środa, 8 lutego 2012

O TYM JAK NIC SIĘ NIE DZIEJE

Nie jest fajnym stanem stan, w którym subiektywnie nic się nie dzieje.
Nie wiem, być może jest to stan pożądany w pewnym wieku, może gdy ktoś jest bardzo zmęczony, zestresowany etc... Ale przez ogólną wyobrażoną przeze mnie 'zdrową większość' chyba nie?:) Tak jest w szpitalu, choć tu się przecież obiektywnie strasznie dużo dzieje: przed szóstą rano wpada z impetem pielęgniarka zmierzyć temperaturę (niezależnie od dyżuru-wszystkie robią to właśnie 'z impetem' że człowiek ma się ochotę poderwać na równe nogi i wstać na baczność na jakiś apel, wartę czy wahtę- za wiele pobytów na obozach?) potem już z korytarza dochodzą odgłosy pani sprzątającej korytarz, obcasów pielęgniarek przychodzących na zmianę o siódmej, obcasy pielęgniarek kończących swoją nocną zmianę, obcasy lekarek przychodzących do pracy, buty zmienne pielęgniarek roznoszących leki, buty pań podających śniadanie i ich krzyki pod każdymi drzwiami "ŚNIADAANIE!"-pełne jakiejś irytacji jakby, że się nie stoi przed drzwiami i nie czeka, żeby zabrać zaraz ten talerz z zupą najlepiej razem z tym drugim z chlebem i dżemem... Za długie zdanie skonstruowałam;) Potem jest obchód, ale tylko przez lekarza prowadzącego, bo im się nie chce tu pochodów trzeciomajowych uskuteczniać (i słusznie, słusznie, to chyba mało miało sensu, ale nie wiem...) Potem badania diagnostyczne-jeśli akurat się trafią-można pojechać karetką do nieopodal stojącej Akademii Medycznej na tomografię komputerową, gdzie można spędzić coś koło czterech godzin w kolejce oczekujących i czas wtedy 'zleci', można iść do pracowni rtg i też się naczekać, ale wtedy można wyjść na zewnątrz i gapić się na koty, których jest tu cała sfora niesamowita i pobudowane mają domki, pod którymi poustawiane pełne miseczki jedzenia, dobrze mają! No i się dzieje jednak, prawda? Ale jak się akurat nie ma badań (bo to niecodzienna atrakcja, raczej pojedyncza na cały pobyt) to trzeba zostać w pobliżu łóżka i słuchać z korytarza odgłosów 'życia' w postaci pokrzykujących coś do siebie pacjentów- "Romek, wziąłeś tabletki?!" "Oglądamy serial?!" "Obiad! żartowałem" "I chcą mnie tu trzymać dwa miesiące, ich chyba po...liło!!!" "Przychodzi ktoś do ciebie dzisiaj? To niech fajki przyniesie" etc.etc...
Można by było się włączyć-to by się działo! A wykształciuchy siedzą zamknięci w pokojach i na wszystko narzekają! Na smród papierosów na korytarzu, na smród papierosów w łazience, na lodowate zimno w łazience od co chwila otwieranego okna, na zapach przetrawionego alkoholu w pobliżu niektórych pacjentów, na beznadziejne jedzenie... nic im się nie podoba, nic. Tacy niezadowoleni to mogą nie wyzdrowieć? To może się przełożyć bezpośrednio na ich układ immunologiczny, spowodować przewlekły wzrost poziomu kortyzolu, falowy wzrost poziomu adrenaliny i będzie się inteligent czy pseudointeligent w chorobę zapadał:( To niebezpieczne i wysoce niestosowne. Trzeba być otwartym na nowe!:) Na ludzi i świat (nawet świat korytarza!)
Ale i tak niewiele się dzieje... Popołudniu już w ogóle zostają tylko odgłosy przeróżnych butów odwiedzających i wieczornej zmiany pielęgniarek oraz korytarzowego telewizora-najgłośniej reklamy oczywiście. Ale takiego dziania się, że człowiek w tym uczestniczy-takiego wzięcia udziału w jakimś przedsięwzięciu-choćby zrobienie obiadu czy porządku-jak tego brakuje w szpitalu! Jak nigdzie na świecie:) Na wakacjach się nie miewa takich problemów... mogą sprzątać pokoje i podawać do stołu i człowiek to jakoś wytrzymuje dzielnie:) A w szpitalu nie. W szpitalu ma się ochotę to zrobić, robić najgorsze rzeczy w domu-myć kibel i czyścić buty, byle w domu, w domu, w domu! To jest właśnie niebezpieczny wpływ szpitala na wykształciucha. Bardzo niezdrowe podejście do życia: nie ma się ochoty o siebie zadbać, odpoczywać, 'skupić się na sobie, na swoich potrzebach'... bo jasny gwint-ileż się można na sobie skupiać???? Się tak przebywa samemu ze sobą i się ma nagle już siebie dosyć! Już powyżej uszu się ma swoje własne myśli, zamknięte dialogi, po wiadomych torach biegnące pomimo puszczonych wodzy fantazji... Ja chcę do mojego dziecka i zmienić mu pieluchę!!! Marzę o zmianie pieluchy, myciu pupy i takich tam...
A tu się nic nie dzieje i zwariować można!