cytatus vulgaris:
"Jeśli paraliżuje cię obawa o własne zdrowie, być może masz powody do strachu-możesz paść ofiarą tak zwanego efektu nocebo.
Jest to nikczemny brat bliźniak efektu placebo. Placebo sprawia, że czujesz się lepiej, ponieważ wierzysz, że coś ci pomaga. Efekt nocebo sprawia, że ludzie, którzy obawiają się choroby, rzeczywiście chorują. To z kolei paradoksalnie wręcz dowodzi, że hipochondria nie tkwi tylko i wyłącznie w mózgu.
(czyli też nie jest genetycznie uwarunkowana-przyp.Red in Blue=RiB:)
Lekarze znają efekt placebo od tysięcy lat. Przekonaj kogoś, że jakaś substancja wyleczy go z choroby, a jest szansa, że faktycznie się to uda-nawet jeśli ta substancja nie jest aktywna z medycznego punktu widzenia. Obecnie placebo stosuje się w testach nowych leków-zwykle są to pozbawione smaku tabletki z cukru. Okazuje się, że we wszystkich przypadkach mogą one "wyleczyć" nawet 40 procent badanych osób. Może to być kłopotliwe, jeśli kosztowna nowa pigułka, która właśnie jest testowana, nie osiągnie lepszych wyników.
Przez długie lata lata lekarze spierali się, czy warto pracować nad 'ujarzmieniem efektu placebo', ale za każdym razem wycofywali się z debaty, ponieważ kwestia ta podważa wiarygodność zawodu lekarskiego i nadaje mu odium znachorstwa. Placebo polega na ujarzmieniu siły umysłu-to coś, czego nie da się zmierzyć, zapakować i sprzedać, również dlatego, że jest nieprzewidywalne. A przecież lekarze nie zajmują się praktykami voodoo, przynajmniej nie oficjalnie."
(Ależ oficjalnie też się zajmują i nazywają to akupunkturą:)) przyp.Red in Blue:)
(...)
"Nocebo (po łacinie "będę szkodzić") wydaje się okrutnym świadectwem siły ludzkiej wyobraźni.
'Ludzie są przekonani, że coś jest nie tak. Jest to samospełniająca się przepowiednia'-mówi Arthur J.Barsky, psychiatra z bostońskiego Brigham and Women's Hospital. Ostrzega, że lekarze muszą zwrócić większą uwagę na efekt nocebo ("Journal of the American Medical Association"2002)
'Z klinicznego punktu widzenia zjawisko to nie jest ani marginalne, ani pozbawione znaczenia'-twierdzi Barsky.
Podsumowanie poprzednich badań przeprowadzonych przez Barsky'ego pokazuje, że 16 lat temu naukowcy z trzech ośrodków rozpoczęli badanie aspiryny oraz innego leku rozrzedzającego krew u pacjentów z chorobami serca. Odkryli, że pacjenci przyjmujący aspirynę, których uprzedzono o możliwości wystąpienia skutków ubocznych, w istocie częściej je odczuwali.
(ach, ach, i nie oskarżono ich o łamanie praw pacjenta do rzetelnej informacji??? Niebywałe!!! -przyp. RiB:)
W dwóch ośrodkach powiedziano uczestnikom badania, że mogą wystąpić kłopoty żołądkowe, jeden z najczęstszych skutków ubocznych aspiryny. W trzecim ośrodku pacjentów o tym nie poinformowano. Osoby, które otrzymały ostrzeżenie, trzykrotnie częściej odczuwały dolegliwości żołądkowe.
(powinno się walczyć o przywrócenie TAJEMNICY LEKARSKIEJ, ale to pewnie już za późno...Rib?)
Kolejne badanie opisane w lipcu 1981 roku w "Pavlovian Journal of Biological Sciences" (wywieszka na drzwiach do redakcji: 'PROSZĘ PUKAĆ:SEKRETARKA ŚLINI SIĘ NA DŹWIĘK DZWONKA":)) wykazało, że ponad dwie trzecie losowo wybranych studentów uskarżało się na lekkie bóle głowy po tym, jak powiedziano im, że przez ich głowy przepływa nieistniejący prąd.
Barsky nakreślił profil pacjenta, który najczęściej doświadcza efektu nocebo lub gorszych skutków ubocznych oraz słabszych efektów działania danego leku. Widząc pacjenta, który ma za sobą zagadkowe, trudne do zdiagnozowania problemy i jest pewien, że cokolwiek by mu przepisano i tak nic mu nie pomoże, można założyć, że takie pesymistyczne zapatrywania PRAWIE NA PEWNO doczekają się potwierdzenia. TERAPIE FAKTYCZNIE NIE DZIAłAJą W PRZYPADKU NEGATYWNIE NASTAWIONYCH OSóB."
(...)
INWALIDZI W SĄDZIE:
eFEKT NOCEBO DOTYKA RóWNIEż OFIARY WYPADKóW UWIKłANE W DłUGOTRWAłE I SKOMPLIKOWANE POSTęPOWANIE SąDOWE MAJąCE NA CELU UZYSKANIE ODSZKODOWANIA. tEN PODTYP EFEKTU NOCEBO DOCZEKAł SIę SWOJEJ WłASNEJ NAZWY-JEST TO NERWICA KOMPENSACYJNA. nIESTETY, PROCES ORAZ ZWIąZANE Z NIM WIZYTY W SąDZIE SPRAWIAJą, żE PACJENT NIGDY NIE POCZUJE SIę LEPIEJ-A JUż NA PEWNO NIE PO WYGRANIU SPRAWY.
"Wyniki leczenia są zwykle słabe w przypadku pacjentów, których proces o odszkodowanie jest w toku"-napisano w raporcie w "Clinical Orthopedics" (1997). Artykuł podkreśla, że ludzie ci nie symulują. Sytuacja na sali sądowej tak wpływa na ich podświadomość, że nadal czują się źle.
"Systemy administracyjne i prawne działające w imieniu drugiej strony domagają się, by powód wielokrotnie udowadniał, że w istocie doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu, co umacnia tylko wewnętrzne przekonanie o chorobie"-wyjaśnia amerykański raport.
Co gorsza, nawet po otrzymaniu czeku na pokaźną sumę pacjent nie odczuwa poprawy.
ponieważ wszelka poprawa stanu zdrowia powoda może w przyszłości skutkować odebraniem statusu inwalidy, musi się on pilnować, żeby nie wyzdrowieć. Tym samym odbiera mu się wszelkie honorowe metody wyjścia z choroby.
(wszystko przez tych prawników i orzeczników, daję słowo!;)))) RiB:)))
(...)
O CUDOWNYM WPŁYWIE KULTURALNYCH KULTUR... wracamy do Starożytnej Grecji???
"Powyższa kwestia może tłumaczyć, dlaczego nie powinieneś rozbijać samochodu w Kanadzie, jeśli nie chcesz doświadczyć URAZU KRĘGOSŁUPA SZYJNEGO. Jeśli już musisz, rozwal się w Grecji. U Greków nie ma tradycji roszczeń odszkodowania po urazie kręgosłupa szyjnego, którego doznaje się podczas wypadku drogowego-Grecy nie cierpią również na przewlekłe objawy spowodowane przeciągającym się postępowaniem sądowym, jak twierdzą uczeni z Uniwersytetu Alberty w Kanadzie.
Naukowcy chcieli wyjaśnić, dlaczego urazy kręgosłupa szyjnego zdarzają się w Kanadzie, ale w Grecji prawie w ogóle o nich nie słyszano. Poproszono Kanadyjczyków i Greków, by wyobrazili sobie, jakie urazy mogliby odnieść, gdyby jadąc na motorze, gwałtownie zahamowali i uderzyli w jakąś przeszkodę. Połowa Kanadyjczyków odparła, że groziłoby im długotrwałe kalectwo, ale nie powiedział tego prawie żaden grek ("Science Monitor"2003)
Skąd bierze się tak ogromna rozbieżność w przewidywaniach? Czy chodzi o prawdopodobieństwo uzyskania wysokiego odszkodowania w lubiących się procesować kulturach zachodnich takich jak na przykład Kanada? Taką sugestię wysuwa kolejny raport naukowców z Uniwersytetu Alberty opublikowany w "Orthopade"(2001)
"W krajach, gdzie nie istnieje zespół urazu kręgosłupa szyjnego, ofiary wypadków nie są bombardowane wiadomościami o tym, że może on powodować długotrwałe kalectwo, więc nie spodziewają się, że może im się przytrafić coś tak poważnego-twierdzą naukowcy.-MIESZKAŃCY TYCH KRAJóW NIE ANGAżUJą SIę W POSTęPOWANIE SąDOWE, KTóRE WYMAGAłOBY OD NICH WYOLBRZYMIENIA WłASNYCH OBJAWóW. NIE BIORą RóWNIEż UDZIAłU W PROCESIE, KTóRY POWODUJE FRUSTRACJę, NIEPOKóJ ORAZ NIECHęć WYNIKAJąCą Z CIąGłEJ BITWY Z FIRMAMI UBEZPIECZENIOWYMI I Z KONIECZNOśCI UDOWADNIANIA, żE ODCZUWANY BóL NIE JEST UROJENIEM. NIE MUSZą ZATEM SZTUCZNIE POTęGOWAć CODZIENNIE ODCZUWANYCH BóLóW I DOLEGLIWOśCI. NIE PRZYPISUJą RóżNORODNYCH OBJAWóW CHRONICZNEMU URAZOWI ODNIESIONEMU, JAK SąDZą, W WYNIKU WYPADKU."
ja chcę do Grecji!!!!!!!!!!!!!!!:))))) RiB
ps. A jak dziecko upadnie i się rąbnie w głowę o kaloryfer, to kiedy przestaje płakać? Jak mama pocałuje i powie, że to od tego zaraz przejdzie... Czy faktycznie przechodzi czy ono o tym zapomina i już zajmuje się czymś innym, bo ma ważniejsze zabawy do roboty??? Nie wiem, ale tak się jakoś dzieje... naprawdę:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
SKOMENTUJ PROSZĘ!:)