 2010
o wchodzeniu butami w życie osbiste czyjekolwiek
do kogo należy życie osobiste?
no jasne, że do dziennikarzy, to oczywiste!
do prawników, psychologów, księży i... LEKARZY:)
do wróżek, astrologów, jasnowidzów i czarowników-polityków...
do rodziców, krewnych i znajomych, koleżanek i kolegów, partnerów seksualnych lub czasopism:)
przynajmniej za dorosłego życia możemy już mieć wpływ na wybór tego zainteresowanego grona, ale post mortem? Post mortem zrobią z nami co się komu żywnie będzie podobało, co się komu przyda, albo kto na tym może zarobić i jeszcze wykorzystać znajomości...
Piszę to wszystko myśląc o Ryszardzie Kapuścińskim.
Nie mam wielu autorytetów, ale trudno mi znaleźć większy...
Cieszę się, że go odkryłam jak jeszcze żył i mogłam czytać na gorąco każde kolejne 'Lapidarium' natychmiast po jego opublikowaniu, nie mogłam się tego doczekać, cieszę się, że mogłam go zobaczyć osobiście na spotkaniu autorskim w księgarni i posłuchać jego głosu, bo mam tendencję do ugłaśniania czytanych myśli i jak znam czyjś głos naprawdę, to nie muszę go sama wymyślać:)
Cieszę się, że ktoś TAKI istniał i podróżował i zdawał prawdziwe relacje z tak wielu miejsc i był tak bardzo w tych relacjach autentyczny, myślący i mądry!!!
A przecież takich ludzi nie ma zbyt wielu... Tak jak niewielu chce czytać i uczestniczyć w tym czynnie (czyli myśleć o tym, co czyta bardziej niż przyjąć jakąś kolejną informację do krzyżówki) te książki są trudne, ale nic łatwego nie bywa inspirujące! I teraz ktoś nagle się porywa na tworzenie autobiografii non-science fiction, żeby jakąś swoją prawdę ogłosić, że potrafi lepiej odtworzyć historyczne fakty, których autentyczność wynika z ich adekwatnego umieszczenia w czasie.
I co to zmienia?
Fakty historyczne są tak bardzo niezmienne jak bardzo niezmiennym być można.
Przedstawienie ich w kolejności co do daty i godziny ma taki sam sens jak według kolejności alfabetycznej występujących w nich postaci.
Rzetelność co do określania czegokolwiek w szerokości i długości geograficznej jest cechą GPS-ów i to może być skrót od GłuPtaSów, którzy tracą orientację przestrzenną bez takich akcesoriów...
Autor tego pamfletu o Kapuścińskim zarobi sporo kasy dzięki temu rozgłosowi i na pewno wykorzysta ją w tak szczytnych celach, jak pomoc medyczna dla krajów Trzeciego Świata i walkę o przeciwdziałanie masowej produkcji broni lekkiej dla dzieci-żołnierzy, bo przecież niemożliwe, żeby go zgłębianie lektur swojego obiektu zainteresowania nie zainspirowało do jakichś działań 'pro publico bono'...
Czasem niemożliwe jest możliwe-mawia mój domowy dzieciak-i ma rację:)
Głupio że nikomu jakoś nie wstyd
Głupio że nie ma oparcia w prawie w dobie tej wolności i demokracji i każdego sobie można obsmarować jak się tylko chce i wykorzystać bez zgody rodziny materiały, których ujawnienie rzuca cień na światło ale jakie to jest niesmacznie intrygujące, jak kusząco śmierdzi na podobieństwo spleśniałych serów...
Już nikt nie czuje, że to zepsute... Zepsucie jest najbardziej pożądane, jest modnie trendy i na topie.
Ale to nic.
To i tak ostatecznie szkodzi i odbija się bezmyślnym konsumentom wolnego rynku zbytu.
Czas przeznaczony na inwigilację, lustrację, konfrontację z przeszłością zaprzeszłą jest czasem straconym zarówno dla tego, kto wchodzi buciorami w czyjeś życie jak dla tych, co o tym potem z wypiekami na twarzy czytają i podniecają się tym z braku własnych seksualnych doznań (ktoś jeszcze zbiera głosy w sprawie pornografii???)
Więc nawet jeżeli dzieło Kapuścińskiego mogłoby zostać potraktowane przez kogoś niepoważnie pod wpływem prób podważenia jego autentyczności, to świadczy to niepoważnie o tym kimś a nie o dziele i nie powinno mu zaszkodzić...
Zaszkodzi natomiast wielu ludziom, bo zabierze im czas i może podważyć poczucie pewności, że są jeszcze na tym świecie książki, których wartość nie podlega dyskusji ze względu na uniwersalną treść przekazu, a takie są dla mnie wszystkie książki Kapuścińskiego i nikt mi tego poczucia nie jest w stanie wyperswadować!
Nie wydaje mi się również, żeby ktoś taki jak Ryszard Kapuściński kiedyś jeszcze się powtórzył, tak samo jak nie zdarzył się wcześniej i nikt go nigdy nie zastąpi, bo się nie da, stąd czuję nie do opisania radość, że dzięki wynalazkowi Gutenberga (ach, ten cholerny unijny europocentryzm, ruchoma czcionka była podobno znana tysiące lat wcześniej na Dalekim Wschodzie-ale jakoś nie ma komunikacji z Dalekim Wschodem chyba nadal niezależnie od istnienia druku...) no więc radość, że dzięki temu, że mam te wszystkie książki, które on napisał, mogę sobie podróżować przez jego wyobraźnię i odnajdywać jego spostrzeżenia w swoich własnych, nikt mi tego zaufania nie podważy ale czy innym mógłby? Nie wiem, trochę się o to obawiam i to byłaby taka szkoda...
no jasne, że do dziennikarzy, to oczywiste!
do prawników, psychologów, księży i... LEKARZY:)
do wróżek, astrologów, jasnowidzów i czarowników-polityków...
do rodziców, krewnych i znajomych, koleżanek i kolegów, partnerów seksualnych lub czasopism:)
przynajmniej za dorosłego życia możemy już mieć wpływ na wybór tego zainteresowanego grona, ale post mortem? Post mortem zrobią z nami co się komu żywnie będzie podobało, co się komu przyda, albo kto na tym może zarobić i jeszcze wykorzystać znajomości...
Piszę to wszystko myśląc o Ryszardzie Kapuścińskim.
Nie mam wielu autorytetów, ale trudno mi znaleźć większy...
Cieszę się, że go odkryłam jak jeszcze żył i mogłam czytać na gorąco każde kolejne 'Lapidarium' natychmiast po jego opublikowaniu, nie mogłam się tego doczekać, cieszę się, że mogłam go zobaczyć osobiście na spotkaniu autorskim w księgarni i posłuchać jego głosu, bo mam tendencję do ugłaśniania czytanych myśli i jak znam czyjś głos naprawdę, to nie muszę go sama wymyślać:)
Cieszę się, że ktoś TAKI istniał i podróżował i zdawał prawdziwe relacje z tak wielu miejsc i był tak bardzo w tych relacjach autentyczny, myślący i mądry!!!
A przecież takich ludzi nie ma zbyt wielu... Tak jak niewielu chce czytać i uczestniczyć w tym czynnie (czyli myśleć o tym, co czyta bardziej niż przyjąć jakąś kolejną informację do krzyżówki) te książki są trudne, ale nic łatwego nie bywa inspirujące! I teraz ktoś nagle się porywa na tworzenie autobiografii non-science fiction, żeby jakąś swoją prawdę ogłosić, że potrafi lepiej odtworzyć historyczne fakty, których autentyczność wynika z ich adekwatnego umieszczenia w czasie.
I co to zmienia?
Fakty historyczne są tak bardzo niezmienne jak bardzo niezmiennym być można.
Przedstawienie ich w kolejności co do daty i godziny ma taki sam sens jak według kolejności alfabetycznej występujących w nich postaci.
Rzetelność co do określania czegokolwiek w szerokości i długości geograficznej jest cechą GPS-ów i to może być skrót od GłuPtaSów, którzy tracą orientację przestrzenną bez takich akcesoriów...
Autor tego pamfletu o Kapuścińskim zarobi sporo kasy dzięki temu rozgłosowi i na pewno wykorzysta ją w tak szczytnych celach, jak pomoc medyczna dla krajów Trzeciego Świata i walkę o przeciwdziałanie masowej produkcji broni lekkiej dla dzieci-żołnierzy, bo przecież niemożliwe, żeby go zgłębianie lektur swojego obiektu zainteresowania nie zainspirowało do jakichś działań 'pro publico bono'...
Czasem niemożliwe jest możliwe-mawia mój domowy dzieciak-i ma rację:)
Głupio że nikomu jakoś nie wstyd
Głupio że nie ma oparcia w prawie w dobie tej wolności i demokracji i każdego sobie można obsmarować jak się tylko chce i wykorzystać bez zgody rodziny materiały, których ujawnienie rzuca cień na światło ale jakie to jest niesmacznie intrygujące, jak kusząco śmierdzi na podobieństwo spleśniałych serów...
Już nikt nie czuje, że to zepsute... Zepsucie jest najbardziej pożądane, jest modnie trendy i na topie.
Ale to nic.
To i tak ostatecznie szkodzi i odbija się bezmyślnym konsumentom wolnego rynku zbytu.
Czas przeznaczony na inwigilację, lustrację, konfrontację z przeszłością zaprzeszłą jest czasem straconym zarówno dla tego, kto wchodzi buciorami w czyjeś życie jak dla tych, co o tym potem z wypiekami na twarzy czytają i podniecają się tym z braku własnych seksualnych doznań (ktoś jeszcze zbiera głosy w sprawie pornografii???)
Więc nawet jeżeli dzieło Kapuścińskiego mogłoby zostać potraktowane przez kogoś niepoważnie pod wpływem prób podważenia jego autentyczności, to świadczy to niepoważnie o tym kimś a nie o dziele i nie powinno mu zaszkodzić...
Zaszkodzi natomiast wielu ludziom, bo zabierze im czas i może podważyć poczucie pewności, że są jeszcze na tym świecie książki, których wartość nie podlega dyskusji ze względu na uniwersalną treść przekazu, a takie są dla mnie wszystkie książki Kapuścińskiego i nikt mi tego poczucia nie jest w stanie wyperswadować!
Nie wydaje mi się również, żeby ktoś taki jak Ryszard Kapuściński kiedyś jeszcze się powtórzył, tak samo jak nie zdarzył się wcześniej i nikt go nigdy nie zastąpi, bo się nie da, stąd czuję nie do opisania radość, że dzięki wynalazkowi Gutenberga (ach, ten cholerny unijny europocentryzm, ruchoma czcionka była podobno znana tysiące lat wcześniej na Dalekim Wschodzie-ale jakoś nie ma komunikacji z Dalekim Wschodem chyba nadal niezależnie od istnienia druku...) no więc radość, że dzięki temu, że mam te wszystkie książki, które on napisał, mogę sobie podróżować przez jego wyobraźnię i odnajdywać jego spostrzeżenia w swoich własnych, nikt mi tego zaufania nie podważy ale czy innym mógłby? Nie wiem, trochę się o to obawiam i to byłaby taka szkoda...
Współczesna fanaberia:)
Pisanie bloga, co za absurd!
Nie mam co robić...
W sumie to wszystko z nudów...
Bo pada deszcz a w czasie deszczu dzieci się nudzą...
Moja mama twierdzi, że ludzie inteligentni nigdy się nie nudzą.
To że tego doświadczam nie świadczy o mnie najlepiej, taki wniosek...
Dlatego nigdy bym sobie nie dała zrobić testu Wechslera:)
Nikt nie policzy mi IQ i nie wprawi mnie tym w zakłopotanie cokolwiek by nie wyszło:)
Co za bzdura, jakbym była dzieckiem, to pewnie zrobiłabym sobie jaja i w ogóle bym tam same głupoty powypisywała specjalnie i potem by powiedzieli, że mam iść do szkoły specjalnej, być pod specjalnym nadzorem jak pociągi i mieć obniżone wymagania...
Fajnie byłoby mieć obniżone wymagania, tylko to się przekłada na obniżenie możliwości i szans osiągnięcia osiągnięć, których żadne dziecko nie chce osiągać, tylko rodzice chcą...
Pisanie bloga ma tę zaletę, że moi rodzice tego nie przeczytają:)
Wolność od oceny superego!
Co za ulga:)
Pisanie bloga...
Ekshibicjonistyczna ochota ekspresji słownej bez ponoszenia odpowiedzialności za słowo w dobie wolności słowa, które traci na znaczeniu w tym wyzwoleniu...
A jednak nadal może wydać wyrok, skazać na śmierć, rozpoznać ostateczną diagnozę i zapisać receptę na wieczne narkotyków zażywanie...
Czasami lepiej byłoby być analfabetą... A może zawsze tylko nikt tego nie może przewidzieć, a jak już widzi-to za późno:)
I nie da się odwrócić wykształcenia...
Nawet jak się ktoś merytorycznie przekształci, to nikt tego nie rozumie...
Jestem niesprawiedliwa!
Nie nikt:)
Mało kto:)
No dobra, powinno mi wystarczyć...
Nigdy nie odczułam przesytu przyjaźnią:)
Zawsze niedosyt...
To pewnie już tak zawsze...
No trudno:)
Nie mam co robić...
W sumie to wszystko z nudów...
Bo pada deszcz a w czasie deszczu dzieci się nudzą...
Moja mama twierdzi, że ludzie inteligentni nigdy się nie nudzą.
To że tego doświadczam nie świadczy o mnie najlepiej, taki wniosek...
Dlatego nigdy bym sobie nie dała zrobić testu Wechslera:)
Nikt nie policzy mi IQ i nie wprawi mnie tym w zakłopotanie cokolwiek by nie wyszło:)
Co za bzdura, jakbym była dzieckiem, to pewnie zrobiłabym sobie jaja i w ogóle bym tam same głupoty powypisywała specjalnie i potem by powiedzieli, że mam iść do szkoły specjalnej, być pod specjalnym nadzorem jak pociągi i mieć obniżone wymagania...
Fajnie byłoby mieć obniżone wymagania, tylko to się przekłada na obniżenie możliwości i szans osiągnięcia osiągnięć, których żadne dziecko nie chce osiągać, tylko rodzice chcą...
Pisanie bloga ma tę zaletę, że moi rodzice tego nie przeczytają:)
Wolność od oceny superego!
Co za ulga:)
Pisanie bloga...
Ekshibicjonistyczna ochota ekspresji słownej bez ponoszenia odpowiedzialności za słowo w dobie wolności słowa, które traci na znaczeniu w tym wyzwoleniu...
A jednak nadal może wydać wyrok, skazać na śmierć, rozpoznać ostateczną diagnozę i zapisać receptę na wieczne narkotyków zażywanie...
Czasami lepiej byłoby być analfabetą... A może zawsze tylko nikt tego nie może przewidzieć, a jak już widzi-to za późno:)
I nie da się odwrócić wykształcenia...
Nawet jak się ktoś merytorycznie przekształci, to nikt tego nie rozumie...
Jestem niesprawiedliwa!
Nie nikt:)
Mało kto:)
No dobra, powinno mi wystarczyć...
Nigdy nie odczułam przesytu przyjaźnią:)
Zawsze niedosyt...
To pewnie już tak zawsze...
No trudno:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
