Nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi, jak się człowiek przeprowadza i nagle dookoła niego 'ujawniają' się różni sąsiedzi... Można trafić cudownie a można fatalnie-ot, los, traf, szczęście, pech! Tak samo jest w szpitalu, tylko trochę gorzej;)
Z sąsiadami nie trzeba spać i dzielić wspólnej toalety... wspólnego powietrza na sali i 'wspólnego' telewizora!
Mi się nadarza trafić na starszą panią (z którą kojarzy się bardzo niedobrze tytuł pewnego filmu-wolę nie pisać:) która od razu mówi, że jest Grażyna i ma marskość wątroby przez 'błędy młodości'... Hmm... potem mówi, że już się teraz musi dobrze prowadzić-"wiesz, żadnego alkoholu ani narkotyków"-kiwam głową ze zrozumieniem... Następnie wyciąga z szafki paczkę papierosów (oddział chorób płuc!) to już reaguję- -pani pali? przy pani chorobie? ale tu nie wolno?
Ona-"aa, mam swoje miejsca... nie wolno mówić. Bo można mandat dostać. Nie wolno mówić"
No pięknie-myślę, znam te miejsca-to się nazywa łazienka. Wszyscy tam łażą i palą przy otwartym na oścież oknie-mróz czy nie mróz... Masakra.
-A nie myślała pani, żeby rzucić? Tu w szpitalu, jest okazja... A przy tej chorobie naprawdę nie powinna pani...
-"Ale co mam zrobić, no co mam zrobić? Nie mogę, ja się zawsze denerwuję, jak nie mam."
No tak-jedyne, co jej zostało z 'błędów młodości'... a tak to się musi 'dobrze prowadzić'
Co za wyrażenie w ogóle! "DOBRZE SIĘ PROWADZIĆ" -jakbyśmy byli kierowcami swoich ciał... no ale w sumie tak jakby jesteśmy... tylko nie od początku... najpierw nami kierują... nie mamy wpływu na to, czy urodzimy się i będziemy pieszczeni i całowani, myci i kremowani, czy bici i zaniedbywani... a potem sami się zaniedbujemy, bo nikt nas nie nauczył, jak o siebie dbać? Nikt nie szanował więc nie szanujemy, nie znamy takiego 'stylu życia', 'sposobu postępowania'... Możemy czuć, że coś jest nie tak, ale nie wiemy co i jak to zmienić? I potem zostajemy współsalowiczką jakiejś pani, której się nie podoba, że nie pachniemy i biegamy 'zafajczyć' (a przecież 'wszyscy zawsze fajczyli w naszym otoczeniu')...
Zrozumienie? Ale to nic nie zmienia!
Pani ogląda w nocy telewizję, po północy robię się wkurzona, bo i bez tego trudno mi tu zasnąć-pytam-a ten telewizor to tak całą noc ma grać? A ona-"jeszcze tylko po tym, będzie 'Kuba Wojewódzki'" -na to ja wkurzona-Ale już jest po dwunastej!
A ona-"ale 'Kuba Wojewódzki' a ja ostatnio nie oglądałam..."
Normalnie rozbrajające!
Włożyłam stopery do uszu, nakryłam się poduszką i mówiłam do siebie, że jak będę zła, to już na pewno nie zasnę i muszę się uspokoić i jakoś odpłynęłam na szczęście, ale nie wiem, jak to zaakceptować, nienawidzę telewizora, przeszkadza mi!
W innym pokoju mam dwie koleżanki, jeszcze bardziej krytyczne niż ja;)
Chciałyśmy być razem, ale z przyczyn 'sanitarno-epidemiologicznych' nie możemy i tylko przesiaduję u nich całymi dniami poza rozmowami z moimi mężczyznami na skype, odwiedzinami Pawła i porami posiłków. Tempus fugit. Prawie nie mam czasu na książki i gazety-a przecież mam tu mnóstwo czasu! Ach, ten czas, Pan Czas! Jest tak jak na podwieczorku u Szalonego Kapelusznika w "Alicji w Krainie Czarów"... ciągle się trzeba przesiadać i wciąż stygnie herbata:) Życie.
