Krzysztof Varga:
"Sonda kosmiczna NASA zarejestrowała najstarsze światło, jakie istnieje i jakie może dotrzeć do Ziemi. Zdjęcie wykonane przez sondę pokazuje Wszechświat w wieku 380 tyś. lat. Dziś nasz Wszechświat ma 13,7 mld lat. Dziś także zrozumieliśmy, że nasza wiedza o nim jest prawie żadna-ogarniamy może 5 procent tego Wszechświata i wiemy, że tak naprawdę nic nie wiemy. (Sokrates też myślał, że do niczego nie doszedł, taka surowa samokrytyka źle rokuje-przyp.RiB:)))
Science fiction nie zajmowała się-co oczywiste-historią, ale przyszłością Wszechświata. Kosmiczne wizje literackie i filmowe ukazywały ową przyszłość w świecie groźnej technologii albo "the day after", kiedy okazywaliśmy się ofiarami własnego pędu naukowego. Ale tak naprawdę była to wizja prostacka-sięgająca kilku wieków, czasami kilku dziesięcioleci w przód. Jakoś podświadomie baliśmy się sięgać wyobraźnią dalej. Teraz już wiemy, że przyszłości tak naprawdę nie ma, i jest to wiedza przerażająca. (taki naukowy dowód braku perspektyw na życie wieczne, dla wielu to naprawdę jednak ulga-to może być nawet 'wiedza pocieszająca' bo punkt widzenia zależy od...RiB:))) Wszechświat będzie się rozszerzał, coraz szybciej stygnąc, aż przestanie istnieć. O wiele wcześniej-za jakieś 5 mld lat-przestanie istnieć ludzkość. Ktoś może powiedzieć, że 5 mld lat to kawał czasu (szybko zleci!-przyp RiB:)), ale przecież każdy wie, że czas płynie szybko (każdy oprócz czasu i nielicznych nieliczących szczęśliwych-RiB:))
Od kiedy złagodniała moja mizantropia (dla niewtajemniczonych w to pojęcie-oznacza niechęć do gatunku ludzkiego, coraz więcej jego przedstawicieli na to choruje-ja też i można to też nazwać fobią społeczną, fobią państwowo-narodową, fobią białego koloru skóry i niebieskich oczu-taka autodiagnoza RiB:)) coraz trudniej jest mi się pogodzić z tą nieuchronnością (mi się było kiedyś trudno pogodzić z nieuchronnością pójścia do pracy, więc zmieniłam pracę i już mogę, bo jest fajna-RiB;)).
Wiem, że przez ten czas ludzkość jest w stanie zrobić imponującą masę świństw i być może unicestwić się parę razy, ale w sumie po co, skoro i tak diabli nas wezmą, wraz z całą naszą historią, pamięcią i czymś, co lubimy nazywać "spuścizną ludzkości"-kulturą, sztuką.
O wiele łatwiej było pogodzić się z wizjami Talesa z miletu i Ptolemeusza (jak komu-bo Hypatii nie bardzo, za to bardzo polecam ten film zanim go oprotestują szaleni wyznawcy ortodoksji której bądź-RiB:). Dziś trzeba pogodzić się z wizją George'a Herberta Wellsa. Nasza wiedza-dzięki której potrafimy coraz lepiej się leczyć i coraz lepiej zabijać-bywa też źródłem egzystencjalnej rozpaczy."
Moje wątpliwości co do coraz lepszego leczenia się już przedstawiłam, nie będę się powtarzać (jak pewna pani z "Allo allo":)) ale wrażenie można mieć zważając na przewagę aptek nad sklepami obuwniczymi oraz ich niebywałą inwazyjność reklamową, co dźwignią handlu jest. Natomiast dzięki temu faktycznie o wiele łatwiej, szybciej i skuteczniej jest się nieodwracalnie otruć, zwłaszcza jak się przebywa w wieku tzw.'Sturm und Drang' i przeżywa się "Cierpienia młodego Wertera", dramat "Romea i Julii" czy też czuje się równie niezrozumianym przez nikogo jak "Martin Eden"...
Rzeczywiście wiedza szkodzi (refleksja Krzysztofa Vargi zgadza się z tą Jacka Londona) ale podobno 'co nas nie zabije...' i 'nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło' a moja mama zawsze powtarzała, że 'przysłowia mądrością narodu' :)))
Hypatia była równie niesamowitą wykreowaną postacią, co sam kreujący się pan Varga, niezwykłe, że ktoś potrafi na chwilę oderwać się od swojego życia i pomyśleć 'dalej' nawet jeżeli to 'dalej' to już kompletna prahistoria, z czym musimy się zmierzyć zawsze spoglądając w gwiazdy:) niezależnie od panujących powszechnych przekonań- geocentryzm, heliocentryzm, to zawsze był przede wszystkim antropocentryzm... no a z punktu widzenia wielkich odkrywców, można powiedzieć egocentryzm, który chcieli innym 'zaszczepić' przez 'przedstawienie niezbitych dowodów'. Potem się okazywało, że nie ma takich dowodów, żeby ich nie można było zbić (to jak z gorączką:)) i się okazywało, że spłonęli na stosach w słusznej sprawie i że być może było warto?
Z punktu widzenia tych, co nie spłonęli:)
Historię piszą zawsze zwycięzcy, niezależnie od tego z której strony frontu-to mogą być przecież zawsze tylko ci, co ocaleli, bo trudno jest pisać po ciemku (mój przyjaciel Białorusin ma cudowne motto życiowe: 'wyjścia nie ma tylko z trumny!':))
A pana Krzysztofa wysłałabym do sekcji sportowej, coby nabrał jeszcze więcej optymizmu, bo bez przesady!:))
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Mnie też czasem wydaje się, że jestem jakaś nieprzystosowana. Dosłownie! Nie zadążam za światem, a raczej ludźmi, którzy go kreują. I Coś mi się wydaje, że nie jestem w tym odosobniona.
OdpowiedzUsuńGdyby tak bliżej przyjrzeć się ludziom, którzy grają swoje role w tym teatrze... w pogoni za wielkością, zapominają o sobie, o tym kim na prawdę są i czego pragną! Stwarzają pozory człowieka szczęśliwego, ktoremu nic nie brakuje, chociaż tak na prawdę w głębi duszy czują się samotni.
"Nie obawiaj się niczego. Nie przyszłaś tu po to, by odegrać jakąś rolę [...]. Widzisz, niektórzy ludzie żyją skłóceni z innymi ludźmi, skłóceni z samym sobą, skłoceni z życiem. Wówczas zaczynają odgrywać spektakl w oparciu o scenariusz, który jest odbiciem ich własnych frustracji."
"Siedzę całymi dniami nad książkami i zeszytami, by nadludzkim wysiłkiem zakuć się własnoręcznie w kajdany. W końcu do czego jest mi potrzebna posada w urzędzie? Co mi ona da więcej jako człowiekowi. Nic. Przecież nie po to przyszłam na świat, by tkwić za biurkiem, pomagając jakimś sędziom w prowadzeniu procedur sądowych."
A gdyby tak... wrócić na chwilę do epoki, kiedy to niewinność otwiera serca na to, co w życiu najlepsze?
"Powinniśmy zawsze słuchać małego dziecka, którym niegdyś byliśmy - i które wciąż jeszcze w sobie nosimy. Ono dobrze wie, co to są magiczne chwile. I choć często udaje nam się zagłuszyć jego płacz, to jednak nigdy nie zdołamy stłumić jego głosu.
To dziecko, ktorym byliśmy, ciągle jest w nas obecne. Szczęśliwe są te maleńkie istoty, bowiem do nich należy Królestwo Niebieskie.
Jeśli nie narodzimy się na nowo, jeśli nie uda nam się spojrzeć na nasze życie raz jeszcze, z dziecinną prostotą i entuzjazmem - to gubimy sens życia.
Ludzkość wymyśliła wiele sposobów samobójstwa. Ci, którzy próbują uśmiercić swoje ciało, znieważają Boskie przykazania na równi z tymi, którzy próbują uśmiercić swoją duszę, choć zbrodnia tych ostatnich jest mniej widoczna dla ludzkich oczu." :)
no bo dusza ma to do siebie... że raczej jej nie widać:) i jak się jej na dodatek nie czuje, że się ją ma, to nie podejrzewa się jej istnienia u kogokolwiek innego... i zostaje ciało i można mu zafundować gimnastykę, masaże, zabiegi SPA, kolczyki, tatuaże, nacięcia... bo ból najsilniej przypomina, że jesteśmy żywi...
OdpowiedzUsuńps. Niestety nie wszystkie dzieci są szczęśliwe i nie wszystkie dzieci to 'czują'... to kwestia tych ludzi dookoła, którym się przypatrują i od których się wszystkiego uczą... i naśladują ich w 'swoim świecie' więc w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy aktorami, tylko nie każdy sobie z tego sprawę zdaje, ale jak ktoś czuje się szczęśliwy, to chyba nie musi:)
OdpowiedzUsuńKto jest samotny ten jest samotny
OdpowiedzUsuńKto jest gruby ten jest gruby
A ja łażę sobie gdziekolwiek
I żuję HUBY BUBY!
Dobra.Tym dennym "wierszem" chciałem zaznaczyć,że tragedii nie ma.Jak komuś jest dobrze to ok.Po co miałby mieć świadomość,że jednak jest zagubiony.Każdy jest.bla bla bla.Poza tym tylko w połowie rozumiem lub w połowie nie rozumiem tego wychwalania i gloryfikowania dzieciństwa.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOczywiście tez czasem myślę,że chce jakos żyć pełniej.Jestem w trakcie realizacji tego celu i przeszkadza mi monotonia itp.Ale ogólnie Jest luz.
OdpowiedzUsuńCzasem warto jest się na chwilę 'zatrzymać', rozejrzeć dookoła, bo człowiek obecnej cywilizacji tak daleko oddalił się od natury, że nawet 'zapomniał o własnym oddechu'.
OdpowiedzUsuń'Podczas tysiącleci opanowanie technik oddechowych stanowiło integralną część medytacji - integralną częścią podróży do esencji naszego "ja". Poprzez oddychanie, zwłaszcza gdy jest ono pełne i głębokie, możemy skierować nasze myśli do najgłębszych pokładów tej niezwykłej świątyni, jaką stanowi nasze ciało'.
A teraz pora zejść na ziemię i pooddychać świeżym powietrzem (ale tak na serio), bo szkoda by zmarnować taką piękną pogodę. Wiosna! Uwielbiam kiedy wokół robi się zielono i wszystko budzi się do życia :)
Ano, bociany już na lubelszczyznę przyleciały!!! Zadziwiające, że one zawsze jednak wracają... Mimo wszystko:)
OdpowiedzUsuńZmieniają się rządy, przesuwają granice, mieszają ludzkie języki i kolory i zapachy i uczucia i nastroje i ustroje... a one przylatują, bo Wiosna i już!:)
Wiosna, Wiosna-ach to Ty!:)