przebywając czasowo w domu (nieuchronny powrót do dzieciństwa na wzór gombrowiczowskiego przyprawienia 'gęby' ale ta przyprawa jest dla mnie jak cynamon-przepadam, ale po trzech dniach moja wytrzymalosc sygnalizuje 'nigdy wiecej cynamonu' i musze uciekac:)) zostalam nakloniona do obejrzenia z mama "Chirurgów"
Nie ma drugiej osoby na swiecie, ktora bylaby w stanie mnie na cos takiego namowic:)
Malo tego! Ja wrecz przepadam ogladac z nia "Chirurgów" tak samo jak "M jak milosc" nie mogę zniesc tylko "Mody na sukces" oraz "Na dobre i na zle" choc ona wszystko potrafi tak swietnie opowiedziec, że czlowiek w końcu glupieje i się wkręca...
No i co poradzić?
Kiedys mialam zal, ze ona wie o tych postaciach z seriali tysiac razy wiecej niz o mnie i nawet sie nie pyta, a teraz mam mieszane uczucia i czasami tak wole...
W kazdym razie ogladalam wczoraj tych "Chirurgow" i po raz kolejny utwierdzalam sie w przekonaniu, ze taka wode z mozgu, jaka robia ludziom seriale, to trudno z czyms innym porownac...
Pracuje sobie ostatnio w medycynie ratunkowej i wiele sytuacji przedstawianych w tym serialu, podobnie jak kiedys w "Ostrym dyzurze" zdarza mi sie naprawde, ale przenigdy nie reaguje tak przemyslnie jak bohaterowie wykreowani na 'lekarzy' ani tez nie spotkalam takich 'bohaterow' w tak zwanym 'realu' i bynajmniej nie hipermarket mam na mysli...
Otoz jesli jakis serial przybliza rzeczywistosc polskiej sluzby zdrowia, to najblizej w tym przyblizeniu jest nim "Daleko od noszy" i strasznie mi przykro, ze ktos moglby sie poczuc urazony-wlasciwie, jezeli moglby, to to bedzie najlepiej o nim swiadczyc, wiec na zdrowie!:)
W szpitalach jest strasznie fajnie jak sie jest po tej drugiej stronie, teraz znowu mam poczucie, ze bylo warto zniesc cale te upokarzajace studia, byc miliony razy obrazanym, mieszanym z blotem, tresowanym, zeby sie po tej stronie znalezc, ale nikomu bym tego nie zyczyla i raczej kazdego wolalabym od tych studiow odwiesc i tego oszczedzic...
Drzwi do wiedzy stoja otworem, klucz to alfabet, nikt nie musi sie uczyc na ocene i glowna motywacja nie musi byc rywalizacja-to zreszta nie tylko studiow medycznych dotyczy...
Po tej drugiej stronie jest tez bardzo niefajnie, ale zawsze lepiej byc ratownikiem niz ratowanym chociaz poczucia odpowiedzialnosci najchetniej nikt by na siebie nie bral, bo to ciężkie do udźwignięcia i trzeba czasem sporo wypić, żeby zapomnieć o czyms, co wraca jak koszmar-o tym nie ma w serialach, o tym zdarza się w gazecie "Fakt", w widowiskach telewizyjnych wyprowadzenia aniola upadlego w bialym kitlu i kajdankach oraz w debatach i dyskusjach kreatorów opinii publicznej, żeby wybrać opinię statystycznie wlasciwa (czyli opinie wiekszosci) lub pozostac w opozycji (wybierajac opinie mniejszosci)
'PERSONAL RESPONSIBILITY'
To nie ma nic wspolnego z odpowiedzialnoscia cywilna ani karna, to nie ma nic wspolnego z logika prawa ani nawet z Kodeksem Etyki Lekarskiej...
Jak podaje komus adrenaline, to sie nie zastanawiam, czy pielegniarka nie pomyli filoki (nie patrze jej na rece, patrze na pacjenta!) czy firma produkujaca ten lek oszukala jedna serie lub jej przedstawiciele zabiora mnie potem na zagraniczny kongres za to zapodanie (dlatego nie chcę zostac zadnym doktorem ani profesorem a wszelki prestiż spoleczny kojarzy mi sie zle i pachnie korupcja, bo taka jestem medialnie osobiscie uprzedzona)
wiec podajac ta adrenaline ja sie zastanawiam, czy ten pacjent zareaguje na nia zgodnie z miedzynarodowymi standardami reakcji, bo ja ja podaje zgodnie z miedzynarodowymi standardami postepowania i oczekuje poprawy stanu jak w tej wiekszosci statystycznej, a tak nie zawsze sie dzieje...
Przykro mi ale nie...
Widocznie nie zawsze moze byc dobrze?
Gdyby moglo byc zawsze, to pewnie by bylo, a poniewaz nie moze-to nie jest, to logiczne, czyż nie?
Ponieważ wszystkie leki mogą pomóc lub zaszkodzić jeszcze bardziej...
Nikt o tym nie uprzedza?
Ulotki informacyjne nie trafiają?
Dzialania niepozadane a wskazania-to jest nieporownywalna szala przewazajaca 'przeciw'
kto jest 'za'?
korporacje a wszyscy tam pracuja i chca przetrwac, utrzymac sie i wyzywic rodziny
podajac szczepionke mozna wywolac wstrzas anafilaktyczny albo reakcje wytwarzania przeciwcial atakujacych uklad nerwowy i taki osobnik moze wymagac wspomaganego oddechu i sztucznego zywienia przez (jakis czas? medycyna ma o tym zadecydowac?)
medycyna jest 'za' leczeniem
zawsze tak bylo i chyba nic się w tej kwestii nie zmieni, bo nikt nie chce zmian
a lecznie jest sztuką
a w sztuce zdarzają się bledy i zdarzaja sie niespodzianki nie do wyjasnienia
niespodzianek nie powinno sie wyjasniac, bo traca swoj status:)
chemia to zawsze alchemia
nie wiem co sie stanie u tego pacjenta po tej adrenalinie
nie wiem, ile juz wydzielil wlasnej, ile innych hormonow oraz czego sie wczesniej nalykal i co mu ta substancja powypiera z polaczen z albuminami czy jakie enzymy zostana zaangazowane w jej neutralizacje, w ktorym miejscu bardziej
rozumiecie cos z tego? bo ja tak sobie, ale przysiegam, ze strasznie duzo sie uczylam na studiach i cierpialam na przerost ambicji nad aspiracjami, zeby jak najszybciej miec wreszcie wakacje, bo sensu w tej nauce nie widzialam, a w wakacjach owszem:)
no i dalej jestem tak samo glupia jak wczesniej, ale mam takie dokumenty w teczce, ze niby 'zaliczylam' oraz jakis numerek, dzieki ktoremu moglam sobie wyrobic jakas pieczatke i podbijac sie pod wydrukowanymi zleceniami (nie sprawdzam, czy pielegniarka dobrze wydrukowala i czy pobierze krew zgodnie z wytycznymi lub przyklei odpowiednia naklejke na odpowiednia probowke, nie sprawdzam, czy pan sanitariusz przeniesie krew do laboratorium w odpowiednim czasie a pani w laboratorium wykona odpowiednie analizy i przesle mi wynik via system komputerowy i to bedzie wynik wlasnie tego pacjenta a ja sie do niego ustosunkuje- probuje sie ustosunkowac do stanu tego pacjenta bardziej niz do jego EKG, rtg czy wyniku jakichkolwiek analiz, próbuje i nigdy nie czuję się pewnie, mam pelno watpliwosci, ale sie nie przyznaje-ten serial jest strasznie kiepski:(
'primum non nocere' to najwieksza hipokryzja, na jaka sie kiedys nabralam
jak spotkacie kiedys Hipokratesa, to dajcie mu ode mnie w mordę
na serio!
byc moze wybor mniejszego zla jest dobry, byc moze lub byc nie moze
to jak z jesiotrem drugiej swieżosci z "Mistrza i Malgorzaty" Bulhakowa
'prosze Pana, bardzo pana prosze, jest tylko jedna swiezosc jesiotra!'
wszystkie leki szkodza
trzeba robic wszystko, zeby nie musiec ich brac
leki dostepne bez recepty przeciw grypie i przeziebieniu oslabiaja odpornosc i hamuja wlasciwe, adekwatne do niewielkiego zagrozenia reakcje organizmu
goraczka przyspiesza wszystkie reakcje i jest obrona ustroju
wszystko to nakrecili zupelnie genialnie jacys Francuzi w "Bylo sobie zycie" i to jest najmadrzejszy serial jaki widzialam o 'życiu'
A medycyna powinna być tylko 'interwencyjna' jak juz nie ma innego wyjsca albo nie mamy na to wplywu, bo zabieraja nas dzielni chlopcy z Pogotowia...
"Serce alkoholowe poniesli aniolowie na zlotych bluszczach"-czy jak to Kazik spiewal?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Ola, mylisz pojęcia. co ma prestiż do korupcji?
OdpowiedzUsuńprestiż jest wprost proporcjonalny do podejrzeń o korupcję:)
OdpowiedzUsuńnie mam ochoty być o nic podejrzewana
nie mam ochoty, żeby mnie ktoś lustrował, inwigilował, patrzył mi na ręce i kierował na mnie kamerę, czy postępuję zgodnie z jakimikolwiek wytycznymi, które ktokolwiek wytyczył
znam wytyczne i reaguję zgodnie z nimi, jeśli czuję, że to może przynieść dobry efekt, to jest działanie instynktowne i impulsywne
czasem decyduję się na niekonwencjonalność, ponieważ czuję, że konwencjonalność bardziej zaszkodzi niż pomoże
nie mam ochoty się przed nikim z niczego tłumaczyć
czytałam Szekspira i wiem, że czasami nigdy nie można domyć rąk nawet jak się je obsesyjnie i chirurgicznie szoruje...
każdy tytuł i uznanie jest obciążające, zwłaszcza w tym kraju...
budzi nieufność i zazdrość i podejrzenia nie wiadomo o co i po co...
prewencja pierwotna:)
a pouczać innych (cena 'osiągnięcia prestiżu') też nie lubię, to zwalanie odpowiedzialności z lenistwa, każdy powinien myśleć samodzielnie- żeby tak było, każdy musiałby tego chcieć, a jak to zrobić, żeby innym chciało się chcieć? nie wiem, ja nie wiem...
Sorry laska, ale odpowiedź na ten komentarz jest od czapy jak pozostałe twoje teksty na tym blogu. Rozumiem, że wszystkich poważanych ludzi należy prewencyjnie zamknąć w pierdlu, bo najprawdopodobniej są skorumpowani w twoim głębokim odczuciu.
OdpowiedzUsuńA tej wstawki o Szekspirze, to już w ogóle nie kumam... Kto ma krew na rękach? Bartoszewski? Mazowiecki? Balcerowicz? Szymborska? A może Kapuściński, którego biografię krytykujesz nie przeczytawszy jej?
Rozumiem, że to jest blog i każdy może pisać co chce, ale skoro już decydujesz się pisać publicznie i ujawniasz swoje wyższe wykształcenie to wypowiadaj się sensownie, a nie pisz głupot.
Pzdr
prestiż = uznanie społeczne. mają go osoby, które coś znaczą w swoim środowisku, w społeczeństwie. a znaczą, bo się wyróżniają jakimiś pozytywnymi cechami. są mądre, odpowiedzialne, budzą zaufanie, ich zdanie się liczy. ich pozycja społeczna, ich prestiż wiąże się z wartościami niematerialnymi. prestiżu nie można kupić, dlatego nie ma mowy w jego kontekście o korupcji. bo kogo osoba ciesząca się prestiżem miałaby przekupić? daną grupę? czyli profesor - swoich studentów i innych naukowców, lekarz - pacjentów i ich rodziny? prestiż zresztą wiąże się nie tyllko z konkretną osobą, ale rolą społeczną, jaką pełni, dlatego mówimy, że lekarz, ksiądz czy profesor cieszą się prestiżem - nawet nie majac na mysli zadnego konkretnego przedstawiciela tych kategorii.
OdpowiedzUsuńJeśli lekarz cieszy się prestiżem według opinii publicznej, to ja tej opinii przeczę i wcale się nie cieszę...
OdpowiedzUsuńkrew na rękach ma każdy, bo inaczej one opadają:)
zamierzam pisać bzdury i tylko bzdury, więc z góry uprzedzam, że komukolwiek się to przestaję podobać, może natychmiast przestać czytać, mi zależy na pisaniu a nie na tym, żeby być poczytna:)
pozdrawiam wszystkich myślących inaczej:)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTak, masz rację, ten blog trzeba natychmiast przestać czytać...
OdpowiedzUsuńchyba nie mamy o czym dyskutować i pójdę za twoją radą i nie będę już tu zaglądać - bo po co się irytować. mam wrażenie, że zupełnie nie rozumiesz pojęć, którymi tak szafujesz, które tak wartościujesz. bo, masz rację, to, co piszesz, to są bzdury. i szkoda tracić na nie czas.
OdpowiedzUsuńzmieniłam zdanie, to nie będą bzdury, to tylko jedna z prawdopodobnych wersjim która wydarzyła się już w pewnej amerykańskiej szkole...
OdpowiedzUsuńamerykańskie szkoły przecież nie są 'uniwersalne'
podobnie polskie kliniki
opowieść o pewnym profesorze z pewnej kliniki nie jest uniwersalna, choć jest uniwersalnie głupia, nie przeczę
jednak jest to tylko moje subiektywne spostrzeżenie oraz nie tylko moja opinia na temat tej indywidualnej osobistości, która 'dorobiła się' tytułu profesora i wbrew pozorom nie jest to wcale takie trudne, wystarczy pisać pracę na zadany temat, przeryć archiwalne archiwa historii chorób, wrzucić wybrane wyniki i dane do programu Statistica, obliczyć korelacje i napisać o tym, o czym inni już dawno gdzieś pisali, ale jednak to będzie nasza 'grupa badawcza' i nasze 'badanie', trochę skorzystać z opcji kopiuj i wklej i taki projekt gotowy... na pewno pochłania to mnóstwo czasu i energii oraz pokładów cierpliwości, ale za to, żeby sobie w przyszłości 'odbić' przez 'wykorzystanie prestiżu społecznego' jaki niesie za sobą ten tytuł-nikomu tych zasobów własnych nie szkoda... taka smutna inwestycja w smutnej kalkulacji:(
traktując młodego człowieka indywidualnie i patrząc na niego przez pryzmat biologii i psychologii, będzie mu trudno w szkole (i tak nie może się z nikim dogadać, bo jest nadruchliwy i nadpobudliwy a zajęcia nie są tak fascynujące jak gra playstation, na której akurat świetnie się skupia) w domu będzie 'pod nadzorem' i wciąż 'obserwowany', będzie musiał połykać tabletki (a w dzieciach jeszcze jest taki instynkt, że to szkodzi, dzieci się boją tabletek "normalnie"...) no i ogólnie to ten człowiek będzie się coraz bardziej zamykał w sobie i swoim świecie i nie wiadomo, czy się kiedyś otworzy, a zażywając przewlekle leki jest na prostej drodze do niewydolności wątroby, nerek, erozji przewodu pokarmowego i zaburzeń rytmu serca (zwłaszcza w aspekcie pochodnych amfetaminy, zresztą dokładnie to samo dotyczy tych zawodniczek, o których głośno zawołała wreszcie Justyna Kowalczyk-że 'wszystkie leczą astmę' ależ oczywiście, że te leki działają stymulująco na metabolizm i zwiększają tolerancję wysiłku... tylko to wszystko do czasu, ale tu wszyscy chcą żyć 'tu i teraz' i wciąż wygrać wyścig bez względu na konsekwencję w przyszłości-przecież lekarze nie pomyślą za nikogo o przyszłości, dziennikarze też za nikogo nie pomyślą ani nie zechcą się zastanowić nad tym, czy wszystkie promocje promować warto zupełnie nie dlatego, że to się 'opłaca' tylko dlatego, że to ważne i to ważne dla wszystkich, więc wszystkim powinno na tym zależeć i wszystkim powinno się to 'opłacać'
Przepraszam za bzdury, nie wydaje mi się, żebym potrafiła ich uniknąć w natłoku myśli, ależ wszystkie pojęcia są bardzo subiektywne, więc z każdej perspektywy błędy popełnia przeciwna strona, można się z tym nie zgadzać, ale to i tak niczego nie zmienia:)
Krytyka nie działa na mnie konstruktywnie, ale destrukcyjnie też nie, już nie...