chleb żytni, chleb razowy, masło, czarna kawa...
nie wyobrażam sobie lepszego śniadania:)
margaryna jest obrzydliwa w smaku, więc nie może byś zdrowa:)
żadne statystyki nie powinny nikomu przysłaniać dobrego smaku!
a wszystkie sztuczne serki z aromatami identycznymi z naturalnym i borowikami, których nikt nie zbierał z lasu, bo wyrosły na wysypisku śmieci, przez co są tak zakonserwowane, że można je spożywać nawet post mortem, czyli po upływie terminu przydatności do spożycia naszych prawnucząt, są po prostu strasznym gównem, sorry
ale ludzie się uwielbiają konserwować za życia, bo wiadomo, że nikt się później już tak nimi nie zajmie, jak oni teraz sami sobą mogą, także carpe diem, carpe diem!:) [kiedyś pewien ktoś znajomy opowiadał mi o Horacym, że był wegetarianinem z przekonania, ale miał bardzo przywiązaną do tradycji mamusię i czasem dla niej rezygnował ze swoich ideałów, bo jak patrzyła na niego błagalnym wzrokiem pełnym miłości-wywołując w nim pokłady uczuć litości-i zadawała pytanie przed Wigilią: 'ale karpie zjesz?' to on pospiesznie potakiwał 'karpie zjem, karpie zjem', żeby ona już przestała tak patrzeć i kiedyś ktoś to usłyszał i przekręcił i zostało 'carpe diem' ale nawet sam Horacy nie wiedział co to znaczy]
instynktownie wybieramy wolność, ale sobie ją intelektualnie próbujemy wyperswadować...
miałam wczoraj dyżur i niesamowite zdarzenie (niesamowity finał, bo większość jest tak banalnie przewidywalnych, że szkoda pisać)
wieczorową porą...
kobieta (możliwie uznana przez 'średnią intelektualną' za 'poniżej normy IQ')
lat czterdzieści
wysłana przez innego lekarza z kompletnie innymi podejrzeniami (im więcej lekarzy na jednego pacjenta, tym więcej podejrzeń:))
ale z bólem w klatce piersiowej, bagatelizowanym od rana (tylko trochę zdenerwowana, że nie przechodzi)
i na EKG ewidentny zawał serca
w badaniach laboratoryjnych potwierdzenie tego rozpoznania
oczywiście wszystko próbuję robić 'zgodnie ze standardem postępowania'
rzekomo międzynarodowym, unijnym, amerykańskim, zachodnim, no takim:)
a kobieta się wyłamuje
nie ma ochoty zostać w szpitalu, przestało boleć-no to ona już dziękuje i pójdzie
tu kardiolog z Referencyjnego Ośrodka Hemodynamiki chce jej robić koronarografię, angioplastykę-tłumaczy, ona nic nie rozumie, ona słuchać nie zamierza...
kardiolog z oddziału- że to najwłaściwsze postępowanie, zalecone, rekomendowane
że jak ona wyjdzie, to może umrzeć
a ona chce wyjść i nie ma zamiaru umierać, bo ona ma coś do załatwienia pilnego w środę i to jest sprawa najwyższej wagi, bo to jest sprawa urzędowa
tu cała świta pielęgniarek, pielęgniarzy i lekarzy ją opierdziela, że ona do środy może nie dożyć i że żadna sprawa urzędowa nie może być ważniejsza od jej zdrowia
że musi teraz się oszczędzać i odpoczywać, bo to był stan zagrożenia życia
a ona owszem, odpocznie w domu i mamy ją wypuścić, bo ona nigdzie nie zostanie
aż przestaliśmy ją straszyć, żeby nam podpisała deklarację, że 'oświadcza, iż wbrew zaleceniom... naraża się na... jest w pełni świadoma' etc...
leki do domu, karetka i pojechała
i wygrała!:)
Wygrała w starciu ze służbą zdrowia (bo w kabarecie 'Tej' i skeczu 'Mamuśka' pewien wujek złamał sobie rękę uciekając przed zbierającymi dobrowolne składki na ochronę zdrowia:)
Wygrała ponieważ nam nie uwierzyła...
I wcale nie wiadomo co będzie ale tak samo nie wiadomo co by było gdyby:)
Ona się instynktownie bała szpitala (jak mój dziadek, który miał rację) bała się w nim zostać, przecież nikt nie bierze pod uwagę możliwości powikłań po leczeniu inwazyjnym, możliwości uszkodzenia tętnicy wieńcowej, tamponady osierdzia, powikłań poreperfuzyjnych, powikłań infekcyjnych, powikłań polekowych...
wszyscy są przekonaniu, że jak coś jest 'rekomendowane przez WHO' to jest 'naukowo udowodnione, udokumentowane' więc właściwe
a to jest tylko statystycznie właściwe
dla statystycznego obywatela (może u nas trzeba się nazywać Nowak albo Kowalski, żeby zareagować zgodnie ze statystycznymi rokowaniami czyli przewidywaniami???;)
a bywa zawsze po prostu rozmaicie, różnorodnie i tak niebywale jednak indywidualnie:)
leczenie konwencjonalne dla konwencjonalnych, a dla niekonwencjonalnych-leczenie niekonwencjonalne:)
muszę zrobić taki napis na murze sprayem w formie graffiti:)
w kolorze zielononiebieskim, modrym czyli:)
nadaję tej kobiecie oficjalny tytuł bohaterki miesiąca Marzec. Na serio. Nie wiem czy bym się zdobyła na taką odwagę, tylko lubię tak o sobie myśleć... nie słuchać tego, co mówią inni... słuchać siebie!!!
Jak w piosence Stinga:
"Be yourself, no matter what they say"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Nikt z nas nie jest statystycznie uśredniony. Żaden standard postępowania nie jest idealny dla każdego. Lekarz zawsze musi podchodzić do pacjenta indywidualnie. Dlatego mówi się o sztuce lekarskiej a nie rzemiośle. Ślepe podążanie za standardami jest pójściem na łatwiznę lub zwyczajną głupotą.
OdpowiedzUsuńNie zgadzam się, że wszyscy wierzą w rzeczy naukowo udowodnione. Obawiam się, że wielu ludzi, tak jak opisana pacjentka, kompletnie się tym nie interesuje. W ulotkach leków czytają o działaniach niepożądanych i ze strachu przed nimi wyrzucają tabletki zamiast je zażywać. To często prowadzi do tego, że zaczynają leczyć się zbyt późno. Nie pozwalają amputować piersi, w której rozwija się nowotwór (we wczesnym stadium może nie być konieczne usunięcie całej piersi) i umierają choć mogliby żyć.
Kierowanie się instynktem czasem ratuje życie, a czasem doprowadza do szybszej śmierci. Nie ma reguły. Musimy myśleć i decydować - nie ma od tego ucieczki w proste rozwiązania.
Dlaczego lekarz ma decydować o tym, kto może żyć a kto nie? A jak ktoś już nie chce??? Jak ma dość i ogólnie nie ma już na to wszystko siły, bo akurat się znalazł w takim kontekście rodzinno-kulturowo-religijno-państwowo-cywilizacyjnym
OdpowiedzUsuńi już nie chce dłużej, bo sensu nie widzi
to co?
ma żyć, usuwać piersi i 'będzie dobrze'
co to znaczy szybsza śmierć?
czyja to perspektywa?
skąd wiadomo ile by przeżył i czy przeżyłby operację, naświetlania i to całe beznadziejne leczenie chemioterapeutyczne???
Znam ze słyszenia trzy opowieści prezentujące trzy stanowiska, jakie może podjąć lekarz, u którego wykryją (lub sam sobie zdiagnozuje) nowotwór
1) popełnia samobójstwo (tak zrobił tata mojego kolegi, chirurg, kompletnie nie wierzył w możliwość wyleczenia, a nie chciał się poddawać chemioterapii, bo widział, jak to wygląda-świadomość można mieć tylko jak się jest naocznym świadkiem takiego postępowania...)
2) poddaje terapii konwencjonalnej i reaguje większością działań niepożądanych (efekt nocebo-za dobrze zna te działania, za bardzo się ich boi...) no i to się może skończyć dobrze lub źle w zależności od czegoś zupełnie innego...
3) kompletnie odwraca się od metod konwencjonalnych i szuka pomocy u psychoterapeutów, bioenergoterapeutów, praktyk obrzędowo-religijnych, próbuje-wierzy i wtedy to najczęściej skutkuje (akurat taka panią też poznałam, choć nie podałabym jej danych dla uwiarygodnienia tego, poza tym oczywiście-wszyscy sceptycy na to tylko krzywo się uśmiechną i powiedzą, że mnie nabrała i możliwe, możliwe... ja jestem tak bardzo podatna na sugestie i manipulacje, że w ogóle się przed nimi nie bronię:) za to wierzę w to, w co chcę wierzyć, robię to, co mi osobiście służy i nie ufam przewlekłemu stosowaniu leków, większość działa immunosupresyjnie (zmniejsza odporność organizmu) i świadomie bym się nie poddała żadnej operacji, bo zbyt wiele razy asystowałam i nikomu tego nie polecam bez tzw.BEZWZGLĘDNYCH WSKAZAŃ... A z reguły kieruję się już instynktem:) ale to jest moja reguła! Albo może lepiej-uwzględniam to, co czuję i to jest dla mnie o wiele ważniejsze niż jakiekolwiek ustalone zasady i reguły i prawa jakichkolwiek autorytetów.
Tego się nie da czytać...
OdpowiedzUsuńRozumiem, że po to cała współczesna medycyna, żeby nam zaszkodzić.. ehhh
Nie chciałabym trafić na takiego lekarza.
Na lekarza najlepiej w ogóle nie trafiać, czego wszystkim bardzo życzę:))
OdpowiedzUsuńPo prostu tylko jednakowoż... nie przewidujemy wypadków... A adrenalina jest nadal nieprzebadaną substancją ze względu na brak możliwości stworzenia reprezentatywnej grupy porównawczej, co by dostawała PLACEBO ze względu na nieetyczność takich badań:) To ostatnio na kursie pt.'Natychmiastowa Pomoc w Nagłych Wypadkach Dzieci' powiedzieli i strasznie mi się spodobało:)
Normalnie z lekarzami jest tak, że jak się nie podoba, to można go zmienić:)
Tak samo jak można zmienić prawnika, doradcę finansowego, fryzjera, tylko hydraulika trudno jak jakaś rurka pęknie i gwałtownie przecieka, a poza tym jest ich coraz mniej, bo we Francji, Danii i Norwegii zarabiają więcej i się cenią:)
A z medycyną to jest takie BEZWARUNKOWE PRAWO BEZWZGLĘDNOŚCI (BpB)
że w PRZYPADKU gdy ktoś strasznie nie chce wyzdrowieć albo ma już dość swojego życia, to medycyna jest wówczas BEZRADNA
a w PRZYPADKU gdy ktoś strasznie chce żyć zdrowo i nie ma niczego (ani nikogo) dość, to jest zdrowy i medycyna jest wtedy NIEPOTRZEBNA:)
i jak śpiewa 123 'i taaaak, warto żyć!:)'
a co zrobić, żeby się komuś chciało chcieć???
to chyba trzeba jakoś wyczuć... na to nie ma lekarstwa, operacji ani terapii
ewentualnie psychoedukacja, to tak:)
Jest jeszcze takie podejście, które integruje wszystkie 'możliwe' podejścia lecznicze, terapeutyczne i duchowe czerpiąc z tradycji medycyny tybetańskiej i takie prezentuje dr David Servan-Schreiber w książce "ANTYRAK, nowy sposób życia" który chorował na nowotwór złośliwy mózgu i jest przekonany, że pokonał go w taki właśnie sposób... Z wykształcenia profesor neuropsychiatrii Uniwersytetu Pittsburgh, wykładowca na uczelni w Lyonie (piszę to o nim, bo dorośli przywiązują taką wagę do tytułów i prestiżu społecznego;)
OdpowiedzUsuńWięc ta książka jest godna polecenia, a płynie z niej dość spora dawka radości, że Polska JESZCZE nie jest tak skażona chemicznie i biologicznie, więc TEORETYCZNIE powinno nam się tutaj dość zdrowo żyć, chyba że zatrujemy się unijnym sceptycyzmem i amerykańską podejrzliwością, ale to już inna sfera skażenia emocjonalnego atmosfery... Niestety jak ktoś psuje klimat, to wszystkim psuje i to jest bardzo rzadko odwracalne w porywach do nie jest odwracalne, nie wiem...