Być może ludzi można podzielić na tych, którzy wciąż coś gubią i niczego nie mogą dopilnować i tych, którzy znajdują, pilnują i raczej nie gubią?:) Ja należę do tych pierwszych... Wciąż mnie prześladują wizję braku czegoś istotnego, czego normalnie w ogóle nie staram się pilnować, ale w 'kluczowych' momentach okazuje się to niezbędnie konieczne-i nie trzeba daleko od tego kluczowego słowa kluczyć-bo na przykład są to klucze... Niezliczone ilości razy zapodziewały mi się gdzieś klucze, gubiłam albo gdzieś zostawiałam albo zapominałam oddać do szatni i zabierałam do domu, a potem musiałam wracać, żeby oddać, bo ktoś się nie mógł gdzieś przeze mnie dostać i ogólnie strasznie jest to dla mnie problematyczne i trudno mi się w tym pozamykanym świecie odnaleźć... Aktualnie on się staje coraz bardziej 'zakodowany' i to już w ogóle mnie przerasta! Kiedyś myślałam, że to takie fatum mojego nazwiska pod dyktanda dorosłych w stylu 'jesteś młoda, wszystkie drzwi stoją przed tobą otworem!' AKURAT!!! Głupi zamek i można wyrwać klamkę z zawiasów bez przekroczenia progu... Niektórzy wyrywają, inni całują, kwestia temperamentu;) Tak samo często jak klucze gubię portfel, najczęściej gubi się on sam bez mojego udziału w mojej własnej torbie i zawsze się tak skubany schowa, że ja już tworzę w głowie plan blokowania karty bankomatowej i wyrabiania sobie nowego dowodu rejestracyjnego, prawa jazdy i dowodu osobistego (nie traktuję osobiście żadnego z tych 'dowodów rzeczowych' , kto wymyślił tą nazwę???) a ponieważ większość moich znajomych tak się do tego przyzwyczaja, że nikt się nie przejmuje moimi gorączkowymi poszukiwaniami i realnym zmartwienia na czole marsem (nie mylić z batonem ani planetą;) a ja naprawdę się wtedy przez jakąś strasznie długą chwilę bardzo denerwuję (mój wewnętrzny zegar biologiczny robi mi w takich momentach brzydki psikus i prawie się zatrzymuje!!!) No ale potem najczęściej w końcu coś znajduję:) publiczność bije brawo, wręczają mi kwiaty, czekoladki i każą się uśmiechać do ukrytej kamery (odkąd przeczytałam "Świat Zofii" i potem obejrzałam "Truman Capote Show", nie przestaję grać w tych scenariuszach...) No i dziś właśnie tak miałam z komórką. Chciałam ją wyjąć z torby i im bardziej zaglądałam do środka, tym bardziej komórki tam nie było... I ponieważ byłam dziś w wielu różnych miejscach i nad jeziorem i na 'marcówce' (taki odpowiednik majówki bo słońce mamy na razie za darmo i to bardzo ekonomicznie wypada;) i trochę w lesie i w jakimś miejscu bardziej publicznym (chociaż nie domu:) i wszędzie, dosłownie wszędzie ta komórka mogła mi wypaść, nie przywiązuję wagi do tych wszystkich akcesoriów dopóki nie są mi do czegoś potrzebne... No i tak szukając i myśląc intensywnie co zrobię bez niej, aż się sama przeraziłam, jak bardzo jestem od tego małego 'g' zależna... Nie mam już od dawna telefonu stacjonarnego, nie mam absolutnie nigdzie zapisanych telefonów do moich przyjaciół, do rodziny, do nikogo prawie!!! Na pamięć znam tylko telefon stacjonarny rodziców, do których ostatecznie poszłabym zadzwonić z jakiejś budki telefonicznej (są jeszcze gdzieś budki telefoniczne, prawda??? Bo pewna nie jestem...) No ale co z resztą ludzi, z którymi tak bardzo chcę mieć kontakt, a są daleko i zupełnie inaczej niedostępni... "Niedostępny"-jeden z 'profili' na gadu-gadu, jak z niego kiedyś korzystałam (bo zawsze mnie ktoś w końcu do tego przekonywał, zakładał profil etc.) to zawsze miałam "niewidoczny" (co za absurd, nie cierpię tak gadać przez klikanie, nigdy się nie mogłabym tak w pełni wyrazić... nie rozumiem, jak można myśleć, że w ten sposób można kogoś w ogóle poznać?! A dźwięk głosu i ton i barwa lub jej odcień? A spojrzenie, wyraz twarzy lub jego kompletny brak? Zapach skóry, kształt oczu, ust i długość nosa? Brwi-szerokie czy skośne, czy się marszczą, a nos-czy się rusza i co to może znaczyć? Uszy, okulary, mam słabość do okularów... soczewki są takie banalne jednak, okulary nie są banalne... długość dłoni i kolor skóry, kolor oczu i włosów, ruch, sposób poruszania się, gesty... no ale co ja bym zrobiła bez komórki, gdybym nie mogła się z kimś tą drogą umówić??????????????????) I ile ludzi by się denerwowało, że nie odpisuję, że nie odbieram, nie dzwonię, znaku życia nie daję...
Masakra. Zniewalająca masakra piłą mechaniczną w moim medialnie ograniczonym umyśle:) To umyślnie tak nam zrobili!!! To wszystko made in China i to przez to nieszanowanie praw dziecka ani człowieka (trudno określić granicę 'inicjacji':) No proszę, cały świat widzi... Ten medialny świat ma się rozumieć... To nie cały, niecały... Jeszcze niecały na szczęście:) No i znalazłam:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Oj Klameczka, za dużo słońca w marcu. Marcówka a może igry marcowe. Nie wkładaj komórki do odtwarzacza CD. Potem trzeba go mocno potrząsać az wypluje szczęśliwy, /w/sad.
OdpowiedzUsuńnajbardziej mi się podobało jak przetłumaczyłeś HAPPYSAD=SZCZęśLIWY SAD!!!:)))
OdpowiedzUsuńUwielbiam to Twoje tłumaczenie normalnie!!!:)
mam nadzieję, że odtwarzacz nie zwariował z tego szczęścia i jednak mimo wszystko wypluł... czy tak?
tak, tak i jak się rozegrał starszej młodzieży muzyką...
OdpowiedzUsuńNie czułem się wcale od telefonu uzależniony. Jeszcze w ubiegłym roku mało kto do mnie dzwonił i pisał. Ja też nie często musiałem dzwonić. W pracy się przydawał co prawda ale niezbędny też nie był - dostępne stacjonarne, niektóre jeszcze z okrągłą tarczą wydającą ten specyficzny dźwięk, w zupełności wystarczyły. Używałem telefonu głównie do słuchania muzyki czy nagranych książek i korzystania z sieci. Możliwość sprawdzenia rozkładu autobusowego, tramwajowego, kolejkowego czy pociągowego strasznie ułatwia życie. Ile drzew można uratować notując w telefonie zamiast na kartkach papieru. Telefon był więc przydatny ale nie niezbędny.
OdpowiedzUsuńBardzo się zdziwiłem kiedy po tym jak mój telefon odmówił posłuszeństwa po kolejnym upadku na kafelki odczułem niepokój tak silny, że niemal fizycznie odczuwalny. Czy stałem się niewolnikiem komórki? Czy idąc za powszechną modą na wszelkiego typu uzależnienia mogę rozpoznać u siebie Zespół Zależności od Łączności Telefonicznej? Bzdura!
Mogę funkcjonować bez telefonu (Po stracie telefonu natychmiast pojechałem do domu rodzinnego po stary nieużywany telefon). Jest tylko trudniej. Mając telefon też nie muszę być na każde zawołanie. Kiedy chcę odpocząć mogę go wyłączyć albo zgubić w jednej z wielu kieszeni. Nie ja istnieję dla telefonu tylko on dla mnie. Od wczoraj zamierzam go używać rzadziej niż to miało miejsce od stycznia tego roku, bo nie chcę by była to dominująca forma komunikacji z najważniejszymi dla mnie osobami. Słowo pisane na blogu lub w liście może być dużo lepiej przemyślane. Rozmowa bez pośrednictwa nowoczesnych technologii jest dużo bardziej wartościowa i dostarcza więcej wrażeń umożliwiając przekazanie tego czego klikając, esemesując i gadając do mikrofonu telefonu lub kamery internetowej nigdy przekazać się nie da.
Uwielbiam notować na kartkach papieru, uwielbiam papier, uwielbiam książki i zeszyty, gdybym trawiła celulozę... jadłabym tylko korzonki i pędy zwłaszcza baobabów, może kiedyś będę baobabem (ja wierzę w reinkarnację, bo jest dla mnie oczywista z biologiczno-ekologicznego punktu widzenia i nie mam wątpliwości, że kiedyś się rozpadnę na atomy atomy atomy atomy atomy A TO MY? NA ATOMY!:)) a ile zatruwa się ZIEMI przez produkcję tych wszystkich telefonów komórkowych i wymienianie ich wciąż na lepszy model i wyrzucanie starych i ile wody będzie niezdatnej do picia po wycieku tych wszystkich metali ciężkich z ich baterii i ile przez to drzew NIE UROŚNIE, ile ptaków zginie a ryb ile zasymiluje tych metali... ile ludzi jeszcze zachoruje na raka z tej nadmiernej kumulacji kancerogenów (wszak zawsze jesteśmy ostatnim ogniwem łańcucha pokarmowego i na dodatek jemy wszystko czyli co popadnie najczęściej z braku czasu i pieniędzy i niby że człowiek jest wszystkożerny i 'to tak jak świnia' ale świnki by nie wypiły coca-coli, przynajmniej tak mi się wydaje, że im jeszcze nie wyperswadowaliśmy do reszty instynktu i dobrego smaku... choć pewna nie jestem i wolałabym, żeby nikt nie robił takich eksperymentów, żeby to obalić naukowo czyli obliczyć statystycznie... wystarczy, że na dzieciach się robi te eksperymenty, świnki są przynajmniej niepodatne na reklamy!!!)
OdpowiedzUsuńps. Diagnoza: jesteś uzależniony tak samo jak ja:) Miałeś objawy abstynencyjne i dążyłeś do jak najszybszego zdobycia kolejnej działki (czułeś się spokojnie, bo wiedziałeś, że u rodziców jakaś stara komórka będzie i że masz nadal swoją kartę SIM...)
OdpowiedzUsuńPrzykro mi:) Ale to nie jest rozpoznanie ostateczne!!!:))) Wszystkie diagnozy powinny być hipotezami... Wszystkie powinny być stawiane po to, żeby je obalić a nie po to, żeby je potwierdzić... I powinny być tajemnicą lekarską:) Ale to nie w czasach wolności słowa i praw pacjentów... Głupota roulez... C'est la vie! Kisssss:)*********