Nic bardziej nie skłania do refleksji nad kondycją tytułowej 'służby' jak znalezienie się w 'jej rękach'...tak "Na dobre i na złe" i jest ciężko...
Przyjęcie do szpitala jeszcze w miarę sprawnie (choć przedtem trzeba było czekać w poczekalni lekarza rodzinnego godzinę na krzesełku plastikowym pośród kaszlących dzieci, co czasami bywa bardzo trudne, męczące i frustrujące-ale mniejsza!) ale dalej już wszystko opieszale... Diagnostyka przedłużająca się w nieskończoność! Oczekiwanie na wynik tomografii komputerowej-półtora tygodnia (nie ma radiologa? pulmonolog nie umie zinterpretować badania, które sam zlecił? dlaczego???) Odechciewa się zdrowieć z poczucia beznadziei i bezradności oraz strachu, 'co też tam wyjdzie?' ...
Nie mówiąc już o warunkach 'socjalnych' w samym szpitalu-jedzenie okropne i bezwartościowe (na śniadanie-chleb z dżemem, na obiad-zimne kopytka bez niczego, na kolację- chleb z dżemem/ to oczywiście wersja wegetariańska posiłków) bez 'dokarmiania z zewnątrz' bym nie przeżyła na tej karmie, a raczej osłabiła się jeszcze bardziej. A i tak byłam mocno osłabiona! Nie wiem skąd mi się wzięło wysiękowe zapalenie opłucnej, skoro byłam przekonana, że mam grypę, ale wzięło się i trzeba było rzucić wszystko i przenieść się do tego piekiełka, w którym pacjenci palą w łazienkach, skąd nie dość, że ciągle śmierdzi, to jeszcze zimno wieje, bo okna otwierają, żeby się dym z mrozem wymieszał... A moje dziecko trzynastomiesięczne zostało z tatą, nagle bez zawsze dostępnego mleka, piersi i ciepła i nie mogło tego objąć jeszcze swoim bardzo małym rozumkiem! Musi być dzielny i jest, a jak słyszy mój głos przez telefon, to mówi 'mami' a ja wtedy ryczę jak bóbr i to ja sobie gorzej radzę z tą sytuacją niż On. Mój dzielny synek Krzyś. Mój bohater:) Jak się tak mówi do Niego, to podnosi obie ręce do góry, że taaki jest właśnie dzielny, ale robi tak, bo widzi, że nam się podoba i tacy dumni z niego jesteśmy, no to powtarza... Cudowne było Go karmić od początku do teraz, bo zdawał się coraz bardziej tym cieszyć i coraz lepiej okazywał jak bardzo to lubi. Już nie będę mogła do tego wrócić, bo nawet jak wyjdę za tydzień (a tak mi obiecują) to na lekach, których On nie może dostać, pokarm mi się prawie skończył i powinnam przyzwyczaić go do nieprzerwanego snu nocnego (bo Krzyś ze trzy, cztery razy potrafił się jeszcze budzić i przysysać, co sprawiło, że od trzynastu miesięcy nie przespałam ciągiem dłużej niż cztery godziny-i-jak widać-nie odbiło się to najlepiej na moim zdrowiu...) No dobra-to było oczywiste! Byłam przemęczona i przewlekle niewyspana, zestresowana i zdenerwowana (czyt.drażliwa;) ale CO MIAŁAM ZROBIĆ??? Wciąż zadaję sobie to pytanie i nie znajduję odpowiedzi... Pewnie powinnam spać z Krzysiem, odpoczywać w dzień, ale ja nigdy nie spałam wcześniej w dzień i wkręciłam sobie, że nie umiem, poza tym zawsze było pełno roboty! Strasznie się można zapędzić samemu w taki kozi róg i jak KTOŚ się nie znajdzie i nie wyprowadzi, to człowiek tam tkwi i się męczy... Miało być o służbie zdrowia, a zrobił się publiczny pamiętnik... Ciągle chciałam tego uniknąć, bo pamiętnik piszę sobie prywatnie i to jest sprawa wielce intymna uważam, ale samo mi się już napisało i popłynęło strumieniem świadomości... Nic takiego w sumie. Jakichś wielkich tajemnic nie odsłaniam:)
Chciałam odsłonić tajemnice czyli kulisy służby zdrowia, bo nie każdy o tym wie, kto nie musiał tego doświadczyć na własnej skórze... I powiem szczerze, że to jest wielki, porządny argument za tym, żeby wyjechać z tego kraju. Naprawdę. W trosce o własne zdrowie i zdrowie swoich dzieci. Niemcy, Szwajcaria, Francja, Norwegia, Szwecja... nie wiem jak gdzie indziej, ale w tych państwach WIEM, że jest dobra organizacja i lepszy poziom usług lekarskich. Wielka Brytania odpada-koledzy mówią, że ogólny chaos, dezorientacja i dramat-to tak jak u nas:)
I co z tą służbą zdrowia? Że trzeba zakasać rękawy i zmieniać? To na pewno, ale ile to czasu i woli wielu ludzi trzeba, żeby coś się ruszyło... Pokolenia!
