Gołębie jakie są-każdy widzi, ale co je tworzy-nie każdy wie:)
Nasze 'szpitalne gołębie' uwielbiają pokrojone kopytka i ciasto z mrożonych pierogów (wysysam ser lub truskawki) oraz ryż z marchewką i ziemniaki z zupy...
Wszystko to ląduje na parapecie (próbuję być wyrzucona dyscyplinarnie ale póki co przechodzi to niezauważenie;) a one z lubością podfruwają i połykają w całości wszystko, co się im podrzuci, rozrzucając czasem resztki dookoła siebie, gdy coś przyklei im się do dzioba-co sprawia, że resztki klusek i np.truskawek z pierogów lądują na szybie i wygląda ona... delikatnie mówiąc coraz mniej przejrzyście:)
Zewsząd mnie chciano wywalić dyscyplinarnie (z koloni, obozu żeglarskiego, szkoły muzycznej, zajęć z dermatologii na studiach jak było o kile narządów płciowych etc...) ale zawsze jakoś się udawało i ktoś się litował i zostawałam. Tym razem to ja chcę:) Jutro są Walentynki i uciekam nad morze! Mój mąż na szczęście współpracuje, inaczej nie miałabym szans!:) Nie miałabym zresztą nawet ochoty spędzać to święto gdzieś bez Niego, a to akurat On wymyślił:) Ja wymyśliłam, żeby uciec na ślub do naszych przyjaciół w pewną sobotę, ale to jeszcze dalekosiężne plany... A tu już jutro TAKA OKAZJA!:)) Następna będzie w Tłusty Czwartek, potem w Dzień Kobiet i nie wiem, co jeszcze się w marcu nadarza... Ach, jak mnie przyłapią, to pewnie będą tylko nieprzyjemności a o wywaleniu dyscyplinarnym nikt nawet nie wspomni:( "Bo tutaj jest jak jest..."
Wczoraj moja Pani oglądała o odchudzających się Amerykanach-w sześć tygodni waga kogoś spadła ze 116kg do 99kg 'brawo, brawo! wielki sukces! należy się wizyta u fryzjera gwiazd!' Strasznie głupie te programy-króluje tvn i tvn-style... Uciekam do koleżanek z innej sali z napisem "IZOLACJA" (śmiejemy się, że łóżko polowe tam wstawię i będę waletować:) wczoraj wróciłam chwilę przed północą (przynajmniej się w nic okropnego nie zdążyłam zamienić i nikogo nie wystraszyłam po drodze;) i pani grzecznie potem wyłączyła telewizor. Uff-wychowałam ją!:) Co za ulga!
Śmieszną miałam sytuację obchodową-nowa lekarz, bardzo młoda, mówię-wie pani, takie mam dziwne wrażenia oddechowe, jak zrobię głębszy wdech-to tu mi tak trzeszczy, a ona (jak w dowcipie, ale bardzo poważnie) -to może niech pani tak głęboko nie oddycha?
Zdębiałam:)
Potem miałam rehabilitację i mówię to samo rehebilitantce-a ona-'to tarcie opłucnowe- trzeba jak najwięcej robić takich głębokich wdechów, żeby to puściło'
Nie umiałam się nie roześmiać:)
Jestem w szpitalu klinicznym, widziałam dziś studentów jak się przebierali i spieszyli na wykład i stwierdziłam, że nie wyróżniałabym się wśród nich za bardzo i poszłabym sobie na te wykłady, gdyby nie były w okolicach naszej odprawy...
Fajnie, coś bym sobie poprzypominała o chorobach zakaźnych i czas by zleciał...
A jak się powinno chodzić, to się nie chodziło i tak było szkoda czasu;))
Takie śmieszne to życie z różnych perspektyw...
Tylko mojego synka mi szkoda, że widzi mnie teraz tylko za szybą komputera i nie może mi się władować na plecy (jak lubił najbardziej poza przyssaniem się po drugiej stronie:) i on ma taką teraz perspektywę a ja nie wiem, jak to na niego wpłynie...
